Asseco Prokom Gdynia - Trefl Sopot 82:81. Wielkie emocje w derbach Trójmiasta! [RELACJA]

Dwa celne rzuty wolne Jerela Blassingame'a na 1,9 sekundy przed końcem meczu zapewniły Asseco Prokom Gdynia zwycięstwo w 18 derbach Trójmiasta nad Treflem Sopot.
Jeszcze 55 sekund przed końcem starcia mistrza z wicemistrzem Polski ci drudzy prowadzili 79:72. Wtedy bohaterem spotkania wydawał się Marcin Stefański. Specjalista od defensywy zdobył pięć punktów z rzędu i na ten moment dał drużynie bezpieczną przewagę. Prokom do walki poderwał lider Trefla z zeszłego sezonu Łukasz Koszarek. Na pół minuty przed końcem trafił za trzy (75:79). Gdynianie musieli przerywać grę faulami. Na linii osobistych stanął najpierw Adam Waczyński i z dwóch rzutów wykorzystał jeden (75:80). Po drugiej stronie boiska wolne wykonywał za chwilę Blassingame, który dołożył dwa punkty (77:80). Gdynianie sfaulowali tym razem Franka Turnera, który także trafił tylko raz. Prokom wyszedł z szybką akcją, którą trójką zakończył Koszarek (80:81). Mistrzowie Polski ponownie faulowali, ale tym razem Przemysława Zamojskiego. Koszykarz Trefla, który bardzo dobrze zna kosze w Hali Gdynia (Prokom to jego poprzedni klub) wydawał się pewniakiem do powiększenia dorobku zespołu. Niestety dla Trefla chybił dwukrotnie. Piłkę na drugą połowę szybko przeprowadził Blassingame i na 1,9 sekundy przed końcem został sfaulowany przez Zamojskiego.

- Zagraliśmy 38 minut bardzo dobrego spotkania. Mieliśmy mecz pod kontrolą i ciężko wytłumaczyć to, co stało się w końcówce. Nie trafiliśmy pięciu rzutów wolnych, do tego pozwoliliśmy Koszarkowi na rzut za trzy - podsumował trener Trefla Mariusz Niedbalski.

Ostatnie dni przed spotkaniem derbowym upłynęły pod znakiem zamieszania, które wytworzyło się wokół lidera Trefla Filipa Dylewicza. Najlepszy strzelec sopockiej drużyny najpierw miał przenieść się do Stelmetu Zielona Góra. Kiedy zawodnik zaprzeczył tym doniesieniom pojawiła się nowa plotka głosząca, że może on odejść do... Prokomu. Jak zapewnia jeden z największych fanów Trefla, prezydent Sopotu Jacek Karnowski: Filip chce u nas zostać. Także w klubie twierdzą, że ich lider nigdzie się nie wybiera, bo nie wpłynęła żadna oferta.

Cała sytuacja miała rozbić od środka sopocki zespół, ale że tak się nie stało, przekonał nas na początku meczu sam Dylewicz. Silny skrzydłowy zdobył w pierwszych 10. minutach 11 pkt. Później jednak, aż do ostatniej akcji spotkania pozostawał w cieniu kolegów.

Znacznie większe problemy mieli natomiast mistrzowie Polski. Przed sezonem władze klubu nie trafiły praktycznie z żadnym zagranicznym transferem (poza Rasidem Mahalbasiciem). A to przełożyło się na fatalną postawę Prokomu tak w lidze, jak i w Eurolidze. Z drużyny wylatywali kolejni gracze, a na ich miejsce przyszli następni, którzy prezentują podobny poziom do poprzedników. Gra gdynian nie stała się więc lepsza, dlatego możemy spodziewać się kolejnych zmian.

- Zdawaliśmy sobie sprawę czym są derby Trójmiasta. Nie wiedzieć czemu na początku nie realizowaliśmy założeń. A ofensywa Trefla jest najlepszą w lidze. Dlatego mieliśmy problemy w pierwszej połowie. Do tego doszły złe decyzje. Kiedy do końca było 55 sekund, a my przegrywaliśmy siedmioma punktami nie poddaliśmy się. I to mnie najbardziej cieszy. Po spotkaniu powiedziałem zawodnikom, że ten mecz pokazał, że idziemy do przodu. Być może nie tak szybko jak życzą sobie tego wszyscy, ale jesteśmy coraz lepsi - stwierdził trener Prokomu Kestutis Kemzura.

Los sprawił, że o ostatecznym wyniku derbów mógł zdecydować właśnie Dylewicz. Po wolnych Blassingame'a trener Niedbalski poprosił o czas. Trefl wznawiał grę na połowie Prokomu. Piłka trafiła do Dylewicza. Ten zdecydował się na rzut za trzy punkty. Piłka była już w koszu, kibice Trefla w geście triumfu unosili ręce w powietrze, ale ta wykręciła się z obręczy.

- Nasza drużyna potrzebowała tak ważnej wygranej, aby uwierzyć w siebie. To da ekstra motywację do pracy. Mimo iż obraz naszej defensyw nie wygląda jeszcze dobrze, to wiemy, że jest coraz lepiej - uważa Koszarek.

Asseco Prokom Gdynia - Trefl Sopot 82:81. Kwarty: 16:26, 20:17, 23:20, 23:18. Prokom: Blassingame 18 (3), Mahalbasić 14, Ponitka 13 (2), Hrycaniuk 12, Acker 0 oraz Koszarek 18 (6), Szczotka 4, Pamuła 3 (1), Richards 0, Roszyk 0. Trefl: Dylewicz 14 (2), Zamojski 14 (2), Waczyński 14 (2), Harrington 7 (1), Looby 2 oraz Turner 11 (1), Sprlaja 10 (1), Stefański 9, Dąbrowski 0, Michalak 0, Jarmakowicz 0.

Więcej o: