Sport.pl

Kto zagra w finale play-off FGE? Lotos Gdynia może, CCC Polkowice musi

- Jak się nie chce wygrać 3:0, to się potem przegrywa 2:3 - mówi przed piątym meczem Lotosu Gdynia z CCC Polkowice w półfinale play-off prezes gdyńskiego klubu Mieczysław Krawczyk. Środowe starcie zadecyduje o tym, która drużyna zagra w wielkim finale z Wisłą Can-Pack Kraków.
Jeszcze w miniony piątek mało kto dawał Lotosowi szanse na przeskoczenie CCC. Po dwóch meczach rozegranych w Polkowicach gdynianki przegrywały już 0:2 (w rywalizacji do trzech wygranych), prezentując się na tle rywalek naprawdę mizernie. Wystarczy wspomnieć jedną z kwart pierwszego meczu, którą przegrały aż 1:17.

- To już przeszłość, teraz wystarczy utrzymać dyspozycję z meczów rozgrywanych w Gdyni i będzie można myśleć o finale - mówi Krawczyk.

Recepta prezesa jest dobra, bo Lotos we wspomnianych przez niego meczach prezentował się już po stokroć lepiej. Głównie za sprawą Geraldine Robert, która w zaciętych starciach z rywalkami z Polkowic potwierdza tylko, że już w pierwszym sezonie gry na polskich parkietach stała się ich niekwestionowaną gwiazdą. W sobotę dała Lotosowi 24 punkty i dziewięć zbiórek (skończyło się na 85:77), a w niedzielę dołożyła 22 pkt i 13 zbiórek (72:61).

W Gdyni mogą liczyć też na Constance Jinks, która do zespołu dołączyła dopiero pod koniec stycznia, a z miejsca stała się jedną z pierwszoplanowych postaci Lotosu. Rozgrywająca tylko w meczu nr 4. spędziła na parkiecie pełne 40 minut (najwięcej w zespole), zdobywając przy tym 21 punktów i zaliczając osiem zbiórek.

Reszta zespołu gra w kratkę, lepsze występy przeplata słabszymi. Jeśli jednak Jinks do spółki z Robert utrzymają dyspozycję do środowego meczu, a koleżanki nie będą zbytnio przeszkadzać, to CCC może drżeć o swój los.

Atutem Polkowic będzie jednak gra we własnej hali, gdzie w tym roku zawodniczki CCC jeszcze nie przegrały. O losach półfinałowej rywalizacji może więc "zadecydować mecz", który już dawno się odbył. Przez jednopunktową porażkę (83:84) w końcówce sezonu zasadniczego gdynianki przystąpiły bowiem do fazy pucharowej z trzeciego miejsca, a CCC z drugiego. Dzięki temu to one są gospodarzem piątego, decydującego meczu półfinałowego.



- Nasze szanse oceniam na 30-35 procent - ocenia Krawczyk. - Spójrzmy prawdzie w oczy, Polkowice właściwie na każdej pozycji mają lepsze zawodniczki. Ale nazwiska nie grają, więc nie stoimy na straconej pozycji. Kluczem do sukcesu w piątym meczu będzie utrzymanie dyscypliny w obronie, to głównie dzięki temu udało się wyrównać stan rywalizacji - podkreśla prezes.

Zespół z Polkowic aspiracji mistrzowskich nie ukrywa. Zimą znacznie się wzmocnił, do zespołu dołączyła m.in. Agnieszka Bibrzycka, najlepsza polska koszykarka ostatnich lat. W rywalizacji z Lotosem pierwszoplanową postacią jednak nie jest. Przyćmiewa ją Robert, a nawet koleżanki z zespołu: Evanthia Maltsi, Jantel Lavenderi Sharnee Zoll. Jeśli "Biba" jednak znów zaskoczy, to może w pojedynkę przesądzić o losach rywalizacji.

- Ale na niekorzyść Polkowic wpływa to, że są pod dużą presją. My możemy, one muszą - wyjaśnia Krawczyk. - Zawodniczki CCC przyjeżdżając do Gdyni myślały, że są już w finale, ale udało się utrzeć im nosy. A w koszykówce jest podobnie jak w siatkówce. Jak prowadzisz 2:0 w setach, to jeśli nie wygrasz od razu trzeciej partii, często przegrasz całą rywalizację 2:3. Podobnie może być teraz, wszystko leży w naszych rękach. Jesteśmy na fali wznoszącej i czuję, że z Polkowic zamiast wracać do Gdyni obierzemy od razu kurs na Kraków, na finałowe spotkania z Wisłą - zdradza prezes.

Początek meczu o godz. 17.45. Transmisja w TVP Sport.

Więcej o: