Trzecia wygrana z rzędu Trefla Sopot. Łukasz Koszarek nie pomógł

Koszykarze Trefla Sopot odnieśli trzecią wygraną w trzecim meczu drugiej części sezonu TBL. W czwartek pokonali na wyjeździe Stelmet Zielona Góra 77:68. Gospodarzom nie pomogła obecność na parkiecie Łukasza Koszarka, który w całym meczu nie zdobył ani jednego punktu.
W pierwszej kwarcie postacią numer jeden w drużynie Trefla był Frank Turner. Amerykański rozgrywający sopockiej drużyny zdobył w tej części spotkania dziewięć punktów i to głównie dzięki niemu Trefl prowadził niemal przez całą kwartę. Turner miał jednak w drużynie Stelmetu godnego siebie rywala w osobie Quintona Hosleya. To dzięki jego skuteczności i celnym rzutom za trzy punkty bądź dynamicznym wejściom pod kosz zakończonym wsadami drużyna z Zielonej Góry nie pozwalała uciec na większy dystans mądrze grającemu Treflowi. Sopocianie idealnie z gry wyłączyli bowiem największą gwiazdę Stelmetu Waltera Hodge'a (w pierwszej połowie zdobył ledwie trzy punkty) i nowy nabytek zespołu, czyli Koszarka, który meczem przeciwko Treflowi zadebiutował w barwach nowej drużyny po przejściu z Asseco Prokomu Gdynia.

Zielonogórzanie w drugiej kwarcie udowodnili jednak, że potrafią sobie radzić także wtedy, gdy liderzy mają chwile słabości. O ile w pierwszej kwarcie ciężar zdobywania punktów wziął na siebie Hosley, o tyle w drugiej celnymi rzutami co chwila popisywał się Dejan Borovnjak. Coraz dynamiczniej grający gospodarze uzyskali na początku drugiej kwarty nawet ośmiopunktową przewagę, którą szybko i niemal w pojedynkę zniwelował Kurt Looby. Środkowy Trefla rozegrał świetną pierwszą połowę (dziewięć punktów i osiem zbiórek), mimo to do przerwy sopocianie minimalnie przegrywali ze Stelmetem 35:39.

Po przerwie sopoccy koszykarze wyszli na parkiet mocno zmobilizowani i zepchnęli Stelmet do głębokiej defensywy. Za sprawą Turnera i Sime Spralji wspomaganych przez Adama Waczyńskiego i Marcina Stefańskiego wicemistrzowie Polski odzyskali w 23. minucie prowadzenie (48:43). Nie utrzymali go jednak długo, bo po celnej trójce Marcina Sroki i jego udanym kontrataku w 27. minucie było już 55:53 dla Stelmetu. Na więcej zielonogórzanom nie pozwolili jednak Waczyński i Filip Dylewicz. Celny rzut za trzy punkty tego pierwszego, a następnie udane wejście pod kosz tego drugiego dały sopocianom prowadzenie przed decydującą kwartą 58:57.

Inicjatywy przejętej w trzeciej kwarcie podopieczni Mariusza Niedbalskiego już nie wypuścili. Sopocianie umiejętnie zwalniali grę i wykorzystywali coraz liczniejsze błędy graczy Stelmetu. W 32. minucie prowadzili już 63:57, a w 35. 69:59. Dzięki długim akcjom przygotowywanym przez Turnera, które na punkty zamieniał Waczyński, sopocianie przetrzymali napór Stelmetu w kolejnych minutach i w końcówce mogli kontrolować przebieg wydarzeń na parkiecie.

Stelmet Zielona Góra - Trefl Sopot 68:77

Kwarty: 23:21, 16:12, 18:25, 11:19.

Stelmet: Hosley 18 (3), Borovnjak 16, Hodge 12 (1), Sroka 11 (1), Białek 0 oraz Stević 8, Seweryn 3 (1), Lopicić 0, Koszarek 0.

Trefl: Turner 17 (2), Waczyński 16 (2), Michalak 11 (1), Looby 9, Dylewicz 5 oraz Stefański 9, Spralja 7, Dąbrowski 3 (1) Harrington 0.