Sport.pl

Przemysław Zamojski miał być gwiazdą kadry. Teraz siedzi obok ławki

Przemysław Zamojski mógł zrobić karierę, ale większe od talentu okazały się problemy z kolanami. A teraz, choć zdrowy, nie gra, bo jako zawodnik Trefla podpisał kontrakt z Prokomem i został zawieszony.
W sobotę Trefl Sopot pokonał w Tauron Basket Lidze 80:57 AZS Koszalin, a Asseco Prokom Gdynia zwyciężył 85:61 Kotwicę Kołobrzeg. Oba trójmiejskie zespoły z bilansami 10-4 są w czołówce tabeli Tauron Basket Ligi. Ale Zamojskiego nie ma ani w jednym, ani w drugim.

Wydawało się, że wszystko, co najgorsze w karierze 26-letniego zawodnika, zostało za nim. Zamojski od ponad sześciu lat chwalony był za talent - do rzucania, do bronienia, do skakania i biegania. Grał efektownie i skutecznie, kiedy mógł. Na swoje nieszczęście - rzadko.

W koszykówkę zaczynał grać w Elblągu, przez chwilę występował w akademickiej NCAA w USA, a od 2006 roku reprezentował mistrzowski Prokom Trefl (potem Asseco Prokom Gdynia). Ostatnie trzy lata, gdy po Zamojskim spodziewano się kolejnego kroku w rozwoju kariery, który dałby mu miejsce w pierwszej piątce nie tylko mistrzów, ale też reprezentacji Polski, były jednak koszmarem. Dwukrotne zerwanie więzadeł w kolanie sprawiło, że w sezonach 2009-10 i 2010-11 Zamojski rozegrał w lidze jedynie 17 meczów. W poprzednich rozgrywkach uszkodził nadgarstek - przerwa w grze trwała kilka tygodni.

Ale w lecie Zamojski był istotną postacią w kadrze i wywalczył z reprezentacją awans na przyszłoroczne mistrzostwa Europy. Zmienił klub - z Gdyni przeniósł się do Sopotu, miał być ważną postacią Trefla. W 13 meczach rzucał średnio po 13,5 pkt przy niemal 50-proc. skuteczności z dystansu. Trenerzy - Żan Tabak, a potem Mariusz Niedbalski - na niego stawiali, a "Zamoj" nie zawodził.

Zawodnik nie ze wszystkiego był jednak zadowolony. W grudniu w środowisku koszykarskim zrobiło się głośno o zaległościach finansowych Trefla wobec koszykarzy. Lider sopocian Filip Dylewicz odchodził do Stelmetu Zielona Góra, ale szefowie Trefla w ostatniej chwili przekazali mu zaległe pieniądze. Zamojskiego kusił z kolei Prokom, a zawodnik - mówiąc, że sytuacja rodzinna nie pozwala mu czekać na zaległe pieniądze - 18 grudnia jednostronnie rozwiązał umowę z Treflem.

Klub z Sopotu przyznał, że opóźnienia w płatnościach miały miejsce, ale dodał, że zawarł z koszykarzem ugodę, z której wywiązał się w terminie, czyli właśnie do 18 grudnia. Dwa dni później Zamojski podpisał umowę z Prokomem, ale Trefl nie wydał mu listu czystości, który uprawnia do gry. Twierdzi bowiem, że nadal ma ważny kontrakt. I zawiesił zawodnika. Teraz wszyscy czekają na ruch koszykarza, ale Zamojski nie chce się wypowiadać - sprawa prawdopodobnie zakończy się w sądzie arbitrażowym FIBA (Międzynarodowa Federacja Koszykówki), a tam obie strony na decyzję poczekają kilka tygodni, o ile nie miesięcy.

Jedno jest pewne - sportowo w klubie z Sopotu Zamojski jest już skończony. Jeżeli więc zostanie uznana racja Trefla, wówczas straci on kolejny sezon i zapewne zostanie także ukarany finansowo.

Zamojski znajduje się w składzie Prokomu na stronie internetowej klubu, ale mecze mistrzów Polski obserwuje, siedząc obok ich ławki.

Więcej o: