Asseco Prokom Gdynia się wzmocni? Może tak, ale minimalnie

- Dopiero za dwa tygodnie podejmiemy decyzję, czy w ogóle wzmacniamy zespół. A jeśli tak, to najwyżej jednym graczem - mówi szef rady nadzorczej klubu z Gdyni Ryszard Krauze. W czwartek koszykarze Prokomu przegrali kolejny mecz w Eurolidze - 73:84 z Montepaschi Siena.
Budowa nowego zespołu mistrza Polski od początku sezonu szła pod górę. Co prawda trener Prokomu Tomas Pacesas powtarzał w wakacje, że koniecznie trzeba uniknąć błędu z poprzedniego roku, kiedy zespół był kompletowany jeszcze po starcie rozgrywek, ale w tym sezonie było i jest jeszcze gorzej. Proces budowy drużyny rozpoczął się w momencie, kiedy inne zespoły trenowały już przed nowym sezonem, a nawet zaczynały zgrupowania i planowały pierwsze mecze sparingowe. A kiedy drużyna z Gdyni już powstała, niemal natychmiast zaczęła się rozpadać.

Po zwolnieniu zawodzącego od pierwszych gier Devina Browna i ucieczce Alonzo Gee, dziury w składzie mistrza Polski aż kłują w oczy. Zwłaszcza, że potężna wyrwa jest nie tylko po odejściu Amerykanów, ale także pod koszem, gdzie Pacesas od początku sezonu mówi o potrzebie wzmocnień. Ale tych, przynajmniej na razie, nie będzie.

- Na rynku nie brakuje wolnych, dobrych koszykarzy. Potrzebujemy wzmocnień aż na trzech pozycjach - rzucającego obrońcy, niskiego skrzydłowego i podkoszowego, ale na każdej z nich mam po kilka nazwisk. Cały czas czekam jednak na sygnał od szefów klubu, czy, kiedy i za ile możemy robić wzmocnienia składu - mówi Pacesas.

Zwłaszcza po ucieczce Gee, który był liderem zespołu, wydawało się, że drużyna mistrza Polski natychmiast potrzebuje wzmocnień. Ale szefowie Prokomu nie byli i nadal nie są co do tego przekonani. W klubie pojawiła się opcja, że skoro sezon w Eurolidze, a także w lidze VTB jest już właściwie przegrany, to może nie warto szukać posiłków i wydawać pieniędzy już teraz, a dopiero w lutym, kiedy Prokom zacznie grę w lidze polskiej.

- Spotkamy się z właścicielem klubu Ryszardem Krauze i trenerem Pacesasem i podejmiemy decyzję, co dalej. Prawda jest taka, że z powodu niewielkich finansów pole manewru mamy niewielkie i być może z ruchami kadrowymi poczekamy do nowego roku. Ale zespół na pewno musi być wzmocniony, bo w obecnej sytuacji nie mielibyśmy łatwo także w lidze polskiej - zauważał po wyjeździe Gee prezes klubu Przemysław Sęczkowski.

Teraz już wiadomo, że szybkich wzmocnień nie będzie. Co więcej, nie wiadomo, czy w ogóle będą?

- Potrzebujemy jeszcze ok. dwa tygodnie na podjęcie decyzji. Dopiero wtedy zadecydujemy, czy wzmacniamy zespół. A jeśli tak, to na pewno tylko jednym graczem, który mógłby zagrać jako niski lub silny skrzydłowy - deklaruje Krauze, który podkreśla, że podoba mu się gra zespołu już po wyjeździe Gee, kiedy ważne funkcje w drużynie zaczęli odgrywać polscy gracze, np. Adam Łapeta czy Przemysław Zamojski.

To ich gra jest w ostatnich tygodniach największym zaskoczeniem - Zamojski przypomniał sobie świetną formę z gier sparingowych, a Łapeta wykorzystuje w walce pod koszem już nie tylko swoje 217 cm wzrostu.

Krauze nie ukrywa, że problemem są pieniądze, już przed sezonem sugerował zresztą, że w tym sezonie budżet klubu będzie zdecydowanie mniejszy. Z naszych informacji wynika, że wynosi on ostatecznie 12 mln zł.

Właściciel klubu tłumaczy też, dlaczego pieniędzy, które zostały po zwolnieniu Browna i ucieczce Gee, nie można przeznaczyć na kontrakty nowych graczy. W tej samej wysokości, a obaj koszykarze mieli najwyższe pensje w zespole.

- To nie jest takie proste, nie da się tego przeliczyć w skali jeden do jednego. W tym sezonie musimy oglądać każdą złotówkę, śledzić rynek walut. Nie jest tak, że pieniądze, które zarabiali Brown czy Gee, możemy teraz zapewnić nowym koszykarzom, którzy przyjadą na ich miejsce - tłumaczy Krauze.

Wszystko wskazuje więc na to, że zarówno w meczach Euroligi ligi VTB, ale także już w lidze polskiej, o sile Prokomu nadal będą decydować Zamojski, Łapeta, Adam Hrycaniuk, Piotr Szczotka, Łukasz Seweryn czy Przemysław Frasunkiewicz.

- Dla nich każdy mecz w Eurolidze czy VTB to duże wyzwanie, ale i świetna szkoła. Liczę więc na to, że bogate doświadczenia, które wyniosą z gry przeciwko europejskim potęgom, pomogą im potem odgrywać dominujące role w lidze polskiej - nie ukrywa Pacesas.

Montepaschi Siena - Asseco Prokom Gdynia 84:73. Kwarty: 16:15, 16:16, 33:20, 19:22. Siena: Kaukenas 15 (3), McCalebb 14 (1), Moss 11 (1), Andersen 10 (1), Stonerook 5 oraz Lavrinović 9 (2), Aradori 7, Zisis 6, Ress 5 (1), Rakocević 2, Carraretto 0. Prokom: Motiejunas 26 (4), Szczotka 6, Blassingame 5 (1), Seweryn 2, Łapeta 0 oraz Lafayette 16 (4), Zamojski 11 (3), Hrycaniuk 4, Frasunkiewicz 3 (1), Kuebler 0, Dimitriew 0.

Dyskutuj z ludźmi, a nie z nickami - odwiedź profil Trójmiasto.Sport.pl na Facebooku »