Sport.pl

Wirus zniknął, Donatas Motiejunas zaczął grać

Jak się okazuje ucieczka do USA Alonzo Gee wcale nie wpłynęła negatywnie na Asseco Prokom Gdynia. Wręcz przeciwnie, pozwoliła odblokować się paru zawodnikom, przede wszystkim Donatasowi Motiejunasowi.
Kiedy w ubiegłym tygodniu z Gdyni uciekł Gee, wydawało się, że Prokom został osierocony przez koszykarza, który miał być jego ojcem sukcesu. Przecież we wcześniejszych meczach obserwowaliśmy niewielką liczbę akcji, w których piłka omijała ręce Amerykanina. Starcia z Uniksem Kazań czy CSKA Moskwa (czyli te już bez Gee) każą się jednak zastanowić, czy to przypadkiem nie on był "wirusem" męczącym mistrza Polski.

- Patrząc obecnie oraz w przeszłość na sytuację graczy o warunkach Motiejunasa [213 cm, 21 lat], ciężko przypomnieć sobie koszykarza, który na tym etapie kariery grałby tak dojrzale - pisał jeden z ekspertów NBA przed tegorocznym draftem. Litwin został wybrany do najlepszej ligi świata z 20. numerem, a prawa do niego ma Houston Rockets.

Kiedy jednak Motiejunas po raz pierwszy pokazał się na boisku w barwach Prokomu, wiele osób pukało się w czoło pytając: "on do NBA?". Chuderlawy Litwin wyglądał jak obiekt do przestawiania z miejsca na miejsce. O grze ciężko było mówić. Co prawda rzucił słabej Polpharmie Starogard Gdański 14 pkt, ale wpływu na postawę drużyny zbyt dużego nie miał. Z drugiej strony trzeba było pamiętać, że Prokom w treningu przebywał najkrócej z polskich zespołów.

W kolejnych spotkaniach Motiejunas także wypadał różnie. Miał przebłyski - jak 15 pkt. i 5 zbiórek z Galatasaray Stambuł, czy 13 pkt. z Lokomotivem Kubań.

- Motiejunas potrafi świetnie rzucać z wyskoku. Do tego z roku na rok poprawia skuteczność za linią rzutów za trzy punkty. Jego największym minusem jest natomiast walka pod koszem, gdzie zdecydowanie brakuje Litwinowi siły - dodaje amerykański ekspert.

Zachwyca się on również motoryką Motiejunasa. Litwin dotychczas był jednak w cieniu Gee. Teraz, gdy Amerykanin nie zabiera już piłek w ataku, Motiejunas zaczął grać pierwsze skrzypce. Jego zagrania jeden na jeden przeciwko podkoszowym CSKA wywoływały ból głowy u trenera jednej z najlepszych europejskich drużyn Jonasa Kazlauskasa. Litwin trafił 10 z 17 rzutów za dwa punkty i miał dziewięć zbiórek. I gdyby nie to, że brakuje mu solidnego zmiennika (który pozwoliłby mu odpocząć), może i wypadłby jeszcze lepiej. Podobnie było w meczu z Uniksem, kiedy silny skrzydłowy Prokomu zdobył 19 pkt. i 9 zbiórek. Po ostatnich występach nareszcie można uwierzyć w słowa amerykańskich ekspertów.

- Cieszę się przede wszystkim z tego, że zespół pokazuje serce do gry - mówi trener gdynian Tomas Pacesas.

Ogólnie wygląda na to, że wylot Gee wyszedł całej drużynie na dobre. Oby ten balon wypełniony ambitną grą szybko nie stracił powietrza. Wówczas mistrzów Polski powinno być stać na tak oczekiwane zwycięstwa na europejskich parkietach.

Dyskutuj z ludźmi, a nie z nickami - odwiedź profil Trójmiasto.Sport.pl na Facebooku »


Więcej o: