Sport.pl

Przemysław Sęczkowski: Gramy za to, co mamy w kieszeni. Etap nieograniczonych pieniędzy jest już za nami

- Do kiedy będziemy z drużyną? Na pewno jeszcze przez kilka sezonów. Utnijmy to raz na zawsze. Gdyby Asseco miało odejść, to zrobiłoby to w momencie największych zawirowań w klubie - mówi prezes Asseco Gdynia i wiceprezes Asseco Poland Przemysław Sęczkowski.
Grzegorz Kubicki: Co się stanie, kiedy Asseco nie zakwalifikuje się do pierwszej szóstki albo nawet play-off?

Przemysław Sęczkowski, prezes Asseco Gdynia, wiceprezes Asseco Poland: Nic, bo nie postawiliśmy drużynie konkretnego celu. Nie będzie szóstki, nie będzie play-off? Trudno, nikomu głowy nie utniemy. Mamy młody zespół - niech gra najlepiej, jak potrafi. Obecny sezon to dla nas nowe otwarcie, pod hasłem: młoda polska koszykówka.

Młoda, ale uzupełniona 35-letnim Frasunkiewiczem, 32-letnim Szczotką czy 31-letnim Sewerynem.

- Tacy gracze też muszą być, ktoś to musi sklejać. Ale obok nich są młodzi ludzie, którzy w przyszłości - daj Boże - będą ciągnęli drużynę.

To prawda, że na kontrakty koszykarzy przeznaczyliście w tym sezonie mniej niż milion złotych? Jaki macie budżet?

- Mały.

2,5 mln zł wymagane przez ligę czy coś ekstra?

- Nic ekstra. Spełniamy minimum wymagane przez ligę.

A może być tak, że kiedy pojawi się szansa np. na play-off, to wtedy pojawią się też pieniądze na nowych graczy?

- Raczej nie, sprawa budżetu jest zamknięta. To jest sezon, w którym chcemy poukładać kilka rzeczy, etap nieograniczonych pieniędzy jest już za nami, nie chcemy się na siłę napinać. Wyjątkiem może być sytuacja, kiedy znajdzie się zawodnik, którego będziemy mogli i chcieli pozyskać już teraz, ale zwiążemy się z nim na dłużej.

Przez lata potęgę klubu budował Ryszard Krauze, który w pewnym momencie musiał odejść. Wy zostaliście - dlaczego?

- Ryszard Krauze wykonał świetną pracę i chcemy ją kontynuować. Asseco kocha sport, prezes Góral jest wielkim fanem zwłaszcza gier zespołowych, dlatego chętnie je wspiera. Tradycja koszykówki na Wybrzeżu i to, co zrobił Ryszard Krauze, jest nie do przecenienia, dlatego naturalne jest dla nas kontynuowanie tego projektu. Rezygnacja byłaby czymś niezrozumiałym, szkoda by to było wszystko zniszczyć.

Chcieliście kontynuować koszykówkę w Gdyni czy musieliście, bo wiążą was umowy?

- Chcieliśmy, choć jakieś umowy oczywiście są. Asseco jest przecież z drużyną już od 2008 r., a reklama, żeby miała odpowiedni wymiar, niosący przekaz o misji firmy, o wrażliwości na sport, musi być dłuższa.

A do kiedy będziecie z drużyną?

- Na pewno jeszcze przez kilka sezonów.

Pytam, bo wciąż nie brakuje głosów, że może wam się znudzi, może przeniesiecie zespół do Rzeszowa?

- Utnijmy to raz na zawsze. Gdyby Asseco miało odejść, to zrobiłoby to w momencie największych zawirowań w klubie. Ale my naprawdę mamy misję i głębszą wizję wspierania sportu. Wierzymy w to, co robimy, wierzymy, że nasze działania przyciągną ludzi do sportu. Zwłaszcza tych młodych, dlatego kontynuujemy współpracę z dziećmi i młodzieżą, przy wsparciu prezydenta, wykorzystując bazę gdyńskich szkół. Mamy wiarę, że to dobry kierunek i możliwe jest zbudowanie drużyny, w oparciu o młodych polskich graczy, która będzie funkcjonowała na coraz wyższym poziomie w Polsce, a w przyszłości może i Europie.

Jaki macie plan na następne sezony - będzie rósł budżet i potencjał zespołu?

- Ciężko powiedzieć. Na razie szykujemy grunt na kolejne lata.

Czy wynika to również z tego, że macie jeszcze zobowiązania z poprzednich sezonów?

- W poprzednich latach był inny model funkcjonowania klubu, taki, że jakieś zobowiązania jeszcze zostały. Ale to nie są zaległości wobec zawodników, zobowiązania podatkowe czy wobec ZUS. Chodzi bardziej o budżety reklamowe i to, co Asseco powinno odbierać w formie niematerialnej za finansowanie drużyny. Pieniądze, które teraz mamy, są takie, że stać nas na to, żeby płacić zawodnikom. I płacimy na czas. Bo zaległości wobec zawodników to rzecz, do której nie możemy dopuścić. Gramy za to, co mamy w kieszeni, a nie za wybujałe budżety, których nie ma.

Ale to, że nie płaci się zawodnikom, to w polskiej koszykówce nic nowego.

- Dla mnie to niedopuszczalne. Może dlatego, że Asseco wywodzi się z biznesu. A w biznesie, jeżeli chcemy coś osiągnąć, to najpierw trzeba sfinansować projekt, zrobić go, oddać i dopiero potem liczyć na zapłatę od klienta. Taki model staramy się realizować także w sporcie. Jeżeli dwa plus dwa nie daje cztery, to znaczy, że tego nie robimy.

Myślicie o powrocie do pucharów albo ligi VTB, którą też sponsoruje Asseco?

- Na dzisiaj nie, ale nie wykluczamy takiej możliwości. W tej chwili nie mamy jednak konkretnego planu w tej sprawie.

Jakby pan zachęcił kibiców, żeby przychodzili do hali, mimo że w zespole nie ma już Woodsa i Logana, nie gracie w Eurolidze?

- Jesteśmy młodą drużyną, która utożsamia się z miastem i regionem. I mamy nadzieję, że kibice utożsamiają się z nami. To taka rodzinna operacja, a naszą misją nie jest zbudowanie drużyny na rok, ale na kilka sezonów. To nie jest zespół kontraktowy, w którym co roku następuje rewolucja. Chciałbym, żeby dzięki temu kibice utożsamiali się z graczami i klubem, a zawodnicy z kibicami i miastem.

Skomentuj:
Przemysław Sęczkowski: Gramy za to, co mamy w kieszeni. Etap nieograniczonych pieniędzy jest już za nami
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX