Jak Filip Dylewicz z Trefla Sopot rozbił mistrza Polski Asseco Prokom Gdynia

Najlepszy i najbardziej emocjonujący mecz finału Tauron Basket Ligi sprawił, że o mistrzostwie Polski zdecyduje siódmy mecz. A wszystko dlatego, że prowadzony przez Filipa Dylewicza i Łukasza Koszarka Trefl Sopot pokonał Asseco Prokom Gdynia 84:81.
Czym można zaskoczyć rywala grając z nim ósmy mecz w sezonie? Koszykarze Trefla i Prokomu zgodnie odpowiadali, że nie jest to możliwe. Obie drużyny postawiły więc od początku szóstego meczu finału na atak. Widać było, że właśnie nad skutecznością ekipy z Sopotu i Gdyni pracowały najwięcej w ostatnich dniach. Bo przecież po każdej porażce ci przegrani powtarzali, że właśnie ten element gry zawiódł ich najbardziej. Z obwodu pod kosz skutecznie wchodził Piotr Szczotka, który już w pierwszej kwarcie zdobył 6 pkt. W polu trzech sekund pozycję do rzutu potrafił wypracować sobie Adam Hrycaniuk. Jedynym mankamentem gry mistrzów Polski była ponownie postawa Donatasa Motiejunasa. Litwin zakończył swoje cztery pierwsze akcje niecelnymi rzutami (nie trafiając nawet w obręcz) lub stratami. Po drugiej stronie parkietu jak w transie grał Koszarek. Już po pierwszej kwarcie rozgrywający Trefla miał aż 5 asyst (16 w całym meczu!). Mocno pomagali mu w tym Dylewicz i Jermaine Mallett. Ten pierwszy w pięciu wcześniejszych meczach finału trafił zaledwie 22 z 72 rzutów z gry. Jak na lidera swojej drużyny wynik ten był lekko mówiąc żenujący. W poniedziałek Dylewicz był jednak zupełnie innym, skuteczniejszym strzelcem (9/15 z gry).

W drugiej kwarcie okazało się, że można jednak zaskoczyć czymś rywala. Trener Prokomu Andrzej Adamek postanowił zagrać bez klasycznego środkowego. Na tej pozycji wystawił silnego skrzydłowego Motiejunasa, a ta zmiana wyszła Litwinowi na dobre. Niemal od razu trafił trzy rzuty za dwa. To jednak Przemysław Zamojski był bohaterem tej części gry. Niski skrzydłowy, który poprzedni mecz zakończył bez zdobyczy punktowej, w poniedziałek przez 17 min. także był bez celnego kosza. Wtedy zaczął swoją serię trzech celnych rzutów za trzy punkty. Po ostatniej trójce Prokom prowadził w 19 min. 44:39.

Wydawać by się mogło, że kolejna połowa nie może być lepsza. Kto tak myślał, ogromnie się pomylił. Chociaż w 24 min. po trójca Jerela Blassingame'a goście prowadzili 55:42 i wydawało się, że pewnie zmierzają po dziewiąty z rzędu tytuł mistrza Polski. Do walki zerwał się jednak Dyelwicz. Trafił pierwszy raz za trzy, drugi oraz trzeci i było zaledwie 55:59. Perfekcyjnie grał przy tym Koszarek, który kontynuował rozdawanie pięknych asyst. Emocje sięgnęły zenitu i odbiły się na postawie koszykarzy, którym zaczęły puszczać nerwy. Techniczny faul złapał Blassingame, po umyślnym dostali Filip Dylewicz i Przemysław Frasukiewicz. Na początku czwartej kwarty amerykański rozgrywający Prokomu złapał czwarty faul, więc Adamek posadził go asekuracyjnie na ławce rezerwowych. I gra Prokomu siadła. Dalej szalał natomiast Dyelwicz. Jego dwie trójki pod rząd plus celny zza linii 6,75 m Koszarka i gospodarze prowadzili 76:69. Gdynianie pierwszy rzut z gry trafili w czwartej kwarcie dopiero w 6 min. Punkty zdobył oczywiście Blassingame, który wrócił ratować sytuację. I niemal się mu udało. Na 4,7 sekundy przed końcem wykorzystał trzy rzuty wolne i było 82:81 dla Trefla. Z drugiej strony dwa osobiste dołożył Mallett. Prokom miał 3,5 sekundy. Adamek poprosił o czas, rozrysował akcję, ale Frasunkiewicz przy wprowadzaniu piłki z autu podał w ręce Łukasza Wiśniewskiego.

Siódmy mecz serii finałowej odbędzie się w środę w Gdyni (godz. 18.30). Zwycięzca zostanie mistrzem Polski.

Trefl Sopot - Asseco Prokom Gdynia 84:81. Kwarty: 21:20, 20:26, 23:21, 20:14. Trefl: Dylewicz 28 (6), Koszarek 11 (2), Turek 10 (1), Stefański 4, Waczyński 2 oraz Mallett 13 (1), Wiśniewski 8 (2), Kuzminskas 5, Cummings 0. Asseco Prokom: Blassingame 27 (3), Zamojski 13 (3), Motiejunas 10, Szczotka 8, Łapeta 2 oraz Hrycaniuk 10, Dimitirew 7 (1), Day 3 (1), Frasunkiewicz 1, Ponitka 0, Kuebler 0. Stan rywalizacji: 3:3.