Sport.pl

Asseco Prokom Gdynia na ostrym zakręcie. I co dalej?

Fatalne tygodnie, tragiczna gra oraz kompromitujące wyniki Asseco Prokom Gdynia sprawiły, że stawiane niemal od początku sezonu pytania wróciły. I to ze zdwojoną siłą. A szybkie odpowiedzi na nie są niezbędne
Koszykarze Prokomu zagrają w czwartek w Eurolidze z Elan Chalon (godz. 19.45 w Ergo Arenie), ale nawet ewentualna wygrana z Francuzami, która przedłuży nadzieję na awans do Top 16, nie zatrzyma lawiny pytań, które pojawiają się po słabym początku sezonu mistrzów Polski. Prokom przegrał już dwa mecze w słabiutkiej lidze polskiej, w Eurolidze wygrał tylko raz, a niepokojące są zwłaszcza ostatnie tygodnie, kiedy drużyna z Gdyni gra wręcz katastrofalnie. Wydawało się bowiem, że po słabym początku sezonu Prokom łapie wiatr w żagle, że nadrobił duże opóźnienie w przygotowaniach, że drużyna coraz lepiej się zna i rozumie. Szczytem fali wznoszącej była wygrana z Albą Berlin w Eurolidze, ale to, co stało się potem, trudno wytłumaczyć. Kompromitujące wręcz pogromy w Eurolidze, cudem uratowana wygrana z Rosą Radom, aż w końcu porażka ze średnią w tym sezonie, a na dodatek mocno osłabioną Energą Czarni Słupsk, w której na boisku pojawili się nawet niedawni gimnazjaliści, z którymi Jerel Blassingame jeszcze niedawno rzucał do kosza dla zabawy na słupskich podwórkach. Fatalne tygodnie sprawiły, że stawiane niemal od początku sezonu pytania wróciły. Ze zdwojoną siłą.

1. Dlaczego w Gdyni nie udał się w tym sezonie żaden zagraniczny transfer? Żaden z sześciu!

Juliana Khazzouh zwolniono już w pierwszej połowie października. Frank Robinson fatalnie zaczął, też był na wylocie, potem się odbudował, ale teraz znów jest dramat. Rasid Mahalbasić jest przeciętny nawet na ligę polską. Sprowadzony już w trakcie rozgrywek Alex Acker, który miał być gwiazdą nr 1, teraz jest pierwszy, ale do odstrzału. O najnowszym nabytku Ryanie Richardsie (choć jest za wcześnie, by go definitywnie oceniać) nawet koledzy z zespołu mówią, że "drużyny nie zbawi". No i był jeszcze Drew Viney, który z powodu tajemniczej kontuzji świetnie w Gdyni odpoczął. Same niewypały!

2. A propos Vineya - czy to prawda, że klub już przed podpisaniem umowy wiedział, że Amerykanin ma kłopoty ze zdrowiem?

Kontuzja Vineya to tajemnicza historia, która ciągnęła się tygodniami. Na początku października koszykarz powiedział, że nie będzie grał, bo boli go stopa. Viney przeszedł serię badań, które nic nie wykazały, ale zawodnik i tak grać nie chciał. Ciągnęło się to tygodniami, koszykarz opuszczał kolejne ważne mecze, a klub się z nim cackał. Wywalił go dopiero po miesiącu, zdecydowanie za późno. Co gorsze, w tym czasie po Gdyni krążyła sensacyjna informacja, że Prokom podpisał kontrakt z Vineyem, choć doskonale wiedział o jego permanentnych kłopotach ze stopą! Aż się wierzyć nie chce.

3. Czy to prawda, że kontrakty Polaków są mocno przepłacone?

Według nieoficjalnych informacji polscy koszykarze mają w Prokomie eldorado. Jeśli to prawda, że Mateusz Ponitka i Piotr Pamuła, którzy dopiero uczą się grać w koszykówkę, zarabiają po ok. 25 tys. zł miesięcznie, to jest to skandal. A pensji Łukasza Koszarka, choć on ma akurat status gwiazdy, lepiej nie wymieniać, żeby nie drażnić ludzi, którzy za dużo, dużo mniejsze pieniądze harują od rana do świtu. Dla porównania, Marcin Dutkiewicz z Czarnych, który rozbił w poniedziałek Prokom, zarabia ok. 15 tys. zł. A ten sam Pamuła w AZS Koszalin miał mieć 8 tys. zł miesięcznie. W klubie z Gdyni narzekają, że nie mają pieniędzy na dobrych graczy zagranicznych. Ale może nie mają dlatego, że zbyt bajeczne kontrakty podarowali Polakom?

4. Po co w drużynie są Tomasz Śnieg i Krzysztof Roszyk?

Kiedy Prokom ogłaszał podpisanie umów ze Śniegiem i chcącym kończyć karierę Roszykiem, wielu łapało się za głowę. Po co oni w Prokomie, i tak nie będą grali?! I rzeczywiście - nie grają. Śnieg spędził w tym sezonie na boisku w sumie - uwaga! - 3 minuty i 35 sekund. A Roszyk - 9 minut i 35 sekund.

5. Czy z drużyną radzi sobie trener Kestutis Kemzura?

Zatrudnienie Kemzury było hitem transferowym, choć Litwin nigdy wybitnym szkoleniowcem nie był (co najwyżej asystentem takich trenerów). Kemzurze brakuje momentami pomysłu na zespół (zaskakujące rotacje, stawianie na Ackera, odbudowanie, ale po chwili zdołowanie Robinsona), choć może wynika to z tego, że zespół ma po prostu słaby? A co by było, gdyby Kemzurę zastąpił np. dużo tańszy od niego jego obecny asystent Andrzej Adamek, który już w poprzednim sezonie wytrzymał dużą presję i wykorzystał szansę? Czy Prokom musiałby grać gorzej?

6. Kolejne zmiany w zespole są konieczne?

Choć mistrzowie Polski mogą za chwilę ostatecznie stracić szanse na awans w Eurolidze (np. po dzisiejszej porażce z Francuzami), ciągle nie można powiedzieć, że zespół z Gdyni jest już ukształtowany. W składzie nadal jest kilku graczy, którzy za chwilę mogą albo nawet powinni wylecieć (Acker, Robinson, Mahalbasić, Pamuła, Śnieg, Roszyk), wciąż nie wiadomo, czy drużynie pomoże Richards, dziura pod koszem nadal musi być duża, skoro cały czas łata ją awaryjnie Piotr Szczotka. Jak na fatalną grę i wyniki zareaguje właściciel klubu Ryszard Krauze? Czy straci cierpliwość i dokona zmian? A jeśli tak - to co albo właściwie kogo wymieni?

Szybkie odpowiedzi na te pytania wydają się niezbędne. Bo nawet jeśli Prokom odpadnie zaraz z Euroligi, to zostanie jeszcze walka w obronie mistrzostwa Polski. A ona jeszcze nigdy nie wydawała się tak ciężka jak teraz.

Czy Asseco Prokom wyjdzie z kryzysu? Podyskutuj na Facebooku Trojmiasto.Sport.pl! »


Więcej o: