Sport.pl

Koszykarskie derby Trójmiasta, czyli śmiech przez łzy [OPINIA]

Z wielkim żalem i niemal ze łzami w oczach oglądało się sobotnie derby Trójmiasta Trefl Sopot - Asseco Prokom Gdynia, mając na względzie to, że mogą one być tymi finalnymi, w takiej formie. Przecież mecze te stały się najlepszą formą promocji Tauron Basket Ligi w ostatnich sezonach
Już dawno zapomnieliśmy o kolejnym biciu rekordu frekwencji podczas spotkania dyscypliny halowej w Polsce (padł on w kwietniu ub.r. podczas starcia Trefl - Asseco Prokom i wynosi 10152 widzów). Kiedy jednak w sobotę na trybunach Ergo Areny pojawiło się ponad 7,5 tys. kibiców, wiadomym było, że ten mecz wciąż jest jednym z koni pociągowych całej ligi.

Szkoda tylko, że nie odebrała tego tak Telewizja Polska, która woli pojawiać się w gdańsko-sopockiej hali, kiedy jest okazja pokazywania pustych trybun. Chociaż z drugiej strony, gdyby TVP jednak wybrała się w sobotę do Trójmiasta, to na trybunach mogłoby być mniej widzów. Ale nie ma co gdybać. Atmosfera była niesamowita. Doping, który niósł się po hali przez całe spotkanie, jeszcze bardziej ją podgrzewał, a kibice obu drużyn udowodnili, że nie trzeba odpalać petard, aby rozgrzać Ergo Arenę do czerwoności. Jeśli niektórzy kibice piłki nożnej uważali, że koszykówka jest sportem dla pikników, to po raz kolejny podczas derbów Trójmiasta mocno się zdziwili.

Niestety, radość z tego spotkania niemal co chwilę mąciła w mojej głowie sytuacja w gdyńskim klubie. Przez trzy lata byliśmy świadkami już 19 starć Trefla z Asseco Prokom. I każde miało swoją historię - przeżyliśmy wiele dramatycznych końcówek, dopiero w 12. meczu doczekaliśmy się pierwszego zwycięstwa Trefla, obejrzeliśmy siedmiomeczowy finał play-off, aż w końcu po tych spotkaniach Prokom świętował dziewiąte z rzędu mistrzostwo Polski, a na początku obecnych rozgrywek Trefl wygrał Superpuchar.

Trener mistrzów Polski Andrzej Adamek tak przed sobotnimi derbami, jak i po nich wyglądał na człowieka załamanego całą sytuacją. Tym większe brawa dla niego i drużyny za podjęcie walki. Także dzięki temu ostatnie starcie było wyjątkowe. Przecież gdyńscy koszykarze mogli zaprotestować przeciwko działaniom podejmowanym przez władze klubu. Uszanowali jednak kibiców i zostawali na parkiecie wiele. Choć 100 proc. możliwości nie można było od nich wymagać. Skupić się jedynie na koszykówce na pewno nie mogli.

Także Trefl pokazał, że pomimo wąskiego składu wciąż można mieć nowy pomysł na grę. Obsadzenie Adam Waczyński w głównej roli sobotniego spotkania nikogo nie zdziwiło. Ale już Kurt Looby, będąc jedną z głównych opcji ataku Trefla, na pewno szokował. Trener Mariusz Niedbalski najpierw skakał z radości, następnie niemal zemdlał, aby w końcu ponownie unieść ręce w geście triumfu. Smaczków z minionych derbów było jeszcze więcej, a atmosfery święta, poza problemami gdynian, nie zmącił nawet akustyk, który dbał o nagłośnienie podczas występu hip-hopowego w przerwie starcia.

Mecze Trefla z Asseco Prokom w ciągu trzech lat stworzyły kawałek fajnej, emocjonującej historii TBL. Dlatego tym trudniej pisać o sobotnich derbach Trójmiasta jako tych ostatnich, do których pasuje określenie wielkie. Niestety, jednak wszystko na to wskazuje.

A ja Ty wspominasz derby koszykarskie Trójmiasta? Podyskutuj na Facebooku Trojmiasto.Sport.pl! »


Więcej o: