TBL. Mecze prawdy Trefla Sopot

- Dwa ostatnie mecze koszykarzy Trefla Sopot w 2011 r. określą drogę, po której zmierza zespół. Ewentualne porażki z Anwilem Włocławek i Energą Czarni Słupsk mogą dać poważny materiał do przemyśleń na temat zmiany filozofii prowadzenia drużyny - twierdzi Marcin Dajos z ?Gazety? i Trójmiasto.sport.pl.
29 grudnia 2009 r. Ostatni mecz przed sylwestrem Trefl rozgrywa z Czarnymi. 24 s przed końcem goście z Sopotu prowadzą 80:79. Piłkę mają gospodarze. Mantas Cesnauskis długo szuka pozycji, aż wreszcie decyduje się na rzut za trzy. Zostaje jednak sfaulowany, więc sędziowie przyznają trzy wolne. Cesnauskis trafia dwa razy. Rzutem rozpaczy Trefla od porażki próbuje uchronić Łukasz Ratajczak, ale mu się nie udaje.

Dlaczego pod koniec 2011 r. warto wspominać to, co zdarzyło się niemal dwa lata wcześniej? Ponieważ wtedy miała początek seria, która do dziś prześladuje zespół Karlisa Muiznieksa. Łotysz to trener, który w swoim kraju opatentował sposób na zdobywanie mistrzostwa. Kiedy przybywał do Polski wydawało się, że mamy przed sobą następcę Andreja Urlepa. Muiznieks zaczął obiecująco. Bez pomocy wielkich pieniędzy, klecąc skład naprędce, ostro wszedł w ligę polską. Wszystko runęło 29 grudnia, w Słupsku. Od tego momentu do Muiznieksa przylgnęła łatka trenera, który zawodzi w najważniejszych meczach. Za każdym razem przegrywał w prestiżowych derbach z Asseco Prokom Gdynia, a po porażce z Czarnymi pod koniec 2009 r. jeszcze siedem razy mecze Trefla kończyły się różnicą jednego punktu. Sześć z nich na niekorzyść zespołu z Sopotu. Co ciekawe, sopocianie w każdym z trzech sezonów z Muiznieksem na ławce po razie przegrywali w ten sposób z Czarnymi. W obecnych rozgrywkach po rzucie równo z końcową syreną Krzysztofa Roszyka - 72:73 oraz w play-off w 2011 r., w kończącym sezon meczu, po którym to słupszczanie zdobyli brązowe medale (71:72).

Także w seriach o brąz (rozgrywanych przez Muiznieksa dwukrotnie) szkoleniowiec Trefla nie miał szczęśliwej ręki - zawsze przegrywał. Historia zaczęła być jeszcze bardziej wredna dla Łotysza w obecnych rozgrywkach. Już w pierwszej rundzie, poza meczem z Czarnymi, Muiznieks przegrał jeszcze dwa razy jednym punktem: z Anwilem - 71:72 i Siarką Tarnobrzeg 65:66.

Szarą rzeczywistość mogą jednak zatrzeć dwa najbliższe, rewanżowe starcia z zespołami z Włocławka i ze Słupska. Trefl walczy przecież o mistrza rundy zasadniczej. Co prawda po niej będzie jeszcze walka w szóstkach i play-off, ale zdobycie pierwszego miejsca będzie miało ważny aspekt. Muiznieksowi wreszcie uda się coś wygrać. Tworzony stopniowo zespół Trefla, który co sezon wzmacniają wartościowi Polacy, potrzebuje nawet najmniejszego sukcesu.

Do tego niezbędne są odważne decyzje. Analizując obecne rozgrywki, widać progres w taktycznym myśleniu Łotysza. Chce, aby decydujące akcje wykańczał Łukasz Koszarek, co wcale nie było oczywiste choćby w przegranym starciu we Włocławku. Po ponad dwóch latach obserwacji Muiznieksa wciąż odnosi się jednak wrażenie, że lubi on posadzić na ławce zawodnika, któremu akurat idzie dobrze w danym fragmencie gry. Także we wspomnianych wcześniej końcówkach brakuje mu zimnej głowy, a może i podpowiedzi asystenta. Zawodzi również komunikacja. Bo przecież ile razy spotkaliśmy się z sytuacją, że trener krzyczy "faul" lub "bez faulu", a koszykarze robią odwrotnie?

A może Muiznieksowi brakuje stanowczości? Nawet przy zwolnieniu Jamelle Horne'a (który był nietrafionym transferem) tłumaczono się niskim poziomem ambicji zawodnika. Nikt (trener) nie chciał oficjalnie zauważyć, że Horne był po prostu słaby. Drugi do zwolnienia jest Vonteego Cummings, który w innych klubach dawno byłby poza składem. Amerykanin przyznał jednak publicznie, że od początku sezonu był bez formy, ale dziękuje za wsparcie i wyrozumiałość. Obiecał też, że teraz się poprawi, a trener mu oczywiście zaufał.

Nie ma wątpliwości, że Muiznieks jest trenerem, który na koszykówce zna się dobrze. Jeśli jednak przegra w sobotę z Anwilem (w składzie z dwoma koszykarzami znającymi taktykę Łotysza: Lawrencem Kinnardem i Lorinzą Harringtonem ), a potem z Czarnymi, to prezes Kazimierz Wierzbicki powinien się mocno zastanowić, czy Muiznieks nie stanął wreszcie pod ścianą.