Sport.pl

Koszykarz Trefla Sopot Łukasz Koszarek: Porażka z Asseco Prokom Gdynia bardzo boli

- W tym meczu wiatr wiał tylko w jedną stronę. Możliwe także, że źle ustawialiśmy żagle. Poza tym dużo by tu mówić o naszej słabej grze. Najważniejsze, że zdajemy sobie sprawę z naszych słabych stron i będziemy starali się je wyeliminować - mówi po porażce 61:81 z Asseco prokom Gdynia rozgrywający Trefla Sopot Łukasz Koszarek.
Marcin Dajos: Wszyscy ostrzyli sobie zęby na derby Trójmiasta, a tymczasem zakończyły się one największym w historii zwycięstwem Prokomu.

Łukasz Koszarek: Nie tak to sobie wyobrażaliśmy. Zagraliśmy jednak bardzo źle. Prokom natomiast pokazał dobra koszykówkę i tyle.

W grze Trefla w oczy rzucał się brak lidera. Liczono, że będzie nim pan lub Filip Dylewicz, ale wy gdzieś się schowaliście.

- Wysocy zawodnicy nas tak schowali. A na poważnie, myślę że graliśmy źle zespołowo. Prokom wyskoczył na nas agresywnie, a my straciliśmy swoje pozycje. Zamiast walczyć mimo to, trochę odpuściliśmy, a wynik wskazuje, że rywale byli dużo lepszą drużyną.

Obrońca pokroju Przemysława Zamojskiego, który pilnował pana na początku meczu, to sposób na zatrzymanie Łukasza Koszarka?

- Nie zdobyłem zbyt wielu punktów, tak więc widocznie to się sprawdziło. Trzeba również przyznać, że byłem za mało agresywny, nie kreował sobie pozycji do rzutu. To też jest na pewno zasługa Przemka i świetnej obrony, ale jeśli chce się to przełamać, trzeba grać z większa mocą. A jak się nie rzuca, to się nie zdobywa punktów.

Zawiodły bardziej umiejętności czy głowa?

- Nie ma co rozsądzać jaki element zawiódł. Trzeba przyznać, że Prokom grał na tyle dobrze by nas pokonać. My natomiast mamy swojej problemy i będziemy starali się je poprawić. Gdynianie wytrącili nam wszystkie atuty z ręki. Teraz, to my musimy wykonać krok w przód i pokazać, że mamy charakter i nieco ambicji, aby odkręcić złe wrażenie pozostawione po derbach.



Jeszcze niedawno wielkim atutem Trefla były kontrataki. Od kilku spotkań zdecydowanie ich brakuje. Jest to kwestia zmęczenia, czy gorszej komunikacji w obronie?

- Trzeba poprawić komunikację w obronie, która zawodziła przez trzy ostatnie mecze. Właśnie dlatego nie mieliśmy zbyt dużo okazy do kontrataków i łatwych punktów. Przecież nawet jeśli te kontry nie wyszły, to później kreowaliśmy czyste pozycję do rzutów z półdystansu czy za trzy punkty. Kiedy pozwalamy rywalowi na łatwe punkty, wówczas organizuje on obronę i jest od ciebie lepszy. Jeśli jednak zbierzemy piłkę po niecelnym rzucie, to mamy te dwie, trzy sekundy kiedy przeciwnik musi szybko wracać do defensywy. Wtedy można wykorzystać szybkiego Łukasza Wiśniewskiego. A tak zostajemy nieco w tyle.

Kluczowy moment spotkania?

- W zasadzie, to nie było takiego. Ogólnie całe spotkanie pod dyktando gospodarzy. My w zasadzie schowani za podwójną gardą, nie potrafiliśmy wyjść spod agresywnej obrony.

W poprzednich meczach, kiedy czuliście, że przeciwnik zaczyna grać waszą grę, łapaliście wiatr w żagle i go dobijaliście. Czemu w meczu z Prokomem, w momencie gdy doszliście rywali na kilka punktów straty, nie potrafiliście przycisnąć jeszcze bardziej?

- W tym meczu wiatr wiał tylko w jedną stronę. Możliwe także, że źle ustawialiśmy żagle. Poza tym dużo by tu mówić o naszej słabej grze. Najważniejsze, że my zdajemy sobie sprawę z naszych słabych stron i będziemy starali się je wyeliminować. Porażka z Prokomem boli bardzo, z tym, że mając dalekosiężne plany, których ziszczeniem jest mistrzostwo, musimy grać dalej z jak największą efektywnością. Nasi kibice będą najbardziej szczęśliwi jeśli pod koniec czerwca, to my będziemy świętować zdobycie złotych medali.

Więcej o: