Sport.pl

Czy Asseco Prokom Gdynia zdoła uratować sezon? I jak może to zrobić

Jeśli w Gdyni znajdą tylko pieniądze na dwa porządne wzmocnienia, drużyna Asseco Prokom - mimo kolejnych sztormów w tym sezonie - może się włączyć do walki o medale, finał, a nawet mistrzostwo ligi.
Prokom jest obecnie mocno rozbity. I to z dwóch powodów. Po pierwsze, drużyna z Gdyni gra w tym sezonie źle, po drugie - kadrowo zespół jest w rozsypce. To powoduje, że mistrzowie Polski są zaledwie kandydatem nr 5 w kolejce po złoto, ale w Gdyni wierzą, że słabe notowania uda się poprawić. Poprawić w sposób najbardziej oczywisty - wzmacniając drużynę.

Po ostatnich rozstaniach z Jerelem Blassingame'em i Ryanem Richardsem w Gdyni zostało ledwie 10 zawodników, z których większość należy traktować bardziej jako uzupełnienie składu. Ale po odejściu Amerykanina i Brytyjczyka w kasie zostały też pieniądze z ich kontraktów. Czy zostaną przeznaczone na nowych graczy? Z naszych informacji wynika, że w Gdyni planują je wydać nawet na dwóch koszykarzy - niskiego i silnego skrzydłowego, z czego absolutnym priorytetem jest zawodnik na tę drugą pozycję. Nowych twarzy w zespole nie należy jednak spodziewać się zbyt szybko, bo niewykluczone, że Prokom zrobi transfery last minute, czyli nowych zawodników zatrudni dopiero od kwietnia (w tym sezonie okienko transferowe otwarte jest aż do 3 kwietnia).

Jak może wyglądać nowy Prokom?

Rozgrywający. Na tej pozycji są Łukasz Koszarek oraz ściągnięty awaryjnie (po odejściu Blassingame'a) z wypożyczenia do Startu Gdynia Tomasz Śnieg. I nikt nowy już nie dojdzie. Co prawda Śnieg nie jest zmiennikiem marzeń dla Koszarka, ale nowego rozgrywającego nie będzie, bo na innych pozycjach są jeszcze większe dziury. To oznacza, że Koszarek musi się nastawić na dużą liczbę minut na parkiecie, ale, po pierwsze - sam tego chce, a po drugie - dla niego to nic nowego, bo w poprzednim sezonie w Treflu Sopot grał średnio ponad 33 minuty. Teraz będzie podobnie, co potwierdził już pierwszy mecz bez Blassingame'a - z Energą Czarni Słupsk. Koszarek zagrał w nim 32 minuty i 45 sekund.

Rzucający obrońca. Ciężar ciągnięcia gry w ataku spada na barki Przemysława Zamojskiego, który w trakcie sezonu przyszedł z Trefla. Po dołączeniu do nowej/starej drużyny Zamojski miał chwilowe kłopoty ze znalezieniem sobie miejsca na boisku, ale mecz z Czarnymi (26 pkt Zamojskiego) pokazał, że te problemy koszykarz ma już raczej za sobą. Jego zmiennikiem będzie Piotr Pamuła, który po odejściu Blassingame'a powinien dostawać coraz więcej minut. I musi je wykorzystać.

Niski skrzydłowy. Pierwsza dziura, choć ta mniej poważna. Na tej pozycji są obecnie Mateusz Ponitka i Krzysztof Roszyk. Ponitka ma dopiero 19 lat, bardzo nierówną formę, choć już nieraz w tym sezonie pokazał ogromne możliwości. Roszyk był zatrudniany w Prokomie jako "człowiek do treningów", on sam przebąkiwał o zakończeniu kariery, ale teraz - niespodziewanie - został ważną postacią, mecz z Czarnymi zaczął nawet w wyjściowej piątce i pokazał, że cały czas nie zapomniał, jak się broni. Mimo to w Gdyni liczą, że wystarczy środków na nowego niskiego skrzydłowego, doświadczonego gracza, który rywalizowałby z młodym Ponitką o miejsce w składzie, a Roszyk byłby ich uzupełnieniem.

Silny skrzydłowy. Dużo pilniejszą sprawą (a nawet bardzo pilną!) jest sprowadzenie silnego skrzydłowego, bo w tej chwili na tej pozycji zostali już tylko Robert Witka i Piotr Szczotka. Witka w ostatnich tygodniach miewał dobre mecze (18 pkt z AZS Koszalin, 17 z Rosą Radom), ale nie jest graczem, na którym można oprzeć grę mistrza Polski. Szczotka to raczej niski skrzydłowy, a na tę pozycję został przesunięty awaryjnie. O ile na pozycji niskiego skrzydłowego Prokom potrzebuje raczej wartościowego uzupełnienia i zwiększenia konkurencji, to silny skrzydłowy - jeśli gdynianie marzą o obronie mistrzostwa - powinien być gwiazdą i zbawicielem zespołu. To on, razem z Koszarkiem, Zamojskim i Adamem Hrycaniukiem, powinni decydować o sile zespołu, przy tym transferze Prokom absolutnie nie może się pomylić.

Środkowy. Na tej pozycji mistrz ma największy spokój. Co prawda Adam Hrycaniuk jest ostatnio w słabszej formie niż na początku sezonu, ale zadaniem trenera Andrzeja Adamka jest, aby go odbudować. Bo Hrycaniuk w formie to gwiazda ligi. A do tego jego zmiennikiem jest solidny Rasid Mahalbasić, jedyny udany transfer zagraniczny Prokomu w tym sezonie. Reprezentant Austrii nie jest może gwiazdą czy liderem zespołu, ale udowodnił już, że można na niego liczyć i jest wartościowym zmiennikiem dla Hrycaniuka (zwłaszcza, kiedy ten ma kłopoty z faulami).

Koszarek, Zamojski, Hrycaniuk, nowy, koniecznie bardzo dobry silny skrzydłowy oraz koszykarz, który powalczyłby z Mateuszem Ponitką o miejsce na pozycji niskiego skrzydłowego - taka piątka pozwoliłaby Prokomowi realnie myśleć o medalach, a nawet o czymś więcej. Pytanie tylko, czy w Gdyni znajdą środki i odpowiedniej klasy graczy, dzięki którym pomysł na taki zespół uda się zrealizować?

Więcej o: