Trefl Sopot już w mistrzowskiej formie? Jest na autostradzie przed play-off

Koszykarze Trefla Sopot pewnie zmierzają po pierwsze miejsce przed rundą play-off. Po zwycięstwie ze Stelmetem Zielona Góra 77:68 w drugim etapie rozgrywek ?na rozkładzie? mają już wszystkich głównych rywali w walce o pozycję lidera.
Spotkanie Trefla ze Stelmetem miało być dla trenera Mariusza Niedbalskiego papierkiem lakmusowym, który miał określić, na co tak naprawdę stać jego podopiecznych. Wygraną z PGE Turowem Zgorzelec sopocianie mogą bowiem po części zawdzięczać rywalom, którzy w trzeciej kwarcie ucięli sobie drzemkę i pozwolili Treflowi rzucić 25 punktów z rzędu. Wcześniej jednak to gracze Miodraga Rajkovicia bezsprzecznie dominowali na parkiecie. Z kolei wygrana z osłabionym brakiem Łukasza Koszarka i targanym wewnętrznymi problemami Asseco Prokom była efektem nie tyle dobrej gry Trefla, co łutem szczęścia w ostatnich sekundach, który zmaterializował się jako celny rzut Lorinzy Harringtona równo z końcową syreną.

W meczu w Zielonej Górze Trefl wreszcie zwyciężył bez konieczności "pomocy" ze strony rywali, wyłącznie za sprawą własnych koszykarskich środków. Przede wszystkim graczom z Sopotu udało się zneutralizować rozegranie Stelmetu - pozyskany z Prokomu Koszarek spudłował wszystkie rzuty i spotkanie zakończył bez zdobyczy punktowej, zaś Walter Hodge jako tako grać zaczął dopiero w drugiej połowie spotkania.

- Mecz ze Stelmetem wygraliśmy przede wszystkim w defensywie. Tylko 29 punktów straconych po przerwie to w Zielonej Górze bardzo dobry wynik. Oczywiście, zdarzały nam się błędy, ale w kluczowych momentach potrafiliśmy je zniwelować dzięki celnym rzutom trzypunktowym - przyznaje Niedbalski. - Udało nam się odskoczyć od rywala, a później dzięki mądremu prowadzeniu gry kontrolować to, co dzieje się na boisku - dodaje szkoleniowiec Trefla.

Dzięki zwycięstwu w Zielonej Górze Trefl udowodnił, że powoli zaczyna być drużyną kompletną, której zwycięstwa nie są uzależnione od postawy liderów zespołu czy słabszej formy rywali. Postawa sopocian w starciu ze Stelmetem to wyraźny sygnał dla rywali, że nawet bez Koszarka czy Przemysława Zamojskiego, Trefl nie wycofuje się z walki nawet o mistrzostwo Polski. Choć trener Niedbalski póki co tonuje nastroje, to i on zauważa poprawę w grze swoich koszykarzy.

- To dopiero początek rywalizacji w "szóstkach" i jeszcze bardzo dużo może się wydarzyć. Niemniej jednak cieszę się, że mój zespół po wygranych, ale słabszych ostatnio meczach wraca na właściwe tory - przyznaje Niedbalski.

Sopocianie przed kolejnymi meczami są w bardzo komfortowej sytuacji. Są na pierwszym miejscu w tabeli i z najgroźniejszymi rywalami będą grali u siebie. Droga do pierwszego miejsca przed play-off ma więc szerokość autostrady i grzechem byłoby teraz z niej zawrócić.