Sport.pl

Andrej Urlep jak za dawnych lat. Trefl Sopot bez szans w starciu z Energą Czarni Słupsk

Andrej Urlep wrócił w wielkim stylu do Tauron Basket Ligi. Jego koszykarze, prezentując charakterystyczną dla zespołów Słoweńca twardą obronę, rozbili na wyjeździe wicemistrza Polski Trefl Sopot.
Czy nowy trener może odmienić drużynę w tydzień? Ta kwestia zawsze wywołuje wiele dyskusji, a odpowiedź zazwyczaj jest przecząca.

Zespół Czarnych postanowił nieco zaprzeczyć tej teorii. Jeżeli ktoś widział ich przed tygodniem w starciu z Asseco Prokom Gdynia (porażka 60:85), mógł się lekko zdziwić, kiedy słupszczanie w niedzielę dominowali nad Treflem. Po najgorszym meczu sezonu w ich wykonaniu zmieniono trenera. Po raz pierwszy słupszczan poprowadził w niedzielę Urlep. Legendarny trener w TBL zdobywał pięć mistrzostw i dwa wicemistrzostwa. I choć w ostatnich latach nie było już o nim tak głośno, to jego nazwisko zawsze wywołuje zainteresowanie wśród polskich fanów koszykówki.

Jak się okazuje, Urlep nie stracił dawnych przyzwyczajeń. Uśmiech na twarzy i oklaski wciąż wywołuje u niego ostra walka. I nieważne, czy przynosi ona punkty. Najważniejsze, że zawodnicy pokazują, iż zależy im na zwycięstwie. Kryterium to niemal w stu procentach spełniali w niedzielę koszykarze Czarnych. Spowodowało to najgorszą w sezonie TBL połowę (pierwsza) w wykonaniu Trefla w Ergo Arenie. Sopocianie, jakby mając w pamięci zeszłotygodniową niemoc Czarnych, liczyli chyba na niedzielny spacerek. Rywale pokarali ich za to dominacją w polu trzech sekund. Nadaktywny, jak na swoje możliwości, w ataku był środkowy Trefla Kurt Looby. W defensywie jednak rzadko przeszkadzał rywalom. A ci, dzięki walczącym bardzo siłowo Yemimu Gadri-Nicholsonowi i Robertowi Tomaszkowi, panowali nad najbliższą kosza częścią boiska.

Trefl trzymał się w grze, gdy w pierwszej kwarcie za trzy trafiał Filip Dylewicz (dwukrotnie). Najgroźniejsza broń wicemistrzów Polski - Dylewicz i rzuty za trzy punkty - przestała jednak wkrótce funkcjonować. Oded Brandwein niemiłosiernie ogrywał Franka Turnera, niewiele zmieniał Lorinza Harrington. A czarni odjeżdżali. W 14. min, po 5 punktach z rzędu Levi Knutsona prowadzili 26:15. 12 minut później było już 46:30. Kiedy w czwartej kwarcie dołożyli jeszcze celne rzuty za trzy punkty, ich przewaga zaczęła przekraczać 20 pkt.

Drugi raz w sezonie kibice w Ergo Arenie oglądali tak bezradnego Trefla. Pierwszy raz zdarzyło się to w Eurocup, z jedną z najmocniejszych drużyn rozgrywek Galatasaray Stambuł. Z Czarnymi taka postawa była ogromnym zaskoczeniem. A kibice Czarnych mogli z pełną satysfakcją skandować po spotkaniu "Andrej Urlep".

Trefl Sopot - Energa Czarni Słupsk 63:83

Kwarty: 14:19, 10:16, 12:17, 27:31.

Trefl: Waczyński 15 (1), Dylewicz 13 (2), Turner 12, Looby 9, Dąbrowski 0 oraz Stefański 5, Harrington 4 (1), Michalak 3, Spralja 2, Brembly 0.

Enerag Czarni: Brandwein 15, Knutson 12 (2), Gadri-Nicholson 11, Dabkus 6, Kostrzewski 5 oraz Dutkiewicz 13 (3), Trice 8, Nowakowski 7 (1), Tomaszek 6, Osiński 0, Długosz 0.

Więcej o: