Sport.pl

Nieudane rozpoczęcie roku przez Asseco, wyraźna przegrana z Czarnymi w Gdyni

Nie tak wyobrażali sobie rozpoczęcie 2016 roku koszykarze Asseco Gdynia. W inaugurującym meczu we własnej hali przegrali z Energą Czarnymi Słupsk 66:86, prezentując się momentami bardzo słabo. Jednym z niewielu pozytywnych akcentów w meczu po stronie gospodarzy był występ Anthony'ego Hickeya, który nadawał ton zespołowi.

Polub nas na Facebooku

W pierwszym spotkaniu w nowym roku Asseco podejmowało sąsiadów z tabeli, Energę Czarnych Słupsk. Do Gdyni przyjechała liczna około 100-osobowa grupa fanów gości, która wspierała głośnym dopingiem swoją drużynę przez cały mecz.

Celną trójką mecz otworzyli właśnie zawodnicy ze Słupska, którzy tym samym dali wyraźny znak, że nie przyjechali na ścięcie. Bardzo dobrze kryci koszykarze Asseco mieli problemy z oddawaniem rzutów i popełniali dużo strat. Z biegiem czasu zaczęła się zarysowywać coraz większa przewaga rywali. W pewnym momencie urosła ona nawet do 9 punktów. Oddech drużynie żółto-niebieskich dawał Djordje Kaplanović, który po dobrych podaniach kolegów regularnie punktował. Po drugiej stronie świetną serię zaliczył Borowski, który po połowie meczu był najlepszym strzelcem na parkiecie. Dzięki lepszej skuteczności w końcówce gdynianie przegrali pierwszą kwartę różnicą pięciu oczek.

Po krótkiej przerwie oba zespoły zauważalnie obniżyły loty. Szczególnie dotyczy się to podopiecznych Tane Spaseva, którzy przez prawie 5 minut nie byli w stanie trafić do kosza rywali. Zła passę celną trójką przerwał wreszcie Sebastian Kowalczyk. Popełniano bardzo wiele niewymuszonych błędów i strat. Goście w tym elemencie nie byli wiele lepsi. W końcówce kwarty obudził się wreszcie Anthony Hickey, ale i to nie zdało się na wiele gdynianom. Drugą ćwiartkę również wygrali goście.

Trzecia partia przypomniała kibicom coś, czego dawno w grze żółto-niebieskich już nie było, olbrzymią sinusoidę. Gospodarze potrafili dojść Czarnych na pięć punktów, by dać już po chwili im powtórnie uciec. W najsłabszym dla siebie okresie beach boys przegrywali już 16 punktami. Podobnie jak w innych partiach, tak i w tej, gdynianie obudzili się w końcówce. Po serii błędów zawodników ze Słupska zredukowano różnicę do jedenastu.

W decydującym fragmencie spotkania grę na siebie wziął Anthony Hickey. Dzięki swoim celnym dwóm rzutom zza łuku Asseco złapało kontakt z rywalem. Niestety, sam Amerykanin meczu nie wygra. Z siedmiu punktów straty w kilka minut zrobiło się 14 i wiadome było, że tego meczu żółto-niebiescy już nie wygrają. Na ostatnie fragmenty meczu na parkiecie pojawił się drugi skład Asseco, a prowadzenie gości jeszcze urosło. W ostatecznym rozrachunku słupszczanie wygrali 86:66.

Asseco Gdynia - Energa Czarni Słupsk 66:86

Kwarty: 20:25, 12:14, 18:22, 16:25

Asseco: Hickey 17, Kaplanović 10, Parzeński 9, Szczotka 9, Kowalczyk 5, Frasunkiewicz 5, Matczak 4, Żołnierewicz 4, Czerlonko 2, Morozow 1, Ahmedović, Kobyliński

Czarni Słupsk: Mbodj 17, Blessingame 12, Borowski 12, Mokros 12, Surmacz 11, Zywert 6, Cambell 6, Harper 5, Seweryn 5

TRENER ASSECO TANE SPASEV: JESTEM MENTOREM, A CHCIAŁBYM BYĆ DYKTATOREM


Więcej o: