Sport.pl

Dlaczego Trefl Sopot gra fatalnie zwłaszcza w drugiej kwarcie?

Trener Trefla Sopot Żan Tabak stwierdził po sobotnim meczu z AZS Koszalin, że słaba druga kwarta była przyczyną pierwszej w sezonie porażki wicemistrzowie Polski. Kiedy jednak przeanalizujemy wszystkie spotkania wychodzi, że sopocianie, w każdym ze spotkań, spore problemy mieli właśnie w tej części gry.
- Przegraliśmy praktycznie przez drugą kwartę. Nie graliśmy w niej koszykówki, którą prezentowaliśmy na początku meczu. Nie graliśmy tego co trenowaliśmy. na boisku robiliśmy to, co chciał zespół z Koszalina. Końcówka spotkania? To było jak hazard. Raz jedna drużyna prowadziła, raz druga, ciężko obstawiać, kto wygra. Dlatego nie jestem zawiedziony końcówką meczu, ale właśnie drugą kwartą - przyznał chorwacki trener Trefla.

Po pierwszej kwarcie starcia z AZS sopocianie prowadzili 32:18. W drugiej odsłonie więcej niż raz do kosza z koszykarzy Trefla trafiali Maurice Acker i Adam Waczyński (po dwa razy), a koszalinianie już przed zmianą stron zdążyli objąć prowadzenie. Drugą kwartę wygrali 31:16. Jak się jednak okazuje Trefl miewa notoryczne, czasem mniejsze, czasem większe, problemy w drugich kwartach.

Zaczęło się od meczu o Superpuchar Polski z Asseco Prokom Gdynia. Poziom tego spotkania ogólnie nie stał na wysokim poziomie, ale druga kwarta była wyjątkowo nudna. Obie drużyny zaprezentowały wówczas szczególnie męczącą koszykówkę.

Najlepszą druga kwartę w wykonaniu drużyny Tabaka zobaczyliśmy w starciu z Polpharmą Starogard Gdański. Mecz, który odbył się podczas kolejki inaugurującej rozgrywki ligowe, padł łupem sopocian. Drugą kwartę żółto-czarni wygrali 25:13, ale głównie dzięki trenerowi rywala Wojciechowi Kamińskiemu, który na początku tej części gry posadził na ławce swojego najlepszego zawodnika Bena McCauley'a. Kiedy Amerykanin powrócił na parkiet, to Polpharma wyglądała lepiej od rywala. Szanse na sprawienie sensacji wyczuli również koszykarze Startu Gdynia, którzy zawitali do Ergo Areny w 2. kolejce. Przyciśnięci przez Michała Jankowskiego i Roberta Rothbarta gospodarze zaliczyli wtedy najsłabszy fragment meczu. Jak przyznał wówczas Tabak, jego zespół miał problemy z obroną zagrań pick&roll i grą jeden na jeden.

Tak jak nad poprzednim trener Trefla Karlis Muiznieks wisiało fatum przegranych jednym punktem meczów, tak teraz bolączką Tabaka jest druga kwarta. Zespół wychodzi świetnie zmotywowany w pierwszej kwarcie, natomiast w kolejnej wygląda tak, jakby z koszykarzy zeszło powietrze. Do tego w drugich kwartach na boisku przebywają w większości rezerwowi, a ci w Treflu nie należą do opcji ultra ofensywnej. Specjalnością Marcina Stefańskiego czy Kurta Looby'ego jest obrona. Do ataku niewiele wnosi również Mateusz Jarmakowicz. Niestety tym samym sopocianie zamykają sobie opcje w ataku, co odbija się na wyniku kwarty. Trener Tabak po części unika tego przestoju w ataku wprowadzając z ławki Przemysława Zamojskiego (w dwóch pierwszych meczach był graczem pierwszej piątki). A to dlatego, że gdyby zamiast niego dołożyć do zestawu Stefańki-Looby jeszcze Piotra Dąbrowskiego wówczas bardziej defensywnego składu piątki nie znaleźlibyśmy w żadnej z drużyn Tauron Basket Ligi. Niestety kiedy obok Zamojskiego na rozegraniu jest Acker, strzeleckie predyspozycje Polaka są słabo wykorzystywane.

Na feralną drugą kwartę Tabak musi szybko znaleźć jakieś lekarstwo, ponieważ w kolejnych meczach łatwiej niż w minioną sobotę nie będzie. Poligon doświadczalny może jeszcze stanowić najbliższy mecz w Ergo Arenie z Kotwicą Kołobrzeg. W kolejnych spotkaniach sopocianie zmierzą się jednak z niepokonanymi obecnie Stelmetem Zielona Góra (wyjazd) i PGE Turowem Zgorzelec (dom).

Więcej o: