Trefl Sopot przegrał z PGE Turowem Zgorzelec 75:77

Ostatnia akcja meczu, w której za trzy punkty trafił skrzydłowy PGE Turowa Zgorzelec Piotr Stelmach, zadecydowała o porażce Trefla Sopot 75:77.
Niemal przez całe spotkanie to żółto-czarni byli bliżsi zwycięstwa w Zgorzelcu. Sopocianie, którzy w poprzedniej kolejce ulegli po najbardziej ofensywnym meczu sezonu Stelmetowi Zielona Góra (106:108), bardzo chcieli powrócić na pozycję lidera TBL. A to Turów po ich poprzedniej porażce został samodzielnie pierwszym zespołem ligi. Sopocianie świetnie rozpoczęli mecz zwłaszcza za linią 6,75 m. W połowie pierwszej kwarty prowadzili już 19:4. Przewagę utrzymywali przez kolejne pół godziny starcia. Świetnie grał Sime Spralja, który w całym spotkaniu trafił sześć z dziewięciu prób za trzy punkty. W połowie czwartej kwarty po punktach Djordje Micicia sopocianie byli już za rywalem (68:67). Kolejny celny rzut, tym razem za trzy, dołożył Michał Chyliński i gospodarze zaczęli odjeżdżać. Trener Mariusz Niedbalski podniósł jednak z ławki rezerwowych Spralję, który odpowiedział tym samym.

Ostatnie półtorej minuty znacznie lepiej zaczął Trefl. Za dwa trafił Filip Dylewicz, wolnego dołożył Frank Turner i było 74:73 dla Turowa. 12 sekund przed końcem Amerykanin ponownie stanął na linii rzutów wolnych i tym razem trafił dwukrotnie (74:75). Ostatnia akcja meczu należała jednak do gospodarzy, którzy zaufali Stelmachowi, a ten ich nie zawiódł.

PGE Turów Zgorzelec - Trefl Sopot 77:75

Kwarty: 16:20, 24:28, 19:17, 18:10.

PGE Turów: Cel 21 (3), Chyliński 16 (2), Micić 12 (2), Opacak 9 (1), Zigeranović 2 oraz Stelmach 6 (2), Jackson 6, Kulig 5, Wichniarz 0, Leszczyński 0.

Trefl: Dylewicz 15 (3), Turner 13, Waczyński 8 (1), Looby 6, Dąbrowski 0 oraz Spralja 20 (6), Harrington 10 (2), Stefański 2, Michalak 1.