Dlaczego cheerleaderki nie zatańczyły na meczu Asseco Prokom Gdynia? Trwa konflikt w klubie

Podczas niedzielnego meczu Asseco Prokom Gdynia ze Stelmetem Zielona Góra cheerleaderki siedziały na trybunach, zamiast występować na parkiecie. Konflikt w klubie nadal trwa. Czego dotyczy?
Sprawa konfliktu z zespołem słynnych cheerleaderek wybuchła pod koniec września, tuż przed startem sezonu. W klubie uznali, że Prokom Cheerleaders - w dotychczasowej formule - jest za drogi w utrzymaniu, dlatego chcieli ograniczyć zespół do 10 dziewczyn. Te się nie zgodziły, ale były za to gotowe zgodzić się na niższe wynagrodzenia, co pozwoliłoby utrzymać zespół w dotychczasowym składzie. Zaczął się konflikt, ale dość szybko znaleziono optymalne wydawałoby się rozwiązanie. Cheerleaderki miały odejść z klubu, założyć osobne stowarzyszenie, ale nadal pozostać na meczach Prokomu, na które byłyby po prostu, jako zewnętrzny podmiot, wynajmowane. 26 września klub wydał nawet w tej sprawie oświadczenie, w którym napisał m.in. "(...) zespół cheerleaders występujący w ramach Asseco Prokom Gdynia utworzy własną działalność gospodarczą i pod nią będzie dalej występował w trakcie meczów PLK i na Eurolidze".

Nie minął jednak miesiąc, a problem powrócił, bo w trakcie spotkania ze Stelmetem cheerleaderki nie zostały wpuszczone ani do szatni ani na parkiet i mecz oglądały z trybun. Zamiast nich wystąpiły gimnastyczni z SMS Gdynia, które były urocze i w tym co robią doskonałe, ale sądząc po reakcjach i komentarzach kibiców widowiska godnego hitu PLK raczej nie zrobiły (nie ze swojej winy, po prostu to nie jest miejsce na takie występy). Skąd taka zmiana i nie realizowanie ustaleń opublikowanych w oświadczeniu podpisanym przez zarząd klubu?

- Stawiamy na młode talenty. Cheerleaderki, jak same mówią, są tak rozchwytywane w całym kraju, że na pewno sobie poradzą. Czy wrócą na nasze mecze? Zobaczymy - mówi Monika Górska, która w klubie z Gdyni jest odpowiedzialna m.in. za współpracę z cheerleaderkami. Dlaczego klub nie realizuje tego, co było w oficjalnym oświadczeniu? - Nie wiem. Promujemy nowe talenty - ucina Górska.

Jak się dowiedzieliśmy nieoficjalnie powodem nieobecności cheerleaderek były... stroje. Dziewczyny zostały poproszone o zwrot pięciu kompletów strojów, w środę podczas meczu Euroligi w Ergo Arenie oddały wszystkie z logo Prokom Cheerleaders (bo teraz nie mają już prawda do tej marki, choć same ją wypromowały), ale w klubie usłyszały, że nie o te stroje chodziło. I za karę zabroniono im występu na meczu ze Stelmetem.

NASZ KOMENTARZ

Klub z Gdyni ma na głowie mnóstwo problemów. Choć za nami już niemal miesiąc rozgrywek drużyna cały czas jest w budowie, znacząco zmienił się skład osobowy biura, w którym nowi ludzie dopiero uczą się pracy na euroligowym poziomie (np. jak zapełnić Ergo Arenę), być może już niedługo zmienią się też władze klubu. Tymczasem do najwyższej rangi urasta niespodziewanie problem zespołu cheerleaders, o którym w klubie dyskutuje się niemal tak dużo, jak o drużynie i jej wynikach. Przedziwna sytuacja. Przedziwna tym bardziej, że klub znalazł już przecież sprytne i zadowalające obie strony wyjście z tej sytuacji, ale już niecały miesiąc po oficjalnym oświadczeniu okazuje się, że było to tylko zachowanie na pokaz, nie mające nic wspólnego z rzeczywistością.

Jeżeli prawdą jest, że brak cheerleaderek na meczu ze Stelmetem to efekt kary za zwrócenie nie tych majtek, co trzeba, to jest to decyzja płytka i nieprofesjonalna.

Dziwię się, że w Prokomie, choć pracy i zadań nie brakuje, szukają dziury w całym, a konkretnie w tym, co w ostatnich latach funkcjonowało bez zarzutu i robiło świetną reklamę klubowi i miastu. Może lepiej zostawić tę sprawę w spokoju i po porostu realizować to, co samemu się wymyśliło, a zaoszczędzoną energię poświęcić na rozwiązywanie faktycznych kłopotów klubu czy drużyny.