Asseco Prokom Gdynia wraca do Polski. Ale w rezerwowym składzie

Koszykarze Asseco Prokom Gdynia znów zagrają z polskim rywalem, ale na środowy mecz Pucharu Polski do Zgorzelca mistrz Polski nie zabrał największych gwiazd. Hitowo zapowiada się za to starcie Trefla Sopot z Energą Czarni Słupsk.
Prokom, ze względu na rywalizację w Eurolidze i lidze VTB, został zwolniony z gry w rundzie zasadniczej TBL. Przez blisko pięć miesięcy nie mierzył się z krajowymi rywalami, a wyjątkiem było tylko spotkanie o Superpuchar Polski na początku sezonu, które mistrz Polski niespodziewanie przegrał z Polpharmą Starogard Gdański 78:79.

W środę, w ćwierćfinale PP, Prokom znów zmierzy się z drużyną z Polski, ale po meczu z Turowem i tak ciężko będzie ocenić siłę mistrza Polski. Prokom nie zabrał bowiem do Zgorzelca dwóch największych gwiazd - Donatasa Motiejunasa i Jerela Blassingame'a. Trener Tomas Pacesas dał im odpocząć, zwłaszcza, że jeszcze w poniedziałek jego zespół grał w Wilnie ważny mecz ligi VTB z Lietuvosem Rytas. - Obaj zasłużyli na oddech, wolę, żeby byli wypoczęci na kolejne mecze - tłumaczy Pacesas. - Jeszcze w poniedziałek grali po 30 minut w Wilnie, tak jest w wielu meczach w tym sezonie.



Po poniedziałkowym meczu z Lietuvosem Rytas drużyna z Gdyni we wtorek o 3 w nocy miała samolot do Kopenhagi. Tam przesiadka do Wrocławia, a potem podróż autobusem do Zgorzelca. - Prosiliśmy ligę oraz Turów o przełożenie meczu na czwartek, ale nie dostaliśmy zgody. Gdybyśmy grali dzień później, pewnie pojechalibyśmy w najmocniejszym składzie - mówi Pacesas.

Motiejunas i Blassingame po meczu w Wilnie wrócili do Trójmiasta.

Mimo braku gwiazd, tylko dwóch dni przerwy między meczami i ciężkiej podróży, Pacesas zapewnia, że nie lekceważy Pucharu Polski. - Traktujemy te rozgrywki poważnie, mamy innych graczy, którzy powalczą w Zgorzelcu o wygraną. Chcę, by więcej minut dostali np. Quinton Day, który dopiero dołączył do zespołu, czy Robert Witka, który wraca po kontuzji - mówi trener Prokomu.

Początek meczu w środę o godz. 20. Transmisja w TVP Sport.

W innym ćwierćfinale Trefl podejmie Energę Czarni. Jak zapowiadają w wywiadach Marcin Stefański i Łukasz Wiśniewski, sopocki zespół podchodzi do rozgrywek PP w pełni skoncentrowany. Nie ma się co dziwić, bo gdzie jak gdzie, ale w Treflu są spragnieni sukcesów. Drużyna jeszcze ani razu nie grała w finale tych rozgrywek. Najbliżej była w zeszłym roku, ale w półfinale turnieju w Gdyni przegrała z Anwilem Włocławek.

Obecnie koszykarze Trefla są jednak faworytem rozgrywek. To oni wygrali sezon zasadniczy TBL. Podczas pierwszej części rozgrywek mieli lepszy bilans bezpośrednich spotkań ze wszystkimi drużynami, które przystąpiły do zmagań o PP. Choć akurat w ćwierćfinale los zestawił ich z zespołem, z którym Treflowi gra się ciężko. Dopiero w ostatnim spotkaniu w Ergo Arenie (gospodarze wygrali 89:84) Trefl przerwał serię trzech meczów z Czarnymi bez zwycięstwa. Z drugiej strony, także słupszczanie są bojowo nastawieni przed rozgrywkami o puchar. Drużyna, której największym sukcesem są do tej pory dwa brązowe medale w lidze, chciałaby wywalczyć jakiś tytuł. A jak podkreśla trener Czarnych Dainius Adomaitis, zdobycie pucharu ma być kolejnym krokiem w drodze klubu na szczyt ligi.

Starcie w Ergo Arenie będzie pojedynkiem dwóch czołowych rozgrywających ligi - Łukasza Koszarka (Trefl) i Stanley'a Burrella (Czarni). Obaj, na oficjalnej stronie ligi, biorą udział w głosowaniu na najlepszego gracza pierwszej części sezonu. Na razie oddano 16 tys. głosów - 38 proc. uzyskał Burrell, a tylko 6 proc. Koszarek.

Początek meczu Trefl - Czarni w Ergo Arenie w środę o godz. 19.

Zwycięzcy ćwierćfinałów (trzecia para to Anwil Włocławek - Śląsk Wrocław) awansują do turnieju Final Four, który w weekend odbędzie się w Zielonej Górze i dołączą do Zastalu, który jako gospodarz imprezy ma w niej pewne miejsce.