Koszykarz Trefla Sopot Filip Dylewicz: Bardziej zaangażowani niż w zeszłym sezonie

- Na pewno będziemy bardziej agresywni, bardziej zaangażowani niż w zeszłym sezonie. Przede wszystkim będziemy znali zasady, nie będą one zmieniane z treningu na trening. Cały czas są twarde reguły, które musimy realizować - mówi w rozmowie z portalem SportoweFakty.pl skrzydłowy Trefla Sopot Filip Dylewicz.
Dylewicz, to jeden z dwóch podstawowych koszykarzy Trefla (nie licząc Marcina Stefańskiego, który co prawda trenuje z klubem, ale ten nie potwierdził jeszcze, czy podpisze z nim kontrakt), którzy zostali w klubie po poprzednim sezonie. Miał on więc okazję pracować z poprzednim szkoleniowcem żółto-czarnych Karlisem Muiznieksem.

- W zeszłym roku byliśmy zespołem ofensywnym, a w tym roku ta tendencja ma się zmienić. W tym kierunku jesteśmy kształtowani. Nawet Filip Dylewicz być może będzie grał ciekawą obronę w nadchodzącym sezonie (śmiech). Na pewno będziemy bardziej agresywni, bardziej zaangażowani niż w zeszłym sezonie. Przede wszystkim będziemy znali zasady, nie będą one zmieniane z treningu na trening. Cały czas są twarde reguły, które musimy realizować - tłumaczy dla Sportowych Faktów Dylewicz.

Silny skrzydłowy trzeci rok z rzędu będzie liderem sopockiej drużyny. Ta w minionym sezonie wywalczyła wicemistrzostwo Polski, dzięki czemu zakwalifikowała się do fazy grupowej EuroCup. Pomimo tego w klubie zdecydowano się na spore zmiany. Poza większością zawodników, klub opuścił również trener. W to miejsce wskoczył były koszykarz NBA Żan Tabak.

- Powiem szczerze, że bardzo żałuję, że nie miałem możliwości poznania trenera Tabaka szybciej. Na tę chwilę uważam, że jest to bardzo dobry szkoleniowiec, który ma znakomite pomysły. Ma świetny kontakt z drużyną. Wydaję mi się, że jeśli będziemy realizować jego założenia to zespół Trefla Sopot może być zupełnie inną drużyną niż dotychczas, którą znaliśmy. Na dzień dzisiejszy mogę powiedzieć, że było to znakomite posunięcie ze strony klubu - uważa Dylewicz. - On doskonale wie, kiedy zespół jest zmęczony. Nie ma takiej reguły, że trening musi trwać dwie godziny, bo tak mamy halę, ale trening kończy się w momencie, kiedy zrealizujemy wszystkie założenia trenera - dodaje.

Cały wywiad z Dylewiczem znajdziesz na www.sportowefakty.pl

Więcej o: