Oceniamy koszykarzy Asseco Prokom Gdynia w meczu z Maccabi Tel Awiw. Co się stało z Łukaszem Koszarkiem?

Asseco Prokom Gdynia doznało klęski w wyjazdowym meczu Euroligi z Maccabi Tel Awiw. Mistrzowie Polski przegrali aż 62:93, a powodem tak wysokiej porażki były najsłabsze występy w sezonie m.in. Łukasza Koszarka czy Franka Robinsona.
Frank Robinson. Miał ostatnio kłopoty z kontuzją, ale zdążył się wyleczyć i poleciał do Izraela. Tym razem nie zaczął jednak meczu w wyjściowej piątce, ale na ławce rezerwowych. Na parkiet wszedł już w pierwszej kwarcie, ale na krótko, bo po niecałych trzech minutach trener Kestutis Kemzura szybko go zdjął, miał do niego pretensje o błędy. Kiedy wrócił w drugiej kwarcie miał kłopot, by przeprowadzić piłkę przez połowę. Potem obudził się sprytnym przechwytem i punktami w kontrze, ale tylko na chwilę. Zagrał zdecydowanie najgorszy mecz w sezonie, w 10 minut trafił tylko 1 z 5 rzutów, nie miał żadnej zbiórki i asysty.

Piotr Pamuła. Wszedł w czwartej kwarcie, kiedy było po meczu. Dobrym rzutem miał spróbować zmniejszyć rozmiary porażki. Trzy razy wyszedł odważnie w górę, ale za każdym razem pudłował. Blisko osiem minut na parkiecie w Tel Awiwie i tak musiało być dla niego sporym przeżyciem.

Robert Witka. Znów zaczął mecz w wyjściowym składzie, ale być może po raz ostatni. Witkę ogrywał niemiłosiernie Nik Caner-Medley i Kemzura zdjął swojego skrzydłowego już po 132 sekundach. Więcej na boisko już go nie wpuścił. Może w ten sposób trener Prokomu chciał wykrzyczeć, jak wielką dziurę ma na pozycji nr 4 i jak bardzo nie może się doczekać zapowiadanego już od kilku tygodni wzmocnienia pod kosz? Na kolejny mecz z Montepaschi Siena w Ergo Arenie taki koszykarz jest niezbędny!

Jerel Blassingame. Znów bardzo dobry mecz. Po słabiutkich występach z Elan Chalon i Unicają Malaga, rozgrywający Prokomu przełamał się w spotkaniu z Albą Berlin, a w Izraelu poszedł za ciosem. Co prawda król asyst miał tym razem "tylko" pięć kluczowych podań, ale zawdzięcza to głównie... kolegom z zespołu, którzy kilka razy nawet w najprostszych sytuacjach marnowali świetne podania Blassingame'a. Amerykanin był też z Maccabi bardzo skuteczny. Rzucił 14 pkt. (najwięcej w zespole), miał 5/6 z gry, trafił wszystkie cztery rzuty z dystansu. Z powodu słabej gry Koszarka, tym razem Blassingame sam musiał ciągnąć grę drużyny w ataku.

Alex Acker. Kiedy w pierwszych pięciu minutach rzucił pięć pierwszych punktów dla Prokomu wydawało się, że Amerykanin znalazł w końcu rytm. Że nadrobił zaległości w przygotowaniach, poznał już zespół i teraz będzie jego lokomotywą. Ale nie. Acker udany miał tylko początek, a potem był słabiutki. Celne rzuty na początku spotkania były jego jedynymi punktami w meczu, w sumie miał 2/8 z gry. Dołożył też do tego cztery starty.

Rasid Mahalbasić. On w Eurolidze powyżej pewnego poziomu nie przeskoczy. Za mecz z Maccabi ciężko nawet mieć do niego pretensje, bo był zaangażowany, walczył, rzucił 6 pkt. i miał siedem zbiórek. Ale nie jest to zawodnik, który pociągnie zespół w spotkaniu na takim poziomie.

Mateusz Ponitka. Bohater poprzedniego spotkania z Albą tym razem zaczął źle. Wszedł z ławki, a po jego pierwszym rzucie za trzy piłka nie dotknęła nawet obręczy. Ale potem 19-letni Ponitka znów udowodnił, że Euroliga mu nie straszna. Grał bez kompleksów, dalej rzucał z dystansu, odważnie wbijał się pod kosz i wymuszał faule rywali. Był dużo lepszy od Koszarka czy Ackera, choć to on miał pobierać lekcje od nich. Gracz nr 2 w Prokomie, po Blassingamie.

Łukasz Koszarek. Najgorszy mecz w sezonie. Zabrakło mu odwagi w ataku, mimo kilku pozycji nie oddawał rzutów, a kiedy już to robił, to strasznie pudłował. Dodatkowo miał kłopoty w obronie, zwłaszcza, kiedy na boisku pojawił się były gracz Prokomu David Logan, którego Koszarek nie potrafił zatrzymać. Trzecią kwartę rozpoczął od razu od punktów, wydawało się, że może się przełamać, ale Koszarek nic dobrego więcej już nie pokazał.

Piotr Szczotka. On z kolei zagrał najlepszy mecz w sezonie. Kiedy Kemzura zdjął słabego Witkę, to właśnie Szczotka musiał awaryjnie łatać dziurę na pozycji nr 4. I tym razem dał radę. Sensacyjnie został drugim strzelcem zespołu (12 pkt.), trafił 6 z 9 rzutów, nie brakowało mu śmiałości w akcjach pod koszem. Takiego Szczotkę pamiętamy z poprzednich lat w Eurolidze, kiedy mimo że zawsze był zadaniowcem, potrafił istotnie pomóc drużynie.

Adam Hrycaniuk. Mocno osamotniony w walce pod koszem, a akurat w meczu z Maccabi miał z kim powalczyć. Mimo to Hrycaniuk jak zwykle nie zawiódł, rzucił 10 pkt., miał sześć zbiórek, choć mógł mieć lepszą skuteczność (4/10 z gry). Ciekawe, jak długo Hrycaniuk wytrzyma jeszcze taką osamotnioną walkę z tłumem rywali, kiedy w końcu doczeka się istotnego wsparcia pod koszem?