Sport.pl

Nie tylko Trefl Sopot i Asseco Prokom Gdynia. Cała liga wreszcie polska

Jeszcze kilka sezonów temu władze Polskiej Ligi Koszykówki zastanawiały się, jakie zmiany wprowadzić, aby po parkietach biegało jak najwięcej rodzimych graczy. Dzisiaj tego problemu nie ma, a jedni z najlepszych, jak Asseco Prokom Gdynia czy Trefl Sopot, opierają składy właśnie na Polakach. Dlaczego tak się dzieje?
Obecny sezon Tauron Basket Ligi jest jednym z najmniej przewidywalnych w ostatnich latach. Kiedy tylko ktoś wydaje się wybijać ponad rywali, natychmiast zostaje sprowadzony do szeregu.

Poza liderem Stelmetu Zielona Góra Walterem Hodgem brakuje zagranicznych gwiazd. Oczywiście jest to mocno powiązane z kryzysem gospodarczym. Polskich klubów po prostu nie stać na wartościowych obcokrajowców. Najlepsi inwestują więc w Polaków, którzy znowu nie mają czego szukać poza TBL. Owszem, mogą wyjechać, ale na obczyźnie nikt nie zagwarantuje im tylu minut gry, co w rodzimej lidze. Tutaj zresztą, co dla nich korzystne, w sporej liczbie są przepłacani. Kluby natomiast muszą wypełniać przepisy, z których jeden nakazuje przebywania na boisku przez całe spotkanie co najmniej dwóch Polaków. Na szczęście takie obostrzenia wyszły co niektórym na dobre. Polacy zdominowali w tym sezonie ligowe rozgrywki w naszym kraju, co nie zdarzało się od bardzo dawna.

Już czwarty sezon, czyli od momentu rozłamu w trójmiejskiej koszykówce na Asseco Prokom i Trefl, prezes tego drugiego klubu Kazimierz Wierzbicki powtarza, że chce tworzyć polski zespół. I jak na razie to się mu udaje. Obcokrajowcy pozostają w cieniu Filipa Dylewicza czy Adama Waczyńskiego. Dorównuje im jedynie rozgrywający Frank Turner. Od reszty zagranicznych koszykarzy Trefla Polacy niewiele mogą się nauczyć. Dylewicz jest zresztą liderem punktowym (15,1) i w zbiórkach (6,7) zespołu wicemistrza Polski. Na równi z nim był na początku sezonu w Treflu także Przemysław Zamojski, ale w trakcie rozgrywek przeniósł się on do Asseco Prokomu. Jego pozycja w sumie się nie zmieniła, gdyż pozostał pierwszą opcją ataku (średnio 13,3 pkt). Drugim motorem napędowym mistrza Polski jest Łukasz Koszarek (12 pkt i 4,2 asysty na mecz). Zresztą gdynianie mają jeden z najbardziej polskich składów w lidze. Rodzynkiem w tym zespole jest Rasid Mahalbasić. Podobnie zbudowano beniaminka TBL Start Gdynia. Tam jednak rezerwowy Robert Rothbart jest zarazem najlepszym strzelcem i zbierającym - odpowiednio 13,6 pkt i 7,2 zbiórki na mecz.

Prokom i Trefl wychodzą całkiem nieźle na polskich składach. Jak da się usłyszeć w klubach, największym atutem jest to, że rodzimi gracze bardzo dobrze znają specyfikacje ligi i nie mają problemu, aby przystosować się do systemu jej funkcjonowania. Do tego, przy obecnym poziomie obcokrajowców spokojnie walczą o mistrzostwo Polski. A kibice mają się z nimi identyfikować. Minusem jest to, że ci najlepsi sporo kosztują.

Ale polski lider sprawdza się nie tylko w trójmiejskim modelu klubu koszykarskiego. Z drużyn walczących o czołowe miejsca w tabeli, czyli tych, które w drugim etapie zmierzą się w zmaganiach górnej szóstki, poza Treflem i Asseco Prokom polskich liderów mają również PGE Turów Zgorzelec oraz Anwil Włocławek. W pierwszym z klubów najwięcej punktów (średnio 14,8) i asyst (3,4) zdobywa Michał Chyliński. Prawie 11 punktami co mecz wspomaga go Aaron Cel. Anwilem dowodzi Krzysztof Szubarga - 13,3 pkt i 6,5 asysty.

Polskich liderów mają również AZS Koszalin, w postaci Łukasza Wiśniewskiego (13,7 pkt), i Jezioro Tarnobrzeg, gdzie rządzi Jakub Dłoniak (20,1 pkt), który ma szanse na wygranie klasyfikacji strzelców w TBL.

Liga zrobiła się nam w tym sezonie bardzo polska. Dal niektórych jest ona jednak najsłabsza od lat. Brak wartościowych obcokrajowców rzeczywiście obniża jej poziom i zastanawiającym jest, czemu pomimo występów aż czterech naszych klubów w europejskich pucharach, nie byliśmy w stanie sprowadzić ich do siebie. A zagracani liderzy Energi Czarni Słupsk, Kotwicy Kołobrzeg czy Rosy Radom, koszykarsko wyglądają słabo i do ligi wnoszą jedynie przeciętność. Czy więc więcej minut gry dla Polaków rzeczywiście daje nam to, czego oczekiwaliśmy od ligi kilka sezonów temu?

Więcej o: