Czy w finale play-off koszykarzy nastąpił nagły zwrot? Trefl Sopot goni Asseco Prokom Gdynia

Koszykarze Trefla Sopot swoją świetną postawą we wtorkowym meczu z Asseco Prokom Gdynia (wygranym 83:57) sprawili, że finał play-off TBL ponownie stał się ciekawy.
Kolejnym krokiem do wielkich emocji powinno być utrzymanie przez nich wysokiej formy. Totalny zwrot w grze sopocian sprawił, że Prokom, po raz pierwszy w tym sezonie Tauron Basket Ligi, znalazł się na kolanach.

- Katastrofalny mecz, a przede wszystkim jego początek. Od paru dni wszyscy lansowali teorię, że jest już po finale, a my wygramy go 4-0. A nam zaczęły przeszkadzać medale na szyi - uważa trener Prokomu Andrzej Adamek.

Tak źle grających gdynian niemal przez całe 40 min. nie widzieliśmy w tym sezonie nawet w meczach Euroligi (może poza starciem z Barceloną, które mistrzowie Polski przegrali 45:76). Natomiast Trefl wreszcie udowodnił, że zasłużył na finał.

- Osiem asyst? Nie wiem kiedy tyle mieliśmy poprzednim razem. Do tego fatalnie spisaliśmy się na zbiórce. Kto chciał wygrać ten mecz, to wygrał - dodaje Adamek.

Sopocianie zagrali agresywnie, ale przede wszystkim pokazali, że potrafią powstrzymać szybkiego rozgrywającego Prokomu Jerela Blassingame'a.

- Zaczęliśmy mecz bardzo agresywnie po obu stronach parkietu. Później już tylko kontrolowaliśmy spotkanie. Wszyscy zawodnicy, którzy wchodzili bardzo pomogli zespołowi. Oczywiście wiemy, że był to tylko jeden mecz i nasza wygrana, w szerszym kontekście, jeszcze nic nie znaczy. Musimy powtórzyć taką dyspozycję w kolejnym spotkaniu - mówi trener Trefla Karlis Muiznieks.

ILE MECZÓW POZOSTAŁO JESZCZE DO KOŃCA FINAŁÓW? oceń na Facebooku Trojmiasto.Sport.pl! +1? »


Pozostaje pytanie, czy był to perfekcyjny mecz w wykonaniu jego drużyny, czy ma ona jeszcze jakieś rezerwy? Mało prawdopodobnym wydaje się, aby gdynianie rozegrali drugie, tak fatalne spotkanie. Chociaż z drugiej strony, już po pierwszej kwarcie drugiego meczu finału, pojawiły się wątpliwości, czy Prokom może grać słabiej (w rezultacie wygrał 77:65). Okazało się, że może. A przełamanie sopocian przyszło w momencie, kiedy trafili oni zaledwie 4 z 16 rzutów za trzy punkty. Rzuty zza linii 6,75 m, to przecież jeden z atutów Trefla. Do tego wciąż mało skuteczny jest Filip Dylewicz. W każdym z trzech finałowych meczów zdobywał on po 15 pkt, ale trafił zaledwie 16 z 47 rzutów z gry.

Trefl posiada więc rezerwy, które może wykorzystać w kolejnych derbach z Prokomem (mecz nr 4 w czwartek o godz. 18, ponownie w Ergo Arenie, transmisja w TVP Sport), w przypadku, gdy mistrzowie Polski powrócą do dobrej formy. Może wtedy doczekamy się wreszcie wyrównanego meczu w tegorocznych finałach play-off?

Więcej o: