Sport.pl

David Dedek: Pozwoliliśmy Kotwicy na zbyt wiele

Po przegranym meczu z Kotwicą Kołobrzeg (81:87) trener Asseco największe zastrzeżenia do swoich podopiecznych miał za słabe otwarcie meczu. Po dwóch kwartach przewaga gości była tak wysoka, że praktycznie było już po zawodach. - Pozwoliliśmy rywalom od samego początku ?poczuć? grę i rzut z dystansu. Kotwica wyczuła, że łatwo może penetrować pod kosz - mówi David Dedek.
Kotwica od początku narzuciła swoje warunki gry. Z czego to wynikało?

- Zaczęliśmy mecz piątką, w której jest trzech niedoświadczonych zawodników. Z Kotwicą nie stanęli na wysokości zadania. Pozwoliliśmy rywalom od samego początku "poczuć" grę i rzut z dystansu. Kotwica wyczuła, że łatwo może penetrować pod kosz. Zwietrzyli szansę, którą wykorzystali. W momencie gdy zaczęliśmy być bardziej agresywni, było za późno, aby wybić ich z uderzenia. To był nasz największy błąd, że tak szybko daliśmy im grać po swojemu - mówi Dedek w rozmowie z trojmiasto.sport.pl.

- Obwodowi Kotwicy byli bardzo skuteczni na dystansie. W pierwszej połowie praktycznie nie mylili się w rzutach za trzy. Mieli sporo czystych pozycji, ale często też trafiali przez ręce. A taki rzut ciężko obronić. Jest jedna rzecz, którą zrobiliśmy źle. Za miękko weszliśmy w mecz - podkreśla Dedek i dodaje: - Kotwica ma doświadczony zespół, silny fizycznie. W pierwszej połowie ich przewaga fizyczna była bardzo widoczna. W trzeciej i czwartek kwarcie nasza gra się zmieniła. Młodzi koszykarze grali mniej, a wynik ciągnęli starsi i prawie ich dogoniliśmy. Nie można jednak cały mecz grać wyłącznie doświadczonym składem, bo fizycznie nie dalibyśmy rady.

Wynik tego meczu można traktować jako małą niespodziankę. Do tej pory na własnym parkiecie gdynianie łatwo pokonali AZS Koszalin oraz Stabill Jezioro Tarnobrzeg.

- Zdawałem sobie sprawę, że Kotwica ma doświadczoną drużynę. I jeżeli pozwoli im się grać, to na parkiecie pokażą poukładaną koszykówkę. Mają czterech Amerykanów, Jordan Callahan i Karron Johnson robią różnicę. Są wyróżniającymi się postaciami ligi. Z nami mieli swój dzień. To, że dużo grali bez Polaków, nie miało znaczenia. Wojciech Złoty swoje zrobił, gdy wszedł na parkiet - przyznaje szkoleniowiec Asseco.

W środę o godz. 18 gdynianie zagrają w I rundzie Pucharu Polski z Anwilem we Włocławku.

Czy słaby początek meczu to największy problem Asseco? Podyskutuj na Facebooku Trojmiasto.Sport.pl! »


Więcej o: