Seria zwycięstw Trefla Sopot przerwana przez Krzysztofa Szubargę

Celny rzut rozgrywającego Anwilu Krzysztofa Szubargi sprawił, że Trefl Sopot przegrał z włocławianami 67:69. W drugim etapie rozgrywek w górnej szóstce nie ma już niepokonanej drużyny.
Po trzech wyjazdowych zwycięstwach z rzędu w "szóstkach" Trefl wreszcie zagrał w Ergo Arenie. Kibice żółto-czarnych już przed meczem dostali niespodziankę od władz klubu w postaci nowego zawodnika, 30-letniego Ronalda Davisa. Amerykanin dopiero co dołączył do drużyny, odbył z nią trening rzutowy, więc trener Mariusz Niedbalski nie zdecydował się posłać go na boisko podczas wtorkowego starcia. Davis poczynaniom kolegów przyglądał się z ławki rezerwowych.

Trefl, jak to bywało w poprzednich spotkaniach, na początku nie forsował tempa. Za to goście oparli grę na podkoszowych Seidzie Hajriciu oraz Rubenie Boykinie. To im się opłaciło. I choć środkowy Trefla Kurt Looby rozdał w pierwszej kwarcie aż trzy bloki, to i tak goście większość z 21 punktów w tej części gry zdobyli z pola trzech sekund.

Sopocian odmieniło wejście na parkiet Sime Spralji. Co prawda Trefl nie potrafił zdobyć punktów przez pierwsze trzy minuty drugiej kwarty, ale kiedy odblokował ich celną trójką Spralja, przewaga gości zmalała do stanu 21:27. Podkoszowy żółto-czarnych zdobył w tej części gry 10 punktów. Trefl zaczął wykorzystywać również manewr, który w ofensywie wychodził mu w dwóch poprzednich meczach z Anwilem. Mocno rozciągnięta defensywa włocławian tworzyła korytarz Frankowi Turnerowi, który bez problemów wchodził pod kosz i dorzucał kolejne punkty. W powiększanie przewagi gospodarzy postanowił włączyć się również Marcin Stefański. Ten zazwyczaj zadaniowy koszykarz tak rozsmakował się w kolejnych koszach, że w trzeciej kwarcie postanowił oddać pierwszy w sezonie rzut za trzy punkty. I trafił, a Trefl w 26. minucie prowadził 49:41.

Anwilowi brakowało tego dnia lidera, który pociągnąłby zespół. Trefl świetnie wyłączył z akcji ofensywnych Szubargę. Najpierw lekko wyhamował go blokiem Looby, a następnie zacieśniona defensywa sopocian. Szubarga miał nawet problem z oddaniem rzutu za trzy punkty, a pierwsze punkty zdobył równo z syreną kończącą trzecią kwartę. Mimo jego niedyspozycji Anwil trzymał jednak kontakt z rywalem. Kiedy czwartą kwartę czterema punktami z rzędu rozpoczął Marcus Ginyard, goście wyszli na prowadzenie 56:55. Od tego momentu rozpoczęła się walka głównie... pudło za pudło. Na minutę przed końcem Treflowi udało się zakończyć dwie akcje z rzędu punktami (67:65), więc wydawało się, że to gospodarze wygrają czwarty, kolejny mecz. Na 40 sekund przed końcem z półdystansu trafił jednak Nikola Jovanović, po drugiej stronie parkietu spudłował Adam Waczyński, a na półtorej sekundy przed ostatnią syreną Szubarga udowodnił, dlaczego jest liderem Anwilu. Ograł Turnera i trafiając spod linii końcowej boiska, dał gościom prowadzenie 69:67. Trener Niedbalski poprosił oczywiście o czas, Trefl wyprowadzał piłkę z połowy gości, ale nie potrafił skutecznie wprowadzić piłki do gry.

Trefl Sopot - Anwil Włocławek 67:69

Kwarty: 18:21, 21:15, 16:16, 12:17.

Trefl: Dylewicz 14 (1), Turner 12 (1), Waczyński 7, Michalak 5 (1), Looby 3 oraz Spralja 15 (3), Stefański 8 (1), Dąbrowski 3, Harrington 0.

Anwil: Szubarga 9 (1), Boykin 9 (1), Weeden 8 (2), Hajrić 8, Sokołowski 6 oraz Jovanović 14 (1), Ginyard 9 (1), Bartosz 6 (1), Frasunkiewicz 0, Vasojević 0.