Sport.pl

Koszykarka Lotosu Gdynia Magdalena Ziętara: Nowe twarze i charaktery, ale drużyna lepsza

- Czuję wsparcie kibiców, jest ono dla mnie bardzo ważne. Taki doping dodaje skrzydeł i daje motywację do dalszej pracy - mówi 19-letnia koszykarka Lotosu Gdynia Magdalena Ziętara.
Maciej Dzwonnik: Pamięta pani, po ile minut spędzała średnio na parkiecie w minionym sezonie?

Magdalena Ziętara: Oj nie, ale podejrzewam, że poniżej dziesięciu.

Nawet poniżej ośmiu, dokładnie 7.49 min. A w tym sezonie już po ponad 17. Rośnie pani rola w drużynie.

- Rzeczywiście, gram teraz dużo więcej i bardzo się z tego cieszę. Pasuje mi taki styl gry, jaki preferuje nasz trener Javier Fort Puente, od początku chciałam pokazać mu się z jak najlepszej strony. Zaplusowałam też chyba występem w młodzieżowych mistrzostwach Europy. Teraz zbieram tego owoce.

Zbiera je też pani od kibiców. Trybuny gdyńskiej hali ożywiają się najmocniej, gdy jest pani przy piłce.

- Czuję ich wsparcie, jest ono dla mnie bardzo ważne. Taki doping dodaje skrzydeł i daje motywację do dalszej pracy. Nie mogę jednak spocząć na laurach, bo od razu by to zauważyli i dali temu wyraz. A ja swoją grą chcę dawać im tylko radość.

Ma pani dość oryginalną ksywkę - "Skate". Skąd się wzięła?

- To stara historia, ta ksywka ciągnie się za mną jeszcze od gimnazjum. Chodziłam wtedy ubrana jak typowa "skejciara", nosiłam szerokie spodnie i za duże bluzy i tak już zostało, mimo że styl ubierania dawno zmieniłam. Dzisiaj już mało kto jej używa, co najwyżej starzy znajomi.

Jako jedna z nielicznych została pani w kadrze Lotosu po rewolucji kadrowej po minionym sezonie. Gdyby porównać oba składy...

-...to obecny jest zdecydowanie silniejszy. Przyszło wiele nowych zawodniczek, bardzo doświadczonych, mających za sobą grę w silnych ligach europejskich. Naszym atutem jest też zgranie, od początku przygotowań trenowałyśmy w pełnym składzie. Na początku nie było łatwo, nowa drużyna, różne charaktery. Ale teraz widać, że praca przyniosła efekty. Z każdym meczem nasza gra jest dokładniejsza i przyjemniejsza dla oka.

A jak nowym zawodniczkom podoba się w Gdyni? Pełniła pani dla nich rolę przewodniczki?

- Przewodniczki to może nie, ale za to uczę Adrijanę Knezević języka polskiego. Serbka chce się go nauczyć jak najszybciej, więc gdy zdarza się nam gdzieś razem wyskoczyć, to stara się łapać każde słówko.

Często razem "wyskakujecie"?

- Niestety nie, trenując zawodowo koszykówkę, nie ma się zbyt wiele wolnego czasu. Ja na przykład tuż po pobudce pędzę na trening, potem wracam do domu na obiad, utnę sobie krótką drzemkę i pędzę na kolejne zajęcia. Zdarza się nam czasem wyskoczyć do restauracji, ale o jakichkolwiek imprezach nie ma mowy, bo nie mamy na to czasu. Może uda się wyjść gdzieś na dłużej, ale to już po sezonie.

Wróćmy do sportu. Udało się wam po blisko roku wygrać mecz w Eurolidze, z francuskim Bourges Basket. To zwiastun lepszych wyników w tych rozgrywkach?

- Miejmy nadzieję, choć teraz czeka nas niezwykle trudny wyjazd do Stambułu na mecz z Galatasaray. Wygrać tam będzie bardzo ciężko, ale mogę obiecać, że zostawimy na parkiecie i zdrowie, i serce. Żeby jednak awansować do kolejnej rundy, to przede wszystkim musimy wygrywać takie mecze jak z Seatem Unisze Gyor. Porażka na Węgrzech wciąż odbija się nam czkawką.

Z Bourges zagrała pani w pierwszej piątce, na ławce usiadła zaś Jolene Anderson, kreowana przed sezonem na gwiazdę drużyny i całej ligi. Ławka była prztyczkiem za jej słabą formę?

- Raczej nie. Moim zadaniem było podmęczyć Catherine Joens, a Jolene miała mieć dzięki temu łatwiejsze zadanie. Miała jednak kłopot, żeby się wstrzelić, stąd ja mogłam spędzić na parkiecie więcej czasu. To jednak fantastyczna zawodniczka, ze świetnie ułożoną ręką i jestem przekonana, że z każdym meczem będzie coraz lepsza i groźniejsza dla naszych przeciwniczek. To profesjonalistka, która z pewnością jest w stanie przezwyciężyć chwilę słabości.

A Natalia Plumbi? Ostatnio żaliła się w prasie na swoją rolę w drużynie i kiepski kontakt z trenerem.

- Takie uwagi powinna zachować dla siebie, cała Polska nie musi wiedzieć o jej kłopotach. W meczach dostają szanse te zawodniczki, które najlepiej prezentują się na treningach, i tak powinno być w każdym zespole. Natalia musi póki co po prostu czekać na swoją szansę, a gdy ją dostanie, złapać byka za rogi. Niech za jej rolą w drużynie przemawia jej gra, a nie słowa.

Dyskutuj z ludźmi, a nie z nickami - odwiedź profil Trójmiasto.Sport.pl na Facebooku »


Więcej o: