Sport.pl

Oceniamy koszykarzy Trefla Sopot i Asseco Prokom Gdynia w derbach Trójmiasta

Rezerwowy Frank Turner, będący w świetnej formie Adam Waczyński i dość niespodziewanie Kurt Looby byli bohaterami Trefla Sopot w derbach Trójmiasta. W Asseco Prokom Gdynia, które przegrało 65:78, najlepsi byli ci, którym klub chce obciąć pensje.
TREFL SOPOT

Lorinza Harrington. Były koszykarz Prokomu rozpoczął mecz w pierwszej piątce, jego zadaniem było zatrzymanie Łukasza Koszarka. Ale - choć jest dobrym obrońcą - wychodziło mu to słabo. Sam trener Mariusz Niedbalski przyznał, że ustawienie z Harringtonem nie wyszło tak, jak to sobie zakładał.

Frank Turner. Choć zaczął mecz na ławce, zagrał potem aż ponad 34 minuty. I zagrał dobrze. Wykorzystywał swoją przewagę szybkości, w kilku sytuacjach trafił tuż przed końcem akcji. Za dużo i za słabo rzucał tylko za trzy - miał 1/6.

Filip Dylewicz. Dla niego derby zawsze są wyjątkowo wyjątkowym meczem, nie inaczej było tym razem. Choć w sobotę w Ergo Arenie Dylewicz został jakby na drugim planie, oddał scenę swoim kolegom. On też miał tylko 1/6 z dystansu. Choć w czwartej kwarcie - już za dwa - trafił w bardzo ważnym momencie, kiedy Prokom zbliżył się na cztery punkty.

Piotr Dąbrowski. Jak zawsze miał zadania wybitnie defensywne, wywiązał się z nich przyzwoicie. Szału nie zrobił, nic wielkiego też nie zawalił.

Marcin Stefański. Koszykarz, który zawsze walczy, w meczach z Prokomem walczy podwójnie. Znów kilka razy potrafił się sprytnie ustawić pod koszem, trafił wszystkie pięć rzutów z gry.

Kurt Looby. Bardzo aktywny pod koszem, popisywał się efektownymi wsadami (zwłaszcza ten w czwartej kwarcie), blokami, miał 14 pkt. i osiem zbiórek. W obronie miał kłopoty z Adamem Hrycaniukiem, ale za to nadrobił to w ataku.

Sime Spralja. Wyjątkowy środkowy, jeśli w ogóle środkowy. Nie ma wielu centrów, którzy mają taką łatwość oddawania rzutów z dystansu. Spralja, kiedy tylko łapie piłkę na obwodzie, nie zastanawia się długo, nie patrzy, czy w razie pudła będzie miał kto zebrać - po prostu rzuca. I z Prokomem trafił trzy ważne takie rzuty.

Adam Waczyński. Podkreślił świetną formę z poprzednich tygodni, z przyjemnością patrzy się na jego grę, ruchy z piłką i bez niej. Trafił co prawda tylko 4 z 10 rzutów z gry, ale ciężko sobie wyobrazić bez niego zespół Trefla, wyrasta ostatnio na postać nr 1 w zespole.

Michał Michalak. Bardzo ambitna gra i ponad 23 minuty na boisku. Jeszcze nie zawsze rozważnie, nie do końca przemyślanie, ale zawsze z odwagą i fantazją. Miał też pięć asyst, najwięcej w zespole.

David Brembly grał zbyt krótko, żeby go oceniać.

ASSECO PROKOM GDYNIA

Robert Witka. Już kilka razy zaskoczył w tym sezonie, teraz też zaczął dobrze. Kilka razy nabrał rywala na ładny zwód, skończył sprytnie akcję podkoszową. Ale potem, choć na boisku spędził w sumie ponad 25 minut, zdecydowanie zniknął, nie pomagał drużynie.

Krzysztof Roszyk. Choć na początku sezonu jego rola w drużynie była żadna, teraz - po rozstaniach z kilkoma graczami - jego pozycja jest znacznie mocniejsza. Znów zaczął mecz w wyjściowej piątce, znów miał się skupić na obronie. I znów ciężko mieć do niego większe pretensje, choć powinien się skusić na nieco odważniejszą grę także w ataku.

Rasid Mahalbasić. Wpychał się pod kosz, czasami zbyt perfidnie i na siłę. Raz zdobył punkty, innym razem został zablokowany, w kolejnej akcji wypadła mu piłka. Ale dawał solidne zmiany Hrycaniukowi.

Mateusz Ponitka. Tym razem mniej przekonujący występ. Walczył jak zawsze, ale niewiele z tego wynikało. Miał też kłopoty w rzutach z dystansu - 0/3.

Łukasz Koszarek. Zagrał przeciwko swojej byłej drużynie i zagrał poprawnie. Koszarek znów musiał spędzić na boisku ponad 37 minut i jeśli zostanie w drużynie, ilość czasu, jaką spędza na parkiecie, może być kłopotem Prokomu. Zwłaszcza np. w fazie play-off, kiedy grania będzie bardzo dużo i często. Trafił tylko 4 z 12 rzutów.

Przemysław Zamojski. Lider Prokomu w ataku, nie pierwszy raz. Zamojski jest w dużym gazie, to dzięki jego rzutom Prokom trzymał się w grze na początku meczu. Oprócz 14 pkt. miał też pięć zbiórek i wymusił sześć fauli rywala. Jeśli odejdzie z zespołu (a ma oferty), będzie to cios, po którym Prokom już się nie podniesie.

Piotr Szczotka. Zagrał niecałe osiem minut, ale nic nie pokazał. Zapamiętać można go głównie z akcji, kiedy łatwo dał się zablokować Kurtowi Looby'emu.

Adam Hrycaniuk. Genialny mecz koszykarza, któremu klub zmuszony był zaproponować mocną obniżkę pensji. Hrycaniuk już do przerwy miał 10 zbiórek, w całym meczu 15, dołożył też do tego 16 pkt. To głównie dzięki jego akcjom gdynianie zbliżyli się jeszcze w czwartej kwarcie na cztery punkty do Trefla, ale na więcej zabrakło już sił.

Tomasz Śnieg i Piotr Pamuła grali zbyt krótko, żeby ich oceniać.

Więcej o: