Czy Karlis Muiznieks poprowadzi Trefl Sopot do mistrzostwa?

Najlepsze efekty pracy trenera przychodzą w trzecim roku jego pracy w klubie. Tak przynajmniej twierdzi m.in. piłkarska UEFA, która uznała, że to właśnie w trzecim sezonie trener jest w stanie zostawić swój ślad na funkcjonowaniu klubu. Jak ta zasada ma się do szkoleniowca Trefla Sopot Karlisa Muiznieksa? - zastanawia się Marcin Dajos z "Gazety" i Trojmiasto.Sport.pl
Najlepsze efekty pracy trenera przychodzą w trzecim roku jego pracy w klubie. Tak przynajmniej twierdzi większość szkoleniowców. Taki model pracy trenerskiej uznała także za najlepszy np. UEFA. Władze Europejskiej Federacji Piłkarskiej uznały, że to właśnie w trzecim sezonie trener jest w stanie zostawić swój ślad na funkcjonowaniu klubu.

Oczywiście są od tego ustępstwa, a niektórzy już w pierwszym czy drugim roku potrafią osiągnąć sukces. Trener, którego poczynania obserwuje cały świat - Jose Mourinho, stwierdził, że jego zespół znacznie lepiej gra w drugim roku jego pracy, a apogeum powinno przypadać na trzeci sezon.

Jeżeli weźmiemy na tapetę najlepszego w historii szkoleniowca NBA Phila Jacksona, który pierwszy ze swoich 11 tytułów mistrzowskich zdobył już w drugim roku pracy z Chicago Bulls (wcześniej był jednak w tym klubie asystentem), a siódmy w pierwszym sezonie prowadzenia Los Angeles Lakers, to cała teoria powinna legnąć w gruzach. Jacksona można jednak śmiało nazwać Michaelem Jordanem ławki trenerskiej, a tacy nie rodzą się na co dzień.

W trakcie trzeciego roku pracy jest właśnie szkoleniowiec koszykarzy Trefla Sopot Karlis Muiznieks. Łotysz otrzymał niebywały komfort pracy. Miał obiecane, że może wcielić w zespół własną koncepcję taktyczną, a co najważniejsze dostał na to sporo czasu. W pierwszym sezonie miał zdecydowanie najsłabszy skład. Ale mimo to zajął czwarte miejsce. W kolejnym sezonie skład był mocniejszy, ale progresu w ligowej tabeli zabrakło. A co z trzecim sezonem? Wreszcie mamy pierwszy poważny sukces Trefla. Sopocianie zostali mistrzem rundy zasadniczej TBL. Nie zmieni tego ostatnia kolejka, która wystartuje w niedziele o godz. 17 (Trefl zagra na wyjeździe z Siarką Tarnobrzeg). Mimo iż w pierwszych 12 meczach sezonu zanosiło się na to, że sopocianie będą powielać stare grzechy, to w serii rewanżowej zmiażdżyli rywali. Trefl zwyciężył z każdą z drużyn z czołowej szóstki. Zespół Muiznieksa przestał zawodzić w decydujących momentach i wygrał wreszcie mecz, który zakończył się różnica jednego punktu - z PGE Turów Zgorzelec (87:86). A wszystko to pomimo lekkiego kryzysu, jaki przeżywał lider drużyny Łukasz Koszarek.



W tym sezonie zespół łotewskiego trenera przeżywa przemianę, jakiej doświadczył na przełomie tych niespełna trzech sezonów. Jednym z symboli tej zmiany jest np. Marcin Stefański. Skrzydłowy w rozgrywkach 2009/2010 był podstawową opcją Muiznieksa. W 32 meczach TBL za każdym razem wychodził w pierwszej piątce. Spełniał nie tylko ważną rolę w obronie, ale również w ataku, gdzie często łatał braki w strefie podkoszowej. Trefl był wówczas drużyną walczaków, mających gryźć parkiet, której brakowało jednak technicznej finezji. Można więc rzecz, że zespół był w stylu... Stefańskiego. Raz dyktując warunki, a raz usuwając się w cień - tak wyglądał zresztą drugi sezon zespołu Muiznieksa. Stefański ponownie był ważnym graczem w układance, jednak pod koniec rozgrywek przeżywał mały regres formy, a trener zaczął coraz częściej sadzać go na ławce. Już wtedy Stefański stawał się bardziej koszykarzem zadaniowym - tym od krycia i zbiórek. Obecny sezon to 23 mecze, w których tylko dwa razy graczem pierwszej piątki był Stefański. Skrzydłowy jest już typowym zadaniowcem, co rzutuje na cały obraz zespołu, który budowany jest wielowarstwowo. Nie ma już sytuacji, że komu wyjdzie, ten gra. Trefl ma jasno nakreślonych liderów - Koszarek, Filip Dylewicz, John Turek, wschodzącą gwiazdę - Adam Waczyński, solidnego gracza - Łukasz Wiśniewski, którego także razem ze Stefańskim można zaliczyć do zadaniowców. Do tego grupę pomocników, co wspólnie daje zespół mogący realnie patrzeć w stronę mistrzostwa Polski. Gdyby tylko jeszcze wymienić zmiennika dla Koszarka...

Muiznieks, chociażby w tym sezonie, już dwukrotnie odbijał się od ściany (przegrane punktem wydawałoby się wygrane mecze z Anwilem Włocławek i Energą Czarni Słupsk). Po tych incydentach stawał jednak na nogi i wychodził silniejszy. Pozostaje mieć nadzieję, że w końcówce sezonu wyciągnie wnioski z błędów z poprzednich rozgrywek i ugra więcej, niż czwarte miejsce. A musi to zrobić, gdyż kolejna szansa, w czwartym sezonie, może już nie mieć sensu. No bo po co, skoro już teraz (oczywiście biorąc pod uwagę poziom TBL) zespół wydaje się być na miarę możliwości Muiznieksa, jak i ligi.