Asseco długo prowadziło w Radomiu, ale ostatecznie wraca bez punktów

Długo zanosiło się na niespodziankę w Radomiu. Koszykarze gdyńskiego Asseco przez długi okres czasu prowadzili z miejscową Rosą, byli stroną przeważającą, ale nie dowieźli korzystnego wyniku do końca. W ostatnich minutach była jeszcze nadzieja na odwrócenie losów spotkania, jednak gospodarze okazali się dojrzalsi.

Polub nas na Facebooku

Przed meczem wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, że Rosę czeka łatwa przeprawa. Obie drużyny dzieli w tym sezonie sporo - i to na niekorzyść gdynian.

Tymczasem żółto-niebiescy nie przestraszyli się rywala i od początku ruszyli do ofensywy. W drugiej kwarcie - przy stanie 30:26 gdynianie popisali się serią 13:0, wprawiając w osłupienie miejscowych kibiców. Podopieczni Tane Spaseva zdołali utrzymać prowadzenie do 27. minuty. Generalnie jednak w trzeciej kwarcie gospodarze się ocknęli i zaczęli wyraźnie dominować.

Sygnał do ataku dał Torey Thomas, gdy rzutem z dystansu dał prowadzenie swojemu zespołowi 62:59. W ogóle obie drużyny zagrały koncertowo, biorąc pod uwagę rzuty zza łuku. Rosa miała w tym aspekcie 45 proc. skuteczności - Asseco zaś 40.

W końcówce trzeciej kwarty przewaga Rosy wzrosła już do ośmiu punktów. Gdynianom nie udała się pogoń w trakcie ostatnich dziesięciu minut, choć na 32 sekundy przed końcową syreną na tablicy wyników było 82:80. Wówczas jednak wszelkie nadzieje gości rozwiał Thomas, kolejny raz trafiając za trzy.

Rosa Radom - Asseco Gdynia 87:80

Kwarty: 27:22, 14:25, 26:12, 20:21

Rosa: Thomas 23, Witka 11 (10 zb.), Harris 4, Zajcew 13, Szymkiewicz 10, Sokołowski 15 (10 zb.), Adams 4, Bonarek 3, Jeszke 0, Hajrić 4

Asseco: Hickey 17, Kowalczyk 10, Matczak 6, Żołnierewicz 15, Jankowski 0, Kaplanović 0, Frasunkiewicz 12, Szczotka 9, Kołodziej 0, Parzeński 11



Więcej o: