Sport.pl

Mistrz NBA Devin Brown nie radzi sobie w Asseco Prokom Gdynia

Co wiemy po pierwszym meczu Asseco Prokom Gdynia w Eurolidze? Że Alonzo Gee nie zawsze będzie liderem zespołu, że mistrz NBA Devin Brown może niedługo wrócić do domu, a mistrz Polski potrzebuje jeszcze wartościowego gracza pod kosz.
Na inaugurację Euroligi Prokom przegrał u siebie z Galatasaray Stambuł 72:76 i choć w meczu z bogatszymi i faworyzowanymi Turkami nikt nie wymagał od mistrzów Polski zwycięstwa, to po spotkaniu pozostał niedosyt. Po fantastycznym pościgu w czwartej kwarcie gdynianie doprowadzili do remisu 71:71, ale w końcówce zabrakło im sił i zimnej krwi.

- W ostatnich sekundach górę wzięło doświadczenie rywala. Mamy młody zespół, który w decydujących momentach właśnie tak może reagować. A to zagapi się Hrycaniuk, a to błąd popełni Blassingame, a to piąty faul złapie Lafayette, a to damy sobie zebrać ważną piłkę w ataku - wylicza trener Tomas Pacesas, który chwalił jednak swoich koszykarzy za walkę i ambicję.

Co wiemy o graczach obwodowych?

W meczu z Galatasaray zawiódł Alonzo Gee, czyli lider i największa gwiazda zespołu. Choć do przerwy Prokom prowadził 37:32, to wkład Amerykanina był niewielki - rzucił tylko trzy punkty. Gee skończył mecz z 10 pkt i dziewięcioma zbiórkami, w drugiej połowie się rozkręcił, ale i tak ciężko powiedzieć, że to on był dowódcą zespołu.

Na takiego dość niespodziewanie wyrasta Oliver Lafayette, który błysnął już także w poprzednim meczu ligi VTB z Lokomotiwem Kubań Krasnodar. Pacesas bardzo go chwalił po meczu z Galatasaray (Lafayette miał 5/5 z gry), choć żałował, że w 37. minucie - przy wyniku 63:70 - gracz z USA musiał opuścić boisko za pięć fauli. Lafayette, choć dołączył do drużyny jako ostatni, gra ostatnio lepiej niż Jerel Blassingame, który jest z zespołem od początku przygotowań. Choć w meczu z Turkami, głównie w pierwszej połowie, Prokomowi przydawała się szybkość Blassingame'a.

Dyskutuj z ludźmi, a nie z nickami - odwiedź profil Trójmiasto.Sport.pl na Facebooku »


Największy problem na obwodzie mistrz Polski ma na pozycji rzucającego obrońcy. Przemysław Zamojski, który błyszczał skutecznością przed sezonem, ostatnio gdzieś zgubił formę, a na Devina Browna nadal ciężko patrzeć. Co prawda z Turkami Amerykanin, który w 2005 r. był mistrzem NBA z San Antonio Spurs, miał już momenty dobrej gry, ale Pacesas i tak nie był zadowolony: - Bardzo słabo zagrał w obronie, właściwie nic nie bronił.

Niepokojąca jest też forma Piotra Szczotki, który poprzedni sezon miał najlepszy w karierze, a teraz - po powrocie z mistrzostw Europy - totalnie zgasł.

Co wiemy o graczach podkoszowych?

O ile w przypadku rzucającego obrońcy może, ale nie musi dojść do zmiany, to wzmocnienie pod kosz jest niezbędne. W tej chwili Prokom ma bowiem tylko dwóch graczy, którzy są w stanie rywalizować na poziomie Euroligi. Na środkowego pełną gębą wyrósł już Adam Hrycaniuk, który - w przeciwieństwie do Szczotki - nabrał jeszcze większej pewności po ostatnim Eurobaskecie. - Adam jest już euroligowym centrem - ocenia Pacesas. W grze Hrycaniuka widać doświadczenie z poprzednich sezonów w Eurolidze, polski środkowy gra też bez respektu nawet dla największych rywali. W środę odebrał ochotę do uprawiania koszykówki Zazie Paczulii, czyli gwiazdorowi z NBA, który jeszcze niedawno ogrywał niemiłosiernie Marcina Gortata (w meczu Gruzja - Polska). Niewiele lepiej wypadła inna gwiazda Turków Darius Songaila (też nabytek z NBA), którego zatrzymał z kolei Donatas Motiejunas. Pojedynek dwóch Litwinów zdecydowanie wygrał młodszy aż o 12 lat gracz Prokomu, który grał bez respektu dla swojego utytułowanego rodaka.

Ale na Motiejunasie i Hrycaniuku wszystko, co dobre, się kończy. Na poziomie Euroligi Adam Łapeta może zaproponować tylko swoje 217 cm wzrostu, a Fiedor Dmitriew jeszcze mniej.

Więcej o: