Lorinza Harrington z Trefla: Pomogę jak tylko potrafię

- Cały zespół wie i jest świadomy tego, że to już jest ostatni mecz, w którym nie można pozwolić sobie na żaden błąd. Przegrywający odpada, wygrywający walczy dalej o złoto - mówi plk.pl przed środowym meczem PGE Turów Zgorzelec - Trefl Sopot Lorinza Harrington.
W środę Trefl i Turów rozegrają siódme spotkanie w półfinale play-off Tauron Basket Ligi, które zadecyduje o awansie jednej z drużyn do finału rozgrywek. Tam czeka już Asseco Prokom Gdynia. Podobnie jak w szóstym meczu, wygranym przez Trefl 93:79, tak i w kolejnym starciu sopocianie wystąpią bez podstawowego rozgrywającego Giedriusa Gustasa. Litwin odniósł kontuzje w piątym meczu serii i prawdopodobnie nie zagra już do końca sezonu. Dlatego też w szóstym spotkaniu parkietu przez 36 min. nie opuszczał drugi z rozgrywając żółto-czarnych Harrington.

- Będąc profesjonalistą poza treningami musisz dbać o siebie. Staram się to robić i nic nie stoi na przeszkodzie bym zagrał tyle minut w kolejnym meczu, poza tym jak wspominałem wcześniej w play-off na prawdę nie ma czasu na bycie zmęczonym ani nawet o myśleniu o tym - twierdzi Amerykanin.

Rola Harrintona jest podwójnie trudna. Poza wkładaniem sił w rozgrywanie, w obronie także musi prezentować maksimum możliwości pilnując najlepszego koszykarza Turowa Toreya Thomasa.

- Myślę, że moje doświadczenie pozwala mi na nie obniżanie poziomu gry w obronie. Staram się grać mądrze i wykorzystywać każdą nadarzającą się chwilę na choćby minimalną regenerację. W trakcie meczu jest dużo przerw - czasy, rzuty wolne, kiedy można złapać oddech i skupić nad kolejnym fragmentem meczu. W ogóle na razie nie martwię się zmęczeniem, wiem że pozostał jeden najważniejszy mecz i tylko o nim myślę - dodaje Harrington.

Amerykanin liczy również na wsparcie kolegów: - Koszykówka jest sportem zespołowym, rozgrywanie i gra w ataku to także wysiłek całego zespoły. Mamy w zespole kilku graczy, którzy mogą wejść i zastąpić mnie na kilka akcji. W poprzednim meczu próbowali tego i udawało się to Adamowi Waczyńskiemu, Pawłowi Kikowskiemu czy nawet Lawrence Kinnardowi. Później na połowie przeciwnika, jeśli cały zespół nie porusza się w ataku, obojętnie kto by nie rozgrywał byłoby ciężko.

Więcej o: