Sport.pl

Debiut Qyntela Woodsa - wrócił, zobaczy, zwycięży?

- W Polsce Qyntela Woodsa może zatrzymać tylko... Qyntel Woods, - Gra przeciwko niemu to ogromna frajda - tak powrót Amerykanina do Asseco Prokom Gdynia oceniają jego rywale.
Woods wrócił do Polski po ośmiomiesięcznej przerwie i będzie już w składzie Prokomu w sobotnim meczu z PBG Basket Poznań.

- Ale nam, choć jest wybitnym zawodnikiem, nie powinien jeszcze zrobić dużej krzywdy. Kiedy grał ostatnio w Rosji, słyszałem o nim różne opinie i jeżeli chociaż połowa z nich jest prawdą, to dojście do formy zajmie mu przynajmniej miesiąc. Bardziej niż Woodsa obawiam się Ewinga czy Videnova, na których opiera się system gry mistrza Polski. To na nich skupimy się przede wszystkim - mówi trener PBG Milija Bogicević.

W poprzednim sezonie Serb był szkoleniowcem Polpharmy Starogard Gdański, a w dwóch meczach z jego drużyną Woods rzucił w sumie 36 pkt.

- Wiem, jak gra Woods, wiem, jak wykorzystuje go trener Pacesas. Dlatego nie będziemy się na niego specjalnie przygotowywać. Zwłaszcza że nawet w tym sezonie widziałem go też w barwach Samary w meczu z Anwilem - mówi Bogicević i dodaje: - Większą zagadką jest dla mnie inny nowy zawodnik Prokomu Tommy Adams, który w przeciwieństwie do Woodsa był ostatnio w grze i treningu.

Dotrzeć do jego głowy

Woods ostatni mecz w Polsce rozegrał 29 maja 2010 r. We Włocławku z Anwilem rzucił 31 pkt i poprowadził Prokom do siódmego z rzędu mistrzostwa Polski. Po sezonie nie udało się go zatrzymać.

Woods marzył o powrocie do NBA, w której wcześniej grał w Portland Trail Blazers (115 spotkań), krótko w Miami Heat (trzy mecze) i New York Knicks (49). W wakacje i na początku jesieni mówiło się o tym, że interesują się nim m.in. Cleveland Cavaliers i Washington Wizards, ale ostatecznie Woods nie znalazł miejsca w NBA. W listopadzie podpisał więc kontrakt z rosyjską drużyną Krasnyje Krylia Samara, w której rozegrał jednak tylko pięć spotkań. Ostatnie 18 grudnia, jeszcze przed świętami został bez pracy.

Niedługo później Prokom zwolnił J. R. Giddensa, który w drużynie z Gdyni miał spróbować zastąpić Woodsa, ale mimo kilku przebłysków nie był w stanie tego zrobić. Na przełomie roku wrócił więc temat zatrudnienia Amerykanina, choć trener Tomas Pacesas powtarzał: - Woods, a także David Logan, muszą pamiętać, że w ostatnich dwóch sezonach dużo nam pomogli, ale również my pomogliśmy im. To u nas czuli się i grali najlepiej, nie mieliby świetnych statystyk i atrakcyjnych ofert, gdyby nie praca całego zespołu.

W końcu się udało - 29 stycznia Amerykanin podpisał kontrakt i znów ma czarować kibiców w Polsce.

Polecamy - Pan Wszystko wrócił do Gdyni



- To jeden z najlepszych koszykarzy zagranicznych, jaki grał kiedykolwiek w naszej lidze - ocenia obrońca Anwilu Andrzej Pluta. - Czy najlepszy? Trudno powiedzieć, bo przecież grali też u nas Gurović, Besok, Logan, a wcześniej Marks, bracia O'Bannon czy Joubert, który w statystykach punktowych uniwersytetu Michigan wyprzedza nawet Magica Johnsona. Woods to zawodnik, który - gdyby miał lepiej poukładane w głowie - miał szansę zrobić karierę w NBA. A tak jest na dobrym poziomie euroligowym.

W tym sezonie Pluta grał już przeciwko Woodsowi, kiedy Anwil dwukrotnie spotkał się w Eurocup z Samarą. W Rosji Woods rzucił 19 pkt, a w Polsce tylko dwa.

- Mieliśmy okazję chwilę porozmawiać, nie był zadowolony z gry w Rosji. W Prokomie powinien się odnaleźć, bo w drużynie z Gdyni był super wykorzystywany. Pytanie tylko, ile czasu zajmie doprowadzenie go do formy i w jakiej dyspozycji będzie, kiedy np. zacznie się play-off. Ale to już zmartwienie Prokomu - mówi Pluta i dodaje: - Kiedy Woods jest jednak w formie, jest graczem wybitnym, którego ciężko będzie zatrzymać. A dla większości koszykarzy w lidze gra przeciwko niemu to ogromna frajda.

Przypomnij sobie, jak gra Qyntel Woods



Jedynym koszykarzem w PLK, który zatrzymał Woodsa, był Marcin Stefański, skrzydłowy Trefla Sopot.

- Woods to koszykarz z innej bajki, który w ataku potrafi wszystko - rzucić za trzy, świetnie wejść pod kosz, zagrać tyłem do kosza - mówi Stefański. - Jedyną osobą, która potrafi zatrzymać Qyntela Woodsa jest... Qyntel Woods. Dlatego, żeby z nim walczyć, trzeba dotrzeć do jego głowy, trzeba sprawić, że odechce mu się grać. Podstawą jest agresywne krycie, choć można też spróbować wytrącić go z równowagi.

Jak to się robi?

- Trzeba z nim trochę pogadać, podczas naszej rywalizacji ucięliśmy sobie kilka pogawędek - śmieje się Stefański. - Co mu mówiłem? Coś w stylu "jesteś słaby, zatrzymam cię"...

Stefański, właśnie prowokacyjnie, dodaje też: - Z jednej strony trudno się cieszyć, że wrócił do Polski, bo poważnie wzmocnił naszego rywala. Z drugiej strony się jednak cieszę, bo znów się zobaczymy i zagramy przeciwko sobie. I to już niedługo... [derby w Gdyni odbędą się 27 lutego]

Pomoc na teraz i na potem

- Woods miał ostatnio sporą przerwę i doprowadzenie go do przyzwoitej formy zajmie nam pewnie ze dwa lub trzy tygodnie. A ile czasu potrzebujemy, aby jego dyspozycja była optymalna, tego nie wiem - mówi Pacesas. - Najważniejsze jest to, że Woods chce pracować, zależy mu, angażuje się w treningi. To na pewno ułatwi sprawę. Bo nawet najlepszy sportowiec, jeśli nie będzie miał zdrowia, nie pokaże pełni swoich umiejętności.

Po zatrudnieniu Woodsa niektórzy kibice podkreślali, że taki ruch był zupełnie niepotrzebny, że nawet bez Amerykanina w składzie Prokom, który odpadł już z Euroligi i nie ma szans na wyjście z grupy w VTB, zdobędzie ósme mistrzostwo Polski. Ale w klubie z Gdyni liczą, że Woods będzie grał w Prokomie dłużej niż cztery miesiące.

- Podpisaliśmy z nim umowę do końca sezonu z opcją przedłużenia na kolejny. Tak, aby w nowych rozgrywkach mógł nam ewentualnie pomóc także w Eurolidze czy VTB. Po sezonie zobaczymy, jak układa się nasza współpraca, ale jesteśmy dobrej myśli - podkreśla prezes klubu z Gdyni Przemysław Sęczkowski.

- No właśnie... Chciałoby się powiedzieć "dlaczego tak późno?". Dlaczego Woods przychodzi w momencie, kiedy drużyna z Gdyni nie ma już szans na podbój Europy... - zastanawia się Pluta, po chwili dodaje: - Na teraz fakty są jednak takie, że zatrudnienie Amerykanina znacznie przybliża Prokom do kolejnego mistrzostwa Polski.

Czy Qyntel Woods to dla Asseco Prokom gwarancja mistrzostwa?