Finał TBL. Trefl Sopot w poszukiwaniu stylu. Dylewicz: Przeciw Asseco Prokom Gdynia wciąż gramy spięci

- Może niepokoić styl jaki prezentujemy w tych finałach. Widać, że drużyna Asseco zupełnie nam nie leży i gdzieś ta bariera psychologiczna powoduje, że gramy nieodpowiedzialnie, nie swoją koszykówkę - mówi plk.pl skrzydłowy Trefla Sopot Filip Dylewicz
Trójmiejski finał koszykarskiej Tauron Basket Ligi miał być tym wymarzonym. Po dwóch meczach w Gdyni Asseco Prokom prowadzi Treflem 2-0 i wydaje się, że najważniejsza część sezonu zakończy się bardzo szybko. Sprawcami takiego stanu rzeczy są koszykarze Trefla, którzy grają poniżej oczekiwań.

- Ciężko jednoznacznie odpowiedzieć dlaczego na mecze z drużyną Asseco wszyscy jesteśmy spięci i niepotrzebnie w naszej podświadomości rodzi się problem i kompleks drużyny Prokomu. Odbija się to na postawie nas wszystkich na boisku. Dla niektórych graczy jest to także pierwszy finał w życiu i mecze o taką stawkę są zupełnie nowym przeżyciem i być może także to powoduje, że nie zawsze pokazują to, co grali przez cały sezon - mówi oficjalnej stornie ligi Dylewicz.

Jeden z liderów Trefla wydaje się być wyjątkiem wśród swoich kolegów. Dylewicz jest jednym z niewielu sopockich koszykarzy, któremu nie można zarzucić braku zaangażowania i woli walki. W obu meczach w Gdyni skrzydłowy zdobywał po 15 pkt. Zadowalać nie może jednak jego skuteczność. W sumie trafił 11 z 33 rzutów z gry.

Finałowa seria do czterech zwycięstw przenosi się teraz do Ergo Areny.

- Wtorkowe spotkanie będzie najważniejsze w tym sezonie ze wszystkich rozegranych meczów. Nasze zwycięstwo pozwoli nam uwierzyć, że możemy wygrać z drużyną mistrza Polski. Ewentualna porażka spowoduje, że szanse spadną do minimalnego poziomu - twierdzi Dylewicz.

Poprzednie dwa derbowe spotkania w Ergo Arenie kończyły się nie tylko zwycięstwem Prokomu, ale również rekordem frekwencji. W kwietniu na trybunach gdańsko-sopockiego obiektu zasiadło 10152 widzów.

Jak koszykarze Trefla chcą nie zawieść oczekiwań fanów? Jednym z atutów sopocian ma być przerwa sześciu dni pomiędzy drugim a trzecim meczem finałów.

- W naszym przypadku przerwa może wpłynąć pozytywnie. Mogliśmy dokładniej przeanalizować nasze mecze, ale było też więcej czasu by zapomnieć o tym drugim meczu, który przegraliśmy w hali w Gdyni. Na pewno odpoczynek fizyczny jest nam bardzo potrzebny, gdyż jesteśmy zmęczeni całym sezonem. Nasza rotacja była dość ograniczona i taka przerwa może być na wagę złota - kończy Dylewicz.