Sport.pl

Trener Asseco Tane Spasev: Jestem mentorem, a chciałbym być dyktatorem [ROZMOWA]

- Jeśli o mnie chodzi, chciałbym być dyktatorem. Mam zasadę: musisz walczyć za swój zespół, grać w obronie, dużo biegać, wymieniać się piłką. A nade wszystko musisz być dobrym człowiekiem. Dla złych ludzi nie ma tu miejsca - mówi w rozmowie z trojmiasto.sport.pl Tane Spasev, trener Asseco Gdynia.
Piotr Wiśniewski: Dla wielu odejście z Asseco Davida Dedka było dużym zaskoczeniem. A jak pan potraktował ofertę prowadzenia pierwszej drużyny Asseco?

- Jestem profesjonalistą, a koszykówka to moja praca, dlatego nie zastanawiałem się długo, kiedy dostałem propozycję bycia pierwszym trenerem. Żadnej wielkiej filozofii w tym nie ma. Dodam, że byłem bardzo szczęśliwy. I mam prośbę, nie rozmawiajmy już o trenerze Dedku.

Dobrze. To jak w skrócie opisałby pan swoją filozofię pracy?

- Jak to się mówi, podążamy jedną drogą. Staram się realizować filozofię klubu. Chcemy rozwijać młode koszykarskie talenty. Kontynuujemy to, co robił także trener Dedek.

Z tego co pan mówi, wnioskuję, że w Polsce jest wielu utalentowanych, młodych koszykarzy.

- To prawda. Rok temu, gdy pracowałem z zespołem U-20, widziałem, ile talentów gra w klubie. To spowodowało też, że zostałem trener Asseco. Przed Polską rysuje się świetlana przyszłość, jeśli chodzi o koszykarskie talenty. Ci koszykarze muszą jednak jak najszybciej trafić do Tauron Basket Ligi i pełnić w niej ważne funkcje. Przemysław Żołnierewicz w meczach przedsezonowych grał 30 minut na pozycji niskiego skrzydłowego. Jego zmiennikiem jest Wojciech Czerlonko, również 20-latek. Poza tym mamy Bartosza Jankowskiego. Do tego pracujemy na to, aby Matczak, Kowalczyk i Parzeński stali się czołowymi koszykarzami ligi.

Uważa pan, że nie ma dziś w polskiej lidze większych talentów od tych koszykarzy, którzy grają w pierwszej drużynie Asseco?

- Oczywiście. Parzeński rocznik 92, Kowalczyk i Matczak 93, Kaplanović 95, Żołnierewicz 95, Czerlonko 95, Jankowski 96. Gdyby odjąć z tego Frasunkiewicza, to wyjdzie na to, że mamy najmłodszy zespół w Polce.

Jaki główny cel stawia pan sobie jako trener Asseco?

- Po prostu zamierzam robić swoje. Po zakończonym sezonie chciałbym, aby moją pracę oceniono pozytywnie, według reguł, którymi rządzi się nasz klub. Ten sezon pokaże, w jakim miejscu jesteśmy. Na co nas stać w przyszłości. Oczywiście wyniki są sprawą drugorzędną, bo dobry wynik nie idzie w parze z obraną przez nas filozofią. Rozwój talentów to podstawa. Pewnie nieraz przegramy. Będzie to dobra nauka dla moich zawodników. Chcemy dostarczyć polskiej koszykówce jak najwięcej wartościowych zawodników. Dla lepszej przyszłości. Nie zapominam o koszykarzach zagranicznych. Z nimi też mamy związany pewien plan. Mam nadzieję, że w przyszłości zyskają oni od nas korzyści finansowe.

Jednym z nowych nabytków Asseco jest Amerykanin Anthony Hickey. Co pan może o nim powiedzieć?

- Nie ma co ukrywać, że każdy koszykarz z USA o statusie profesjonalisty ma duże wymagania finansowe. Cieszy, że za stosunkowo niewielkie pieniądze udało nam się pozyskać bardzo dobrego zawodnika.

Będzie tak dobry jak A.J. Walton?

- Tego teraz nie wiem. Bardzo możliwe, ale Hickey i Walton trochę się różnią. Przede wszystkim Hickey jest typowym rozgrywającym. Walton łączył pozycję numer 1 i 2, grał jako combo.

A klub postawił przed zespołem jakiś określony cel czy ma pan skupić się na rozwoju młodych koszykarzy?

- Nie ma określonego celu. Stawiamy na rozwój. Mam nadzieję, że wejdziemy na wysoki poziom.

Jak przez te cztery miesiące pracy z Asseco zmienił się zespół?

- Jestem zadowolony z obozu na Litwie. Graliśmy tam z bardzo dobrymi drużynami. Potem wróciliśmy do domu i był ciężki mikrocykl treningowy. Praca. Ciężka praca, tego oczekuję od zawodników. Nie zwracam uwagi na wyniki. Wiele wymagam na treningach.

W przeszłości mówiono o panu: dobry psycholog z ręką do młodzieży. W Asseco zamierza pan być mentorem młodych koszykarzy?

- Trener zawsze jest mentorem dla swoich zawodników. Nie zapominajmy jednak, że nawet teraz, gdy odmłodziliśmy zespół, mamy w drużynie kilku starszych koszykarzy, jak Piotr Szczotka czy Przemysław Frasunkiewicz. Obaj są już na tyle doświadczonymi graczami, że są wsparciem dla młodszych kolegów. To pomaga.

To jaki powinien być dobry trener? Psycholog, mentor, człowiek twardej ręki?

- Jeśli o mnie chodzi, chciałbym być dyktatorem. Dużo rozmawiam z zawodnikami. Staram się dużo im tłumaczyć. Niełatwo sprawić, aby młody koszykarz migiem wskoczył na wyższy poziom. Kariera koszykarza nie trwa długo. W wieku 24 lat musisz osiągnąć szczyt. To długi i skomplikowany proces. Czasami musisz być dla nich jak dyktator, czasami być dobrym przyjacielem, a nawet bratem.

No dobrze, to czy w takim razie zawodnicy drużyny Asseco U-20 mają otwarte umysły na naukę? Są na to gotowi?

- Tak. Przede wszystkim czują duży respekt do Szczotki i Frasunkiewicza. Bardzo trzymają się zasad wewnątrz klubu. Nie muszę dodawać, że cieszy mnie to.

Rozmawialiśmy już o Hickeyu, a jak oceni pan pozostałe transfery Asseco? Jędrzej Szymański, Karol Kamiński i najnowsze nabytki Djordje Kaplanović, Maxim Morozov, Emir Ahmedović.

- Gdy ktoś pyta mnie, dlaczego akurat oni, odpowiadam: staramy się brać do naszej drużyny jak najwięcej zawodników w wieku 19, 20 lat. My ich chcieliśmy i oni chcieli rozwijać swoje talenty w Asseco. Mieliśmy na celowniku także innych, ale ich zatrudnienie wiązałoby się z podpisaniem wysokiego kontraktu. Takie coś nie wchodziło w grę.

Dużo nazwisk było na pańskiej liście życzeń?

- Tak. Niektórzy mogą do nas dołączyć w przyszłym roku. Jest to wpisane w naszej wizji na przyszłość.

Penetrujecie głównie bałkański i polski rynek?

- Każdy. Naszej uwadze nie umknie żaden koszykarz, choćby grał daleko. Po prostu wyławiamy talenty jak idzie. Oczywiście zgodnie z naszą filozofią.

Czego zatem oczekuje pan od drużyny na boisku? Jaka to ma być gra?

- To zależy od celów. Zespół bardzo się zmienił. Dołączyło do nas sześciu nowych koszykarzy. Do tego nowy trener. W poprzednim sezonie Asseco stawiało na młodzież. W tym sezonie będzie na to jeszcze większy nacisk. Od zawodników oczekuję walki. Tylko i aż tyle. Jeśli każdy da z siebie maksa, będzie walczył zaciekle, to szansa na sukces jest większa.

Jeśli tylko zobaczy pan brak zaangażowania ze strony jakiegoś koszykarza, spotka się to z ostrą burą?

- Tak, z tym że oberwie się całej drużynie. Mam zasadę: musisz walczyć za swój zespół, grać w obronie, dużo biegać, wymieniać się piłką. A nade wszystko musisz być dobrym człowiekiem. Dla złych ludzi nie ma tu miejsca.

CHEERLEADERKI Z GDYNI - KIM SĄ, GDZIE TAŃCZĄ, JAK OSIĄGNĘŁY SUKCES?


Więcej o: