Koszykarze Trefla dalej od finału. Porażka ze Stelmetem po słabym meczu [RELACJA + ZDJĘCIA]

W trzecim meczu półfinału play-off Tauron Basket Ligi koszykarze Trefla Sopot wysoko przegrali na swoim parkiecie ze Stelmetem Zielona Góra 69:94. Mistrzowie Polski objęli zatem prowadzenie 2:1 i do awansu do finału brakuje im już tylko jednego zwycięstwa.
Mecz zaczął się fatalnie dla Trefla, koszykarze z Sopotu jakby w ogóle nie dotarli do Ergo Areny. Nie minęły dwie minuty gry, kiedy goście objęli prowadzenie 9:0. Dopiero wówczas kosz Stelmetu odczarował Yemi Gadri-Nicholson, ale mistrzowie Polski nie zwalniali tempa. Efektowne akcje Christiana Eyengi, Vladimira Dragicevica oraz Przemysława Zamojskiego dały im w 5. min prowadzenie 17:2! Dopiero w tym momencie podopieczni Dariusa Maskoliunasa pojawili się na parkiecie. Dzięki trafieniom Adama Waczyńskiego oraz Pawła Leończyka, już po 180 sekundach zmniejszyli straty do siedmiu punktów (12:19), a za chwilę nawet do pięciu (16:21). Pierwsza kwarta zakończyła się prowadzeniem Stelmetu 26:21.

Naprawdę zażarta walka rozgorzała od początku drugiej kwarty. Tyle tylko, że oba zespoły miały ogromne kłopoty ze zdobywaniem punktów. Nie wynikało to jednak z wybitnej gry w defensywie, po prostu zawodziła skuteczność. Przez pierwsze pięć minut na tablicy wyników dopisano raptem osiem punktów - po cztery dla każdego zespołu. Całe towarzystwo obudził rzut za trzy punkty Łukasza Koszarka, a za swoim liderem podążyli głównie jego koledzy z zespołu. Po rzucie Dragicevica w 18. min zrobiło się 42:29 dla Stelmetu. W końcówce Trefl dzięki dwóm rzutom za trzy punkty (Milan Majstorović i Michał Michalak) oraz akcji 2+1 Pawła Leończyka zmniejszył straty do siedmiu punktów. Do przerwy Stelmet prowadził 47:40.

Na początku drugiej połowy oba zespoły znów strzelały "ślepakami". Koszykarze snuli się po boisku, a celnych rzutów było jak na lekarstwo. W tej sennej atmosferze nieco lepiej czuli się sopocianie, którzy w 25. min zbliżyli się na cztery punkty (45:49). Z letargu wyrwał swoich kolegów Zamojski, który popisał się rzadko spotykaną akcją 3+1. Za chwilę trafił Adam Hrycaniuk i goście znów odskoczyli na w miarę bezpieczną odległość (55:45). Sopocianie cały czas grali niemrawo, brakowało twardej obrony i błysku w ataku (fatalnie spisywał się zwłaszcza Lance Jeter, który spudłował wszystkie jedenaście rzutów z gry!). Nic dziwnego, że po kolejnej "trójce" Zamojskiego Stelmet prowadził w 29. min już 63:47. W tym momencie oczywiste było, że Trefla może uratować już tylko cud, jaki miał miejsce w piątym meczu ćwierćfinałowym z Czarnymi Słupsk. A, że nic dwa razy się nie zdarza...

Żeby nie było żadnych wątpliwości kto wygra to spotkanie, goście na początku czwartej kwarty jeszcze podkręcili tempo i w 32. min po rzucie Craiga Brackinsa prowadzili już 76:55. W tym momencie było po meczu, a końcowe minuty były klasycznymi koszykarskimi "dożynkami". Ostatecznie Stelmet wygrał 94:69 i objął w półfinale prowadzenie 2:1.

Mecz nr 4 odbędzie się w czwartek, także w Ergo Arenie. Początek o godz. 18.30.

Trefl Sopot - Stelmet Zielona Góra 69:94

Kwarty: 21:26, 19:21, 13:23, 16:24

Trefl: Waczyński 12 (1), Michalak 12 (1), Leończyk 11, Gadri-Nicholson 4, Jeter 3 oraz Majstorović 12 (1), Buterlevicius 8 (2), Brembley 3, Stefański 2, Roszyk 2, Vasiliauskas 0, Jaśkiewicz 0.

Stelmet: Koszarek 21 (3), Brackins 18 (2), Dragicević 18, Zamojski 16 (3), Eyenga 3 oraz Ginyard 6, Chanas 4, Hrycaniuk 2, Cel 2, Sroka 2, Kucharek 2, Cesnauskis 0.

CHEERLEADERKI Z GDYNI - KIM SĄ, GDZIE TAŃCZĄ, JAK OSIĄGNĘŁY SUKCES?