Piekło zdobyte. Energa Czarni - Asseco Prokom 66:70

Koszykarze Prokomu dopiero w czwartej kwarcie pokazali mistrzowskie oblicze. To wystarczyło, żeby zdobyć wyjątkowo gorącą halę Gryfia.
Mobilizacja w Słupsku była ogromna. Po wygranej w meczu nr 2 w Gdyni kibice Czarnych uwierzyli, że ich zespół może sprawić sensację i zagrać w finale. Lokalne media apelowały - "w Słupsku kibice zawsze robią piekło, ale tym razem zróbmy piekło piekieł". W wypełnionej po brzegi hali 99 proc. ludzi ubranych było na czerwono, były też setki czerwonych balonów i prowokacje w kierunku trenera Prokomu Tomasa Pacesasa - kibice trzymali w rękach packi na muchy i wywiesili transparent "Packą Packa Pac". Nic nie pomogło, koszykarze z Gdyni wytrzymali presję i prowadzą w półfinale 2:1 (gra się do czterech zwycięstw).

- Choć na początku z tą presją mieliśmy problem. Stres, atmosfera w hali i chęć rewanżu za porażkę w meczu nr 2 sprawiły, że nie mogliśmy trafić do kosza. Nawet z czystych pozycji - mówił Pacesas.

Jego zespół z pierwszych 18 rzutów trafił zaledwie dwa (1/10 za dwa i 1/8 za trzy)! Gdynianie pudłowali niemiłosiernie, a Czarni prowadzili 18:7.

- Powoli doszliśmy do siebie, ale w kolejnych meczach musimy poprawić skuteczność. Choć akurat w tym spotkaniu potwierdziło się, że w play-off najważniejsza jest obrona, że to dzięki dobrej defensywie wygrywa się mecze - ocenił Pacesas i dodał: - Do finału droga jednak daleka. Na razie odzyskaliśmy przewagę własnego boiska i choć jest to ważne, to na pewno nie najważniejsze.

W Słupsku odblokował się Krzysztof Szubarga, który rzucił pierwsze punkty w tej serii. Od początku ozdobą meczów jest jego rywalizacja z Jerelem Blassingamem. Czasami nie tylko sportowa.

- Trochę sobie rozmawiamy o różnych tematach. Głównie o koszykówce - uśmiecha się Szubarga. - Rozgrywający Czarnych jest groźny w ataku, ale na razie go zatrzymaliśmy. Jeżeli w kolejnych meczach będzie grał tak, jak dotychczas, to powinno być dobrze.

Prokom długo się męczył, ale w czwartej kwarcie w końcu zaskoczył. A zwłaszcza Daniel Ewing, który zdobył w ostatniej części 9 pkt.

- Straciliśmy koncentrację dosłownie na trzy minuty, ale to było kluczowe. Prokom nie daruje w takich sytuacjach, łatwe punkty rzucili wtedy Ewing oraz Burrell i rywal nam odjechał - powiedział trener Czarnych Dainius Adomaitis.

W końcówce mistrzowie Polski prowadzili dość pewnie, choć w ostatniej minucie mieli problem z wybiciem piłki z autu. Po trójce Williama Avery'ego gospodarze zbliżyli się na 66:68 na osiem sekund przed końcem, ale faulowany Tommy Adams nie pomylił się z linii rzutów wolnych.

W Prokomie kontuzji doznał Ratko Varda.

- Chyba nie jest to nic poważnego. Mimo urazu chciał grać, ale woleliśmy go oszczędzać - mówi Pacesas.

Energa Czarni Słupsk - Asseco Prokom Gdynia 66:70. Kwarty: 18:13, 17:20, 11:14, 20:23. Energa Czarni: Cesnauskis 23 (1), Jazvin 11, Blassingame 9 (3), Roszyk 5 (1), Leończyk 4 oraz Avery 5 (1), Davis 5, Szawarski 4, Białek 0. Asseco Prokom: Ewing 14 (1), Eldridge 6 (1), Varda 5, Szczotka 5, Witka 4 oraz Adams 14 (2), Szubarga 8 (2), Burrell 6, Hrycaniuk 5, Videnov 3 (1), Frasunkiewicz 0. Stan rywalizacji: 1:2.