Trefl pękł pod naporem mistrzów Polski. Show Zamojskiego w Ergo Arenie [RELACJA + ZDJĘCIA]

To nie był dobry mecz Trefla. Sopocianie zostali wręcz znokautowani przez Stelmet Zielona Góra. Mistrzowie Polski wygrali w Ergo Arenie 85:66, a prawdziwy show przeciwko byłym kolegom urządził sobie Przemysław Zamojski, który na dobrze sobie znanym parkiecie czuł się jak ryba w wodzie, zdobywając 29 pkt. Podopieczni Dariusa Maskoliunasa przegrali pierwsze w tym sezonie spotkanie przed własną publicznością.
Śledź autora artykułu >>>

Mecz Trefla ze Stelmetem zapowiadał się o tyle ciekawie, że po przeciwnych stronach parkietu stanęły dwie najlepszy ofensywy w lidze. Zarówno sopocianie, jak i mistrzowie Polski posiadają w składzie koszykarzy wręcz stworzonych do gry ofensywnej. Przy okazji spotkania dużo mówiło się także o rywalizacji dwóch największych gwiazd obu zespołów, czyli Adama Waczyńskiego i Christiana Eyengi. Zarówno dla jednych, jak i dla drugich zatrzymanie "Wacy" bądź Eyengi było kluczem do sukcesu. Jednak jak pokazał początek meczu, to wcale nie taka łatwa sprawa. Czujący kosz i swobodnie poruszający się po parkiecie liderzy Trefla i Stelmetu byli pierwszoplanowymi postaciami swoich drużyn.

Waczyński zdobył ważne cztery punkty na początku drugiej kwarty, dzięki czemu przewaga gości zmalała do jednego "oczka". W tym fragmencie meczu Trefl musiał gonić wynik, gdyż na finiszu pierwszej odsłony Stelmet prowadził pięcioma punktami. Duża w tym zasługa Eyengi. Dość powiedzieć, że gwiazdor mistrzów Polski zdobył 11 z 19 punktów, jakie uzyskali przyjezdni w pierwszej kwarcie.

Kolejny fragment meczu nie był już tak błyskotliwy w wykonaniu Kongijczyka, toteż ciężar zdobywania punktów wzięli na swoje barki inni kluczowi zawodnicy w rotacji trenera Mihailo Uvalina. A w zasadzie jeden koszykarz dobrze znający Ergo Arenę - Przemysław Zamojski. Gdy "Zamoj" wszedł w trans, nikt nie był w stanie go zatrzymać. Co ciekawe, były gracz Trefla pierwsze punkty zdobył po ponad pięciu minutach gry w drugiej kwarcie. Tymczasem już przed przerwą miał ich na koncie 12. Jego zespół schodził na przerwę, wygrywając 38:31.

W jeszcze większych opałach sopocianie byli na początku trzeciej kwarty. Jak w transie grał Zamojski, ale Stelmet w ataku miał dużo więcej argumentów. Goście świetnie wymieniali się piłką. Stanowili monolit trudny do ruszenia. Mecz wymknął się Treflowi spod kontroli. Eyenga, Koszarek, Cel, Zamojski a to wzajemnie sobie podawali, a to z szewską pasją dziurawili sopocki kosz. Przewaga mistrzów Polski rosła, rosła, aż w pewnym momencie urosła do 20 pkt. W końcówce tej kwarty Trefl nieco zwarł szyki i za sprawą zagranicznych graczy (Milan Majstorović, Sarunas Vasiliauskas, Lance Jeter) na chwilę uciekł spod gilotyny, niwelując przewagę gości do 14 "oczek".

Trefl wydawał się pogodzony z porażką, a punkty do skromnego dorobku sopocian dorzucali koszykarze zazwyczaj drugoplanowi. Stelmet, mając zwycięstwo praktycznie w kieszeni, mógł pozwolić sobie na spokojną grę. W końcówce mistrzowie Polski trzymali podopiecznych Dariusa Maskoliunasa na bezpieczny dystans. Co więcej, jeszcze dodali kilka punktów do swojej przewagi, ostatecznie pewnie pokonując Trefla. Tym samym pierwsza w tym sezonie porażka Trefla (dotychczas sopocianie mieli bilans 8-0) przed własną publicznością stała się faktem.

To był wieczór Zamojskiego, który przeciwko byłej drużynie rozegrał wyborowe zawody, zdobywając 29 pkt. Inny były gracz Trefla, Łukasz Koszarek, miał 9 pkt, trzy zbiórki i siedem asyst.

Trefl Sopot - Stelmet Zielona Góra 66:85

Kwarty: 14:19, 17:19, 12:19, 23:28

Trefl: Michalak 12 (1), Leończyk 10, Vasiliauskas 10 (2), Waczyński 9, Gadri-Nicholson 6, Jeter 6, Majstorović 5 (1), Stefański 4, Brembly 2, Roszyk 2.

Stelmet: Zamojski 29 (4), Eyenga 13 (1), Cel 9, Koszarek 9 (1), Dragicević 8, Brackins 8 (2), Walker 4, Kucharek 3 (1), Hrycaniuk 2, Sroka 0.