Trefl Sopot zamknął 2012 rok zwycięstwem nad AZS Koszalin 80:57 [DUŻO ZDJĘĆ]

Koszykarze Trefla Sopot w obecnym sezonie wciąż pozostają niepokonani w Ergo Arenie. W ostatnim meczu w 2012 roku wygrali z AZS Koszalin 80:57.
Trefl walczył w sobotę po pierwsze o to, aby nie zostać dościgniętym w ligowej tabeli przez AZS (stałoby się tak w razie porażki sopocian). Po drugie, aby w obecnym sezonie Tauron Basket Ligi dalej być bez porażki w Ergo Arenie. Wcześniejsze pięć domowych meczów żółto-czarnych kończyło się ich triumfami.

Koszalinianie to jedna z rewelacji obecnego sezonu, która jednak znacznie gorzej spisuje się na wyjazdach niż przed własną publicznością. Goście zaczęli od skutecznej gry pod kosz. Tam kolejne punkty zdobywali Paweł Leończyk oraz Darrell Harris. Im dalej w mecz, tym Trefl potrafił coraz lepiej neutralizować skuteczne zagrania gości. Do tego odpowiednio uaktywnił się Filip Dylewicz, a po jego zagraniu 2+1 gospodarze kończyli pierwszą kwartę, prowadząc 20:14. AZS, jakby pogubiony w swoich poczynaniach, zaczął prezentować chaotyczną koszykówkę. Punkty zdobywane przez gości wydawały się przypadkowe. Pojawienie się na boisku walczaka Marcina Stefańskiego spowodowało, że sopocianie zaczęli w stu procentach kontrolować przebieg gry. Po punktach skrzydłowego Trefla w 16 min było 32:21 dla gospodarzy. Sopocianom brakowało jednak instynktu kilera, a rywal był już do dobicia w drugiej kwarcie. Takim kimś chciał zostać tuż przed przerwą Frank Turner, który równo z końcową syreną trafił za trzy. Sędziowie uznali, że oddał on rzut już po czasie, a Trefl schodził na przerwę jedynie z 7-punktowym prowadzeniem (38:31).

Właśnie rzuty zza linii 6,75 m były największą bolączką gospodarzy. W trzeciej kwarcie, podobnie jak w drugiej, nie trafili oni ani jednej trójki i po 30 min gry mieli w tym elemencie skuteczność 2/20. Koszykarze Trefla stwarzali sobie czyste pozycje do rzutu, ale piłka nie chciała wpadać do kosza po rzutach zza linii 6,75 m. Podobna sytuacja dopadła gości i gdyby nie cztery trójki Michaela Kueblera, to mieliby jeszcze gorszą skuteczność po trzech kwartach niż Trefl. Zresztą Kuebler to jedyny zawodnik AZS, który wyglądał na przełomie połów na głodnego walki. Pomiędzy 10 a 30 min zdobył 16 pkt (trafił wówczas te cztery trójki).

Trefl potrafił jednak wypracować czyste pozycje nie tylko za linią 6,75 m, lecz także pod koszem. Tam w trzeciej kwarcie trzy razy z rzędu znajdywał się najniższy na boisku Turner (176 cm) i po jego 6 pkt z rzędu w 27. min gospodarze prowadzili 50:39. Co ciekawe, także tę kwartę sopocianie zakończyli celnym rzutem, ale tym razem w czasie i spod kosza (Dylewicz na 57:44). Ta akcja okazała się wreszcie początkiem nokautu. Na czwartą kwartę koszalinianie wyszli ogłuszeni, a Trefl dobijał ich cios po ciosie. Wreszcie zaczęły także wpadać trójki. Złą serię przełamał Dylewicz, następnie dwa razy pod rząd trafił Lorinza Harrington. W 34. min Trefl prowadził 72:51, a rozpędzeni gospodarze nie dali już sobie zaciągnąć hamulca ręcznego.

Trefl Sopot - AZS Koszalin 80:57

Kwarty: 20:14, 18:17, 19:13, 23:13.

Trefl: Turner 18 (1), Dylewicz 17 (2), Waczyński 8, Looby 4, Dąbrowski 0 oraz Harrington 12 (2), Spralja 11, Stefański 6, Michalak 4, Brembly 0.

AZS: Leończyk 11 (1), Wiśniewski 11, Harris 11, Mielczarek 2, Skibniewski 0 oraz Kuebler 16 (4), Robinson 6, Milicić 0.

Więcej o: