Sport.pl

Polski koszykarz jest jak złoto

Polscy zawodnicy przestają stanowić tylko tło dla graczy zagranicznych. Przykłady te widać w pomorskich klubach, gdzie polscy koszykarze są nawet liderami punktowymi swoich drużyn
Przed wprowadzeniem przepisu nakazującego grę przez cały mecz co najmniej dwóch Polaków zastanawiano się nad rzeczywistą wartością naszych koszykarzy. Teraz poznajemy walory wychowanków polskiej myśli szkoleniowej. W pomorskich klubach wygląda to przyzwoicie.

Polscy liderzy

Jeżeli przeliczać wartość Polaków przez pryzmat średnich zdobyczy punktowych, to Filip Dylewicz dla Trefla Sopot jak i Kamil Chanas dla Polpharmy Starogard Gdański są bezcenni. Obaj nie są może zbyt efektowni w grze (nie zapominając oczywiście o dwóch wsadach, które Dylewicz wykonał w minionej kolejce), ale efektywnością biją na głowę niejednego obcokrajowca.

Po pierwszych meczach wydawało się, że po powrocie do Polski rola reprezentacyjnego silnego skrzydłowego zostanie zmarginalizowana. Trener Karlis Muiznieks posadził go na ławce rezerwowych. Kiedy jednak Dylewicz zaczął wychodzić w pierwszej piątce (dwa ostatnie mecze), to Trefl nie przegrał. Silny skrzydłowy wygląda jak lider. Pokazuje, że polski koszykarz może być cennym elementem układanki, będąc nie tylko najskuteczniejszym w zespole, ale również drugim pod względem zbiórek - średnio siedem na mecz.

Pierwszy w tym elemencie gry jest Marcin Stefański - 7,7 zbiórki.

W sumie w Treflu wszyscy Polacy zdobywają około 50 proc. punktów drużyny. Proporcja wydaje się więc świetnie wyważona.

Koszykarze krajowi stanowili także ważną część brązowej Polpharmy z sezonu 2009/2010. Łukaszowie Majewski i Wiśniewski, Tomasz Ochońko czy Piotr Dąbrowski w dużym stopniu przyczynili się do największego sukcesu w historii klubu.

Teraz na czele grupy, która chce im dorównać, jest Chanas. Koszykarski talent odkryty przez Śląsk Wrocław przez ostatnie lata nie mógł udowodnić swojej wartości. Przykleił się do ławki rezerwowych i inaczej nie jest w Polpharmie. Chanas o miejsce w składzie walczy z Michaelem Hicksem. Doświadczenie z poprzednich klubów, a przede wszystkim spokój w grze stawiają go jednak w hierarchii ponad Amerykaninem.

- Obaj grają na równym, bardzo dobrym poziomie - ocenia trener Polpharmy Zoran Sretenović.

Chanas potrafi błyszczeć, jak w meczu z Anwilem Włocławek (21 pkt), a grając nawet mniej od Hicksa, rzuca średnio więcej punktów. W tym elemencie jest liderem Polpharmy (pod uwagę nie bierzemy Urosa Mirkovicia, który zagrał tylko jeden mecz). Polpharma, mimo porażki w czterech pierwszych meczach, kolejne dwa wygrała i deklaruje walkę o play-off. Chanas natomiast ani razu w sześciu spotkaniach nie rzucił mniej niż 10 pkt.

Dobrze w zespół lidera Tauron Basket Ligi wkomponowali się również Zbigniew Białek oraz Paweł Leończyk. Może nie są tak wpływowi na wynik, jak Jerel Blassingame czy Cameron Bannerman, ale także potrafią wygrywać mecze dla Czarnych. Białek w pierwszym spotkaniu sezonu z Turowem Zgorzelec zdobył 19 pkt i miał eval (suma statystyk) na poziomie 33. Leończyk natomiast rzucił zwycięskie punkty w starciu na szczycie z Zastalem Zielona Góra. Białek pomimo gry na pozycji silnego skrzydłowego jest drugim asystującym Czarnych - średnia na mecz 2,7. Lideruje natomiast w kategorii zbiórek - 5,5.

Mistrzowska dziura

Wyjątek na Pomorzu, jeśli chodzi o wpływ polskich zawodników na grę drużyny stanowi mistrz Polski Asseco Prokom Gdynia. Główna wina takiego stanu to kontuzje kolan Krzysztofa Szubargi i Przemysława Zamojskiego. Obaj z dużym prawdopodobieństwem przewodziliby w statystykach. Mają łatwość zdobywania punktów, a Szubarga to przecież najlepszy asystujący z polskich koszykarzy. Pech sprawił, że obaj zostali wykluczeni z gry na parę miesięcy, a Prokom w TBL wygląda bez nich miernie.

Patrząc z drugiej strony można stwierdzić, że w Gdyni została zakontraktowana cała rzesza Polaków, aby dostać szansę gry na rodzimych parkietach. Owszem są oni w składzie Prokomu, ale nie stanowią części drużyny. Można mieć do nich żal, że nie potrafią pokazać się z dobrej strony, dlatego źle wpływają na obraz Polaków w naszej lidze. Ich względy ambicjonalne zostały jednak zepchnięte na drugi plan. Kiedy podpisywali kontrakt w Gdyni wiedzieli, że już niemal do końca rozgrywek zawsze będą drugim, rezerwowym garniturem.



15

To średnia punktów Filipa Dylewicza, który jest najskuteczniejszy w Treflu Sopot

12,8

Średnio tyle punktów zdobywa najlepszy strzelec Polpharmy Kamil Chanas

10,2

Taki wkład punktowy w wyniki Czarnych mają Zbigniew Białek i Paweł Leończyk