Rewolucyjny pomysł koszykarki Lotosu Gdynia Natalii Plumbi: Obniżmy kosze

Natalia Plumbi była pierwszą zawodniczką, którą przed sezonem zatrudnił Lotos Gdynia. Mimo iż koszykarka nie jest liderką drużyny i na parkiecie spędza mało czasu, ma jednak rewolucyjny pomysł, dzięki któremu mecze żeńskiej koszykówki byłyby atrakcyjniejsze.
Plumbi przychodziła do ligi polskiej jako królowa asyst w lidze greckiej. W Lotosie jak do tej pory nie ma okazji, by swojej atuty pokazać na boisku. Zawodniczka ma żal do trenera Javiera Fort Puente, że ten nie daje jej grać tak często, jakby chciała. - Podobno trener sam mówił, że są zawodniczki "jego i te, które w Gdyni zastał - mówi Plumbi w wywiadzie udzielonym Przeglądowi Sportowemu. - Gdy podpisywałam kontrakt w Gdyni, nie wiedziałam kto poprowadzi zespół. Chciał mnie poprzedni szkoleniowiec Lotosu Georg Dikeoulakos, który później skorzystał z propozycji z ligi tureckiej. Gdy już gram, nie zawodzę. Jestem skuteczna. Potrafię też rzucać za trzy punkty, ale jak mam to udowodnić, gdy wchodzę na boisku na chwilę, albo wcale się na nim nie pojawiam? - pyta koszykarka. Plumbi wierzy jednak, że otrzyma szansę na pokazanie swoich umiejętności. Zawodniczka dementuje również spekulacje na temat swojego zwolnienia, doceniając wsparcie jakie otrzymuje ze strony prezesa klubu Mieczysława Krawczyka.

Mimo iż Plumbi nie bryluje dotąd w zespole z Gdyni, na trzykrotną zwycięzczynię klasyfikacji asyst ligi greckiej zwrócił uwagę sztab szkoleniowy reprezentacji Polski. Greczynka, której matka jest Polką, ma bowiem także polski paszport. Plumbi nie będzie mogła jednak zagrać w biało-czerwonych barwach. Wcześniej zagrała bowiem w juniorskiej reprezentacji Grecji, co uniemożliwia jej grę dla kadry Polski. Zawodniczka wiąże jednak przyszłość z naszym krajem. Po zakończeniu kariery zamierza otworzyć w Gdyni grecką restaurację, zwłaszcza że Plumbi jest studentką dietetyki.

Dla Plumbi studia i własny biznes to pomysł na życie, zwłaszcza że koszykówka to niewystarczające źródło utrzymania. Według niej mecze żeńskiej koszykówki cieszą się mniejszym zainteresowaniem kibiców i sponsorów, ze względu na małą atrakcyjność. Koszykarka ma jednak pomysł jak temu zaradzić. - Dlaczego nikt nie pomyślał o tym, by w żeńskiej koszykówce obniżyć kosz? Wtedy też w naszych meczach zdarzałaby się wsady. Zmian nie można się bać. Zwłaszcza, jeśli mogą wyjść na lepsze. - podsumowuje koszykarka Lotosu.

Dyskutuj z ludźmi, a nie z nickami - odwiedź profil Trójmiasto.Sport.pl na Facebooku »