Sport.pl

Czy w Treflu Sopot zatęsknią za Karlisem Muiznieksem?

Wywalczenie wicemistrzostwa Polski nie uratowało posady trenera Karlisa Muiznieksa. Dlaczego Łotysz po najlepszym roku pracy w Treflu Sopot nie został w nim na kolejny sezon - Na pewno nie chodzi tu o konflikt. Obie strony były zadowolone ze współpracy. A decyzje które zapadły, to sprawa trenera Muiznieksa i nie chce ich komentować - mówi prezes Trefla Kazimierz Wierzbicki.
Łotysz objął drużynę przed sezonem 2009/2010. Był on w trudnej sytuacji, gdyż zespół kompletowano na szybko. Wszystko dlatego, ponieważ w Sopocie nie wyobrażali sobie życia bez wielkiej koszykówki. A ta uciekła im wtedy do Gdyni. Muiznieks przychodził do Polski jako człowiek posiadający patent na zdobywanie tytułów mistrzowskich w lidze łotewskiej. W pierwszym sezonie miał walczyć o play-off, a niespodziewanie zajął wysokie 4. miejsce. W drugim roku pracy celem drużyny było ponowne wejście do czwórki. Drużyna Muiznieksa powtórzyła wyczyn z 2010 roku, ale tym razem nie odebrano tego jako sukces. Trefl miał bowiem na wyciągnięcie ręki grę w finale play-off, a następnie w słabym stylu przegrał walkę o brązowy medal. Prezes Trefla dotrzymał jednak słowa i pozwolił trenerowi kontynuować pracę w kolejnym sezonie. W nim Trefl do połowy sezonu był najbardziej dominującą drużyną w lidze. Aż do momentu powrotu do Tauron Basket Ligi Asseco Prokom Gdynia. Oba zespoły spotkały się w finale (wcześniej sopocianie wywalczyli Puchar Polski). W nim Trefl przełamał wreszcie serie meczów z gdynianami bez zwycięstwa, od trzeciego spotkania walczył z mistrzami Polski jak równy z równym, doprowadził do siódmego, decydującego starcia i gdyby to on wywalczył tytuł, nikt nie powiedziałby, że niesłusznie. Muiznieks zdobył swój pierwszy medal w TBL i zagwarantował Treflowi start w tak upragnionych europejskich pucharach (sopocianie wystąpią w EuroCup).

- Ustaliliśmy z trenerem, że po trzech latach pracy damy sobie czas na przemyślenia co do kolejnej umowy i szybko nie podejmiemy decyzji. Daliśmy sobie czas. Dzisiaj myślę, że tak wybitny trener jak Muiznieksa może mieć bardziej ambitne plany, trudno mi powiedzieć. A my mamy już nowego szkoleniowca - dodaje Wierzbicki.

Łotysz prowadził żółto-czarnych w 121 meczach ligowych. Jego bilans to 75 zwycięstw i 46 porażek. Nie jest on imponujący, ale pozwolił "nowemu" Treflowi zadomowić się w górnych rejonach tabeli.

Muiznieks nie był oczywiście trenerem bez wad. Stawiał na sprawdzonych zawodników, rzadko dawał szanse młodym koszykarzom. A to przy polityce klubu, która mówi o wprowadzaniu do drużyny wychowanków, nie wyglądało najlepiej. Muiznikes świetnie pasował do Trefla pod jednym względem - lubił grać wąskim składem. Zawsze kiedy zespół napotykały problemy z kontuzjami, jemu zupełnie to nie przeszkadzało i wygrywał kolejne mecze. Dobrze wpasował się więc w budżet klubu, który nie pozwalał na szaleństwa transferowe. Jednak ci, którzy u Muiznieksa byli tym siódmym, ósmym czy dziewiątym zawodnikiem w składzie wiedzieli, że więcej minut gry może przynieść im tylko cud lub kontuzja kolegi.

Łotysz potrafił również dobrze zdiagnozować słabe strony przeciwnika i odpowiednio ustawić swój zespół. Ale gdy przychodził słabszy moment już w trakcie spotkania jego reakcje często bywały nietrafione. I tak np. brania czasów na żądanie w momencie kiedy zespół potrzebuje tego najbardziej, nauczył się dopiero w minionych play-off.

W grze Trefla z roku na rok widać było jednak progres. I dlatego można mieć wątpliwości, czy słusznie rozstano się z Muiznieksem Może byłoby ich mniej, gdyby na jego miejsce przyszedł trener doświadczony. A zamiast tego drużyna będzie królikiem doświadczalnym Żana Tabaka. Chorwat zadeklarował, że potrzebuje czasu na wdrożenie własnej myśli trenerskiej, którą do tej pory testował tylko raz - w minionym sezonie w II lidze hiszpańskiej. Czy po zdobyciu wicemistrzostwa Polski i w przeddzień gry w europejskich pucharach, taki krok nie jest zbyt ryzykowny?

- Obawy zawsze istnieją, to jest nieodłączny element sportu. Zrobiliśmy głęboka analizę osobowości trenera, poznaliśmy go jaki osoby, które z nim współpracowały. Dzięki temu wiemy, że jego stosunek do pracy jest bardzo pozytywny, a taki stan utrzymuje się od wielu lat - uważa Wierzbicki.

Trefl mocno ryzykuje oddając klub w ręce żółtodzioba. Można sądzić, że już na początku sezonu ktoś w klubie jeszcze zapłacze za Muiznieksem.

Czy Trefl jeszcze zapłacze za Muiznieksem? Podyskutuj na Facebooku Trojmiasto.Sport.pl! +1? »


Więcej o: