TBL. Kolejna porażka żółto-czarnych. Anwil Włocławek - Trefl Sopot 82:69

Drugą porażkę z rzędu w Tauron Basket Lidze ponieśli koszykarze Trefla Sopot. Będąc znacznie gorszą drużyną, żółto-czarni ulegli Anwilowi Włocławek 69:82
Do Włocławka Trefl pojechał z Mariuszem Niedbalskim jako pierwszym trenerem. Nowego, po odejściu Żana Tabaka, nie udało się jeszcze znaleźć, a jego były asystent kontynuuje myśl szkoleniową Chorwata. Zaczęto się już nawet zastanawiać, czy Niedbalski nie jest dobrym kandydatem na to, aby przejąć na stałe rolę pierwszego trenera. Po dwóch porażkach (w tygodniu w Eurocup) jego notowania jednak nieco spadły.

Przed meczem wydawało się, że sopocianie, którzy nie za dobrze czują się w grze podkoszowej, będą mieli ułatwione zadanie. W składzie rywali zabrakło bowiem jednego z centrów, kontuzjowanego Seida Hajricia. Do tego od początku meczu Frank Turner bardzo dobrze wywiązywał się z krycia lidera Anwilu Krzysztofa Szubargi. Nacisk, który przez całą pierwsza połowę obrona Trefla wywierała na całym boisku, przez pierwszą kwartę przynosił oczekiwany efekt. Szubarga nie mógł rozwinąć skrzydeł, ale wielkim zaskoczeniem była postawa Michała Sokołowskiego. 20-letni koszykarz, który w tym sezonie grał dotychczas niezbyt często, trafił po dwa rzuty za dwa i osobiste oraz jeden za trzy punkty w samej tylko pierwszej kwarcie.

Odpowiedzią na jego postawę była gra Przemysława Zamojskiego. Koszykarz Trefla od początku sezonu był niemal przyspawany do linii 6,75 m. We Włocławku (gdzie omal przed sezonem nie podpisał kontraktu) zobaczyliśmy Zamojskiego, którego znaliśmy z poprzednich rozgrywek. Dużo biegał, rzucał, wchodził pod kosz. Był wszędzie. Ale rywale pomimo braku Hajricia zdominowali strefę podkoszową. W pierwszej połowie wygrali zbiórkę 21:16 (w całym meczu 40:33). W drugiej kwarcie Trefl nie miał nic do powiedzenia wobec skuteczności Arvydasa Eitutaviciusa. Litewski rozgrywający trafił w tej części gry wszystkie pięć rzutów za trzy punkty. Po tej ostatniej, w 18. minucie goście przegrywali 34:46. Tragicznie tego dnia prezentował się Filip Dylewicz (2/11 z gry!), a sytuację próbował jednak ratować Turner. Po zmianie stron tak świetnie grał kozłem, że obrona rywali wręcz rozstępowała się przed nim. A Amerykanin wchodził pod kosz i albo rzucał sam, albo podawał. Na początku czwartej kwarty Trefl przegrywał już tylko 59:63.

Później dominowała jednak tylko zespołowa gra, którą w tym meczu prezentował wyłącznie Anwil. Trefl nie miał dobrego pomysłu na ofensywę, a trójki, które wcześniej były jego główną bronią, nie wpadały (3/19). Nie potrafił grać szybko, brakowało finezji. Poza Turnerem goście ogólnie wyglądali ociężale. A przewaga włocławian spokojnie się zwiększała. Gospodarze grali na luzie i spokojnie dowieźli prowadzenie do końca.

Anwil Włocławek - Trefl Sopot 82:69. Kwarty: 20:16, 28:22, 15:19, 19:12. Anwil: Szubarga 11 (2), Weeden 10 (1), Sokołowski 9 (1), Boykin 9, Wright 4 oraz Eitutavicius 20 (6), Ginyard 16 (1), Frasunkiewicz 2, Bartosz 1, Seweryn 0. Trefl: Turner 19, Zamojski 15 (1), Waczyński 11 (1), Looby 8, Dylewicz 5 oraz Spralja 6 (1), Stefański 5, Harrington 0, Dąbrowski 0, Jarmakowicz 0, Michalak 0.