Lider Trefla Sopot Filip Dylewicz na specjalnych warunkach. "Kiedyś penetrowałem znacznie więcej"

Jak przystało na lidera drużyny, Filip Dylewicz jest w obecnym sezonie praktycznie niezawodny. 32-letniemu koszykarzowi Trefla Sopot w utrzymaniu dobrej formy pomogła zmiana stylu gry.
Na boisku spędza średnio trzy kwarty w każdym z meczów Tauron Basket Ligi. W tym czasie zdobywa 14,6 pkt oraz 6,6 zbiórki. W obu tych kategoriach Dylewicz lideruje swojej drużynie. To pokazuje, że jest on niepodważalną gwiazdą Trefla. Zresztą jest on tak też traktowany.

- Trener Niedbalski troszeczkę delikatniej traktuje moją osobę, nawet kiedy zawalę w kilku sytuacjach, to on tego nie musi mówić, żeby mi to uświadomić, bo ja doskonale sobie zdaję sprawę z tego. Są młodzi zawodnicy, którzy powinni mieć "bata" nad sobą, żeby uczyć się jak najwięcej. Ja mam 32 lata i już się raczej niczego nie nauczę - mówi dla sportowefakty.pl silny skrzydłowy Trefla.

W utrzymaniu dobrej formy pozwoliła mu m.in. zmiana stylu gry. Już od poprzednich rozgrywek Dylewicza często oglądamy na obwodzie. W sezonie 2011/2012 oddał on w TBL 212 rzuty za trzy punkty, z czego trafił 81 razy (obie liczby stanowią jego rekord kariery). W obecnych rozgrywkach zza linii 6,75 m liderowi Trefla wpadły 24 rzuty (z 83 oddanych).

- Przez te wszystkie lata bardziej operowałem pod koszem, penetrowałem znacznie więcej, niż grałem na obwodzie. Może ta zmiana spowodowana jest tym, że trenerzy zauważyli, że potrafię rzucać z dystansu. Jednakże z rzutami dystansowymi jest różnie, raz wpada wszystko, a raz kompletnie nic. Osobiście, podoba mi się to, że gram więcej na obwodzie, bo w mojej grze jest większa różnorodność. Wcześniej byłem stricte graczem podkoszowym. Wszyscy wiedzieli, że mogą mnie odpuszczać na obwodzie, teraz tak nie jest i gra mi się zdecydowanie łatwiej - dodaje Dylewicz.

W tym sezonie przyszło mu pracować z trenerem, który jest od niego tylko trzy lata starszy.

- Nawet nie wiedziałem tego, że trener Niedbalski jest trzy lata starszy ode mnie i absolutnie przez te kryteria nie patrzę. Jest wzajemny szacunek, bardzo dobrze nam się współpracuje. Relacje są stricte profesjonalne i obustronny szacunek jest najistotniejszy dla funkcjonowania w tym zespole. Trener Niedbalski jest moim szefem i nie wypadałoby, żebym do swojego szefa mówił po imieniu - dodaje.

Cały wywiad z Dylewiczem znajdziesz na www.sportowefakty.pl

Więcej o: