Sport.pl

Idzie nowe w Asseco Prokom Gdynia. Nadal wyjątkowe?

Rezygnacja Przemysława Sęczkowskiego z funkcji prezesa to ostatni element pożegnania z wyjątkowym rozdziałem Asseco Prokom Gdynia. Rozdziałem pełnym sukcesów - sportowych, marketingowych i tych związanych z zarządzaniem. Czy nowa ekipa przeskoczy zawieszoną wysoko poprzeczkę?
Prokom to od lat wizytówka trójmiejskiego sportu. W zacofanej lidze koszykarzy, w której kluby mają problem z dopięciem choćby minimalnych budżetów i regularną wypłacalnością, Prokom był i jest symbolem innej jakości, dowodem na to, że także w Polsce możliwe jest profesjonalne zarządzanie klubem sportowym. Teraz stawiany za wzór klub znalazł się jednak w wyjątkowym momencie, kiedy nie ma już w nim osób, które w ostatnich latach kształtowały jego wizerunek. W klubie dokonała się już ostatecznie zmiana warty, rozpoczyna się nowy rozdział. Czy będzie tak udany, jak poprzedni?

Rezygnacja Sęczkowkiego to ostatni element pożegnania z grupą ludzi, którzy w ostatnich sezonach decydowali o pozycji i marce klubu. Sęczkowski zarządzał klubem, miał decydujący wpływ na jego finanse, choćby z tego powodu, że pojawił się w nim wraz z firmą Asseco, bez której wsparcia nie byłoby budżetów gwarantujących walkę o kolejne mistrzostwa Polski czy dających nadzieję na godne starty w Eurolidze.

Atutem Sęczkowskiego było m.in. to, że kierując klubem, odciął się od strefy sportu, którą powierzył Tomasowi Pacesasowi, trenerowi mistrzów Polski w ostatnich latach. To Litwin od początku do końca odpowiadał za kształt zespołu, ale brał też przy tym pełną odpowiedzialność za jego wyniki. Pojawienie się Pacesasa w roli trenera (wcześniej był koszykarzem) skończyło w Prokomie chaotyczny okres, kiedy za budowę drużyny zabierało się z energią nawet kilka osób - trener, prezes, dyrektor, właściciel, a nawet prezydent miasta. Efekt był taki, że mimo coraz mniejszych pieniędzy siła drużyny wcale nie malała, a wręcz przeciwnie, a jej kulminacyjnym momentem był historyczny awans do ćwierćfinału Euroligi, gdzie jeszcze żaden inny zespół z Polski nie zagrał i, niestety, pewnie długo nie zagra. Choć wydawało się, że przekracza to możliwości klubu (choćby finansowe), Pacesas namówił do gry w Gdyni Qyntela Woodsa, Davida Logana, Daniela Ewinga, Alonzo Gee czy Donatasa Motiejunasa, czyli koszykarzy, za którymi mamy prawo tęsknić.

Sęczkowski (wybrany w 2010 r. na najlepszego menedżera Euroligi) z Pacesasem wprowadzili konstruktywny podział - pierwszy odpowiadał za budżet, drugi za drużynę. Ale oprócz pieniędzy i wyników siłą klubu była też trzecia, równie ważna noga - znakomity marketing, w którym Prokom zbierał żniwa nie mniejsze niż w przypadku kolejnych medali mistrzostw Polski.

Odpowiedzialna za wizerunek klubu Małgorzata Rudowska sprawiła, że Prokom stawiamy był jako wzór nie tylko w Polsce, ale i Europie. Co w przypadku polskiego klubu jest ewenementem. To dzięki pracy kierowanego przez nią zespołu klub z Gdyni zdobył w 2010 r. srebrną nagrodę Devotion Marketing Award Euroligi, a rok później powtórzył to osiągnięcie, zdobywając nagrodę brązową. To wyjątkowe triumfy, kiedy polski klub, pod wieloma względami stawiany w Europie na szarym końcu, wybija się z cienia i mając konkurencję w postaci Barcelony, Realu czy CSKA, udowadnia, że Polska też potrafi, że ma pomysł na siebie, i to taki, który zasługuje na nagrodę. Jednym z elementów, który pomógł zdobyć te nagrody, było m.in. wyrobienie niespotykanej marki zespołu cheerleaders, o którym było momentami nie mniej głośno niż o koszykarzach. Prokom Cheerleaders, z którego niedawno w niezrozumiały sposób lekką ręką zrezygnowano, promował klub (i miasto) w Hiszpanii, Rosji, Turcji, a nawet USA.

Ale to już historia, teraz w Gdyni idzie nowe. Za drużynę nie odpowiada już Pacesas, marketingiem nie zajmuje się Rudowska, od tygodnia prezesem nie jest Sęczkowski. Niespodziewaną, ale przy tym obiecującą zmianą jest fakt, że tego ostatniego zastąpił na stanowisku Ryszard Krauze, czyli właściciel klubu, bez którego pasji, zaangażowania i pieniędzy wymienione wcześniej sukcesy nie byłyby niemożliwe. Krauze, podkreślając na każdym kroku coraz trudniejszą sytuację ekonomiczną, staje przed trudnym zadaniem utrzymania silnej pozycji swojego klubu. Sam został prezesem, drużynę oddał w ręce Waltera Jeklina, a marketingiem zajmuje się teraz cały sztab zupełnie nowych ludzi. Przed nimi wszystkimi ogromne wyzwanie.

Z jednej strony - przejmują mechanizm, który w ostatnich latach generował sukcesy. Z drugiej - osoby, które tym mechanizmem sterowały, powiesiły poprzeczkę wyjątkowo wysoko. I choć nowe rozdanie w Prokomie nie zaczęło się obiecująco (źle zbudowana i grająca drużyna, kłopoty z zapełnieniem hali, niewyjaśniony konflikt z cheerleaderkami), to pozostaje trzymać kciuki, że poprzeczka pozostanie co najmniej na tym samym poziomie. A klub z Gdyni nadal będzie wizytówką nie tylko trójmiejskiego sportu.

Czy nowa ekipa dorówna poprzedniej? Podyskutuj na Facebooku Trojmiasto.Sport.pl! »


Więcej o: