Sport.pl

Lotos Gdynia - obudźcie się! Dość wstydu, pora na pogrom

Tego, że Lotos Gdynia zwycięży w sobotnim starciu z Ineą AZS Poznań, outsiderem Ford Germaz Ekstraklasy, jestem pewny w stu procentach. Ale od gdynianek oczekuję nie tylko zwycięstwa, ale też rozgromienia rywalek kilkudziesięcioma punktami - pisze Maciej Dzwonnik z ?Gazety"
Lotos czekają w tym roku jeszcze tylko dwa mecze, w obu wystąpi on w roli gospodarza. I o ile o zwycięstwo w sobotę można być spokojnym, to w środowej potyczce z mistrzem kraju Wisłą Can-Pack Kraków gdynianki faworytkami już nie będą. Stać je oczywiście na wygranie obu spotkań, jednak aby pokonanie mistrzyń było w ogóle realne, potrzebne jest zdecydowane i jak najwyższe zwycięstwo z Ineą.

Dlaczego? Po pierwsze, z przyzwoitości. Lotos ostatnio rozczarowuje nas niemiłosiernie. Zwłaszcza w Eurolidze, gdzie dwukrotnie zlał go Seat Unisze Gyor, najsłabszy zespół grupy A, debiutant na międzynarodowej arenie, który poza wygranymi z Lotosem w żadnym innym meczu nie zdołał odnieść zwycięstwa. A przegrać z zespołem, gdzie średnia wieku zawodniczek wynosi niewiele ponad 25 lat (są najmłodsze w całej Eurolidze), to zwyczajny wstyd! Takich meczów zwyczajnie nie wypada przegrać. I choć rozgromienie Inei węgierskiej plamy nie zmaże, to przynajmniej poprawi samopoczucie wszystkim, którym dobro gdyńskiego klubu leży na sercu.

Po drugie, Lotos musi zmazać inną plamę, która w odróżnieniu od euroligowej jest możliwa do zmazania. Katastrofalnym meczem w Toruniu w poprzedniej kolejce, gdzie gdynianki wyraźnie odstawały od Energi, zwyczajnego ligowego średniaka, pokazały innym ligowym średniakom, że ci w meczach z Lotosem wcale nie muszą być dostarczycielami punktów. Rozgromienie Inei ma być przestrogą dla wszystkich chętnych do podążenia śladami torunianek. Oni mają zobaczyć, że Lotos wcale nie jest kolosem na glinianych nogach. Że wciąż trzyma się mocno i że dla większości ligowej stawki wciąż będzie bezkonkurencyjny.

Po trzecie, dla części zawodniczek występ przeciw poznaniankom będzie jedną z ostatnich okazji na udowodnienie, że warto wciąż wiązać z nimi przyszłość. Zwłaszcza dla Jolene Anderson i Ines Ajanović, które zamiast być gwiazdami ligi (i Euroligi), głównie odrabiają pańszczyznę i z głową zawieszoną wysoko w chmurach zadowolone obserwują comiesięczne wpływy na konto. Musi do nich dotrzeć, że bez zasuwania i walki o każdy milimetr parkietu może się już wkrótce okazać, że wcale nie są niezastąpione. Tyczy się to także Geraldine Robert, która świetne występy wciąż przeplata beznadziejnymi. Jeśli Francuzka chce być jedną z liderek zespołu, musi ustabilizować formę.

Wreszcie po czwarte i najważniejsze, Lotos musi zdemolować poznanianki także dla samych kibiców. Oni nie są ślepi, widzą przecież odwalaną przez gdynianki ostatnio fuszerkę, a mimo tego wciąż płacą za bilety i zasiadają na trybunach gdyńskiej hali, gorąco je dopingując. A właśnie gorącego dopingu i zagrzania do walki Lotos potrzebować będzie w środę w spotkaniu z czempionem z Krakowa. Nic tak nie przyciągnie fanów na to starcie, jak ostre bombardowanie w meczu je poprzedzającym.

Innego rezultatu, niż co najmniej 30-punktowe zwycięstwo w sobotę nie zaakceptuję. Powiem więcej, chcę po raz pierwszy w tym sezonie zobaczyć, że Lotos potrafi rzucić rywalkom więcej niż sto punktów! Że w chwili słabości gdynianki potrafią podnieść się z kolan, zewrzeć szyki, rzucić się z furią na rywala od pierwszych sekund, powalić na deski po kilkunastu kolejnych i bezlitośnie okładać go od początku do końca każdej następnej kwarty. Że nawet gdy będą już pewne zwycięstwa, to nie ustaną w dobijaniu rywala. Taki właśnie Lotos chcę zobaczyć w sobotę. Taki i żaden inny!

Więcej o: