Jak Trefl Sopot radzi sobie bez Filipa Dylewicza. Lepiej z Dylem czy bez niego?

W niedzielnym meczu Tauron Basket Ligi Trefl Sopot zagra w Koszalinie z AZS. Po przerwie spowodowanej kontuzją do gry wróci Filip Dylewicz. Czy zespół odczuł w ogóle stratę podstawowego podkoszowego?
W tym sezonie Dylewicz zagrał tylko w trzech z dziewięciu meczów. Silny skrzydłowy musiał się poddać zabiegowi artroskopii kolana, od połowy października był poza grą. Kiedy zostawiał drużynę, miała ona bilans dwóch zwycięstw i porażkę.

Gdy zabrakło Dylewicza Trefl przegrał jednym punktem z Energą Czarni Słupsk, ale już w trzech kolejnych meczach gromił rywali, rzucając w sumie o 76 punktów więcej niż przeciwnicy. Pojawiło się więc pytanie, czy sopocianom nie gra się lepiej bez swojego lidera?

- Rzeczywiście, w tych meczach wypadliśmy rewelacyjnie, ale to zasługa świetnej skuteczności. Kiedy Filip wróci, będziemy się prezentować jeszcze lepiej - mówi kolega z drużyny Adam Waczyński. - Jeśli Filip jest na boisku, to obrona przeciwnika musi zagęszczać strefę podkoszową. Wtedy robi się więcej miejsca na obwodzie, a to oznacza dla mnie łatwiejsze pozycje do rzutów za trzy punkty - dodaje.

Brak Dylewicza widać przede wszystkim w rotacji - Marcin Stefański nie jest w stanie tak skutecznie grać na pozycji silnego skrzydłowego. Kontuzja Dylewicza pomogła jednak środkowemu Chrisowi Burgessowi. Amerykanin, który w zeszłym sezonie był gwiazdą Zastalu Zielona Góra, nie potrafił odnaleźć się w Treflu w roli zmiennika Johna Turka. Grał słabo. Kiedy polski skrzydłowy doznał kontuzji, a Burgess został przesunięty na jego pozycję, stał się od razu innym zawodnikiem. Zaczął z łatwością zdobywać punkty, co w pierwszych trzech meczach było jego największą zmorą.

Nie można więc nie zauważyć, że Trefl pod nieobecność Dylewicza przeszedł pozytywną metamorfozę. Jeżeli silny skrzydłowy wpasuje się w nową koncepcję, to przeciwnicy będą mieli ogromne problemy z pokonaniem sopockiej drużyny.

Dyskutuj z ludźmi, a nie z nickami - odwiedź profil Trójmiasto.Sport.pl na Facebooku »