Finał TBL. Koszykarz Trefla Sopot Adam Waczyński: Wygrać czystą a nie brudną grą

- Najważniejsze, aby w Gdyni nie zawiodła nas skuteczność, jak w pierwszych dwóch meczach, a będzie dobrze - mówi trojmiasto.sport.pl przed piątym meczem finału play-off Tauron Basket Ligi (sobota, godz. 20, Hala Gdynia) skrzydłowy Trefla Adam Waczyński. Sopocianie w serii do czterech zwycięstw przegrywają 1-3.
Marcin Dajos: Za nami pierwszy wyrównany mecz finałów, w którym mieliście szansę na doprowadzenie do stanu 2-2 [Trefl przegrał w czwartek 71:79]. Czujecie, że straciliście szansę na tytuł?

Adam Waczyński: Na pewno szkoda tego meczu, bo szansa na zwycięstwo była duża. A to sprawiłoby, że finał mielibyśmy jeszcze ciekawszy. Cóż, zrobiliśmy bardzo wiele, aby wygrać niestety czegoś zabrakło - kilku punktów w pierwszej połowie, pudła z czystych pozycji, słaba skuteczność rzutów spod kosza. Wtedy mecz byłby zupełnie inny.

W drugiej połowie ostatniego meczu finałowego robił Pan co mógł, aby nie dopuścić do porażki, m.in. rzucając w niej 15 pkt. Jednak czy w końcówce nie zabrakło Panu podań od kolegów?

- Starałem się pokazywać, ale wiadomo, że jeśli zawodnik trafia trzy trójki pod rząd, to każdy mądry obrońca nie będzie odchodził od niego. O pozycję do rzutu było więc ciężko, trzeba było grać więcej bez piłki. Zresztą w tym sezonie wychodzę na boisko jako niski skrzydłowy i nie jestem super aktywny jeżeli chodzi o trójki. Chciałem pomóc zespołowi w najlepszy sposób jaki mogłem, zresztą tak jak inni koledzy z drużyny. Nie podając piłek na pewno na złość sobie nie robimy.

W czwartym meczu zebraliście 15 piłek na atakowanej tablicy, staraliście się zmieniać tempo gry, obrona także miała swoje dobre momenty. Co więc można poprawić przed piątym spotkaniem?

- Najbardziej bolały akcje kończone na półdystansie przez Jerela Blassingame'a. One ratowały gdynian, którzy nie mieli pomysłu na atak. Ich podbudowywały, nas podłamały. W końcówce zabrakło nam agresji w ataku, nie mieliśmy dużo ścięć pod kosz czy ruchu na obwodzie. Graliśmy z Marcinem Stefańskim na pozycji numer trzy, dlatego też o rzut było trudniej.

Czy Trefl jest w stanie odwrócić losy tej rywalizacji? oceń na Facebooku Trojmiasto.Sport.pl! +1? »


Wasza gra wygląda nieco schematycznie. Początek należy do Johna Turka, a w miarę upływu czasu, staracie się oprzeć ją na koszykarzach obwodowych.

- Myślę, że to po prostu tak wychodzi i nie możemy mówić tu o jakimś schemacie. John jest aktywny jak ma siły, zagra parę akcji, a później chce chwilę odpocząć. Jest w końcu człowiekiem i nie może grać bez przerwy na pełnych obrotach. Wiadomo, nie odpocznie w obronie, więc oddech łapie się w kilku akcjach w ataku. Do tego nie możemy cały czas kierować piłek do Johna, bo każdy z nas musi być w grze. Trzeba uruchamiać pozostałych, aby w nich nie rosła frustracja, że nie mają piłki w rękach. Z tego zadania świetnie wywiązuje się Łukasz Koszarek.

Czyli w piątym starciu wyłączacie Blassingame'a, Donatas Motiejunas ponownie przechodzi obok meczu i mamy szóste starcie w Sopocie?

- To tak się łatwo mówi, ale trudniej jest zrobić. Blassingame jest trudnym koszykarzem do zatrzymania, zwłaszcza kiedy dostaje zasłonę od ciężkiego Adama Hrycaniuka. Naszym niskim zawodnikom trudno go wtedy przypilnować. Najważniejsze, aby w Gdyni nie zawiodła nas skuteczność, jak w pierwszych dwóch meczach, a będzie dobrze.

A nie można pokonać Blassingame'a jego własną bronią, czyli gadaniem wyprowadzającym przeciwnika z równowagi?

- Myślę, że nie. Blassingame ma opanowanie gadanie do perfekcji i sam nie da się wmanewrować w wymianę zdań. Trzeba znaleźć na niego inny sposób. Może olewać to co on mówi i w ogóle nie wchodzić w gadkę?

Raz widziałem Blassingame'a wyprowadzonego z równowagi w TBL. Było to podczas porażki z Anwilem we Włocławku, a uczynił to Krzysztof Szubarga. Może on zdradzi sposób jak to zrobić?

- Możne (śmiech)? A tak na poważnie, to postaramy się wygrać czystą grą a nie brudną. Gramy fair play i postaramy się to promować.