Tomas Pacesas po meczu z Uniksem Kazań: Chcieliśmy wygrać w regulaminowym czasie gry

- Widać było po moich graczach, że bardzo chcą wygrać i dlatego gratuluje im walki. Pokazali się oni z bardzo dobrej strony. Nie wpłynął na nich negatywnie fakt, że z drużyny odszedł lider [Alonzo Gee nie mówiąc nic nikomu poleciał do USA] i to mnie bardzo cieszy - mówi po porażce w Eurolidze 68:72 z Uniksem Kazań trener Asseco Prokom Gdynia Tomas Pacesas.
Mistrzowie Polski byli w środę bliscy sprawienia sensacji. Przed euroligowym meczem z Uniksem nikt bowiem nie przypuszczał, że bez Gee będą w stanie walczyć o zwycięstwo.

- Spotkanie było jak najbardziej do wygrania jednak trójka Domercanta wpadła, a trójka Przemka Frasunkiewicza nie wpadła. Taki jest nasz los. W spotkaniach jak z Uniksem, o wyniku decyduje jedna zbiórka, jeden przechwyt. My w drugiej połowie popełniliśmy zbyt wiele prostych strat jak np. piłka noszona. I wiele nas to kosztowało. Musi nauczyć się jak wygrywać w końcówkach, bo także z Galatasaray Stambuł przegraliśmy w ostatnich akcjach meczu - mówi Pacesas.

Dyskutuj z ludźmi, a nie z nickami - odwiedź profil Trójmiasto.Sport.pl na Facebooku »


Jeszcze na 32 sekundy przed końcem gdynianie wygrywali 68:67. Wówczas za trzy punkty trafił Domercant. W odpowiedzi (po czasie na żądanie) Pacesas wystawił piątkę złożoną z graczy potrafiących rzucać celnie za trzy punkty. Piłka trafiła do nie pilnowanego Frasunkiewicza, a ten minimalnie chybił.

- Biorę odpowiedzialność za ostatnią akcję. Frasunkiewicz jest naprawdę dobrym strzelcem, dlatego też znalazł się na boisku. Postawiliśmy na zwycięstwo. Założenie było takie, że ten, którego kryje Sawrasjenko ma wyjść na pozycję i rzucić za trzy. Padło na Przemka - - wyjaśnia Pacesas i dodaje: - Patrząc na sędziowanie nie było pewności, że penetracja pod kosz przyniesie punkty. Postanowiłem więc, że walczymy o zwycięstwo w regularnym czasie gry. Nie należy więc obwiniać zawodników, bo to ja tak zaplanowałem końcówkę.