Finał PlusLigi już na jej starcie. Hit Muszynianka Muszyna - Atom Trefl Sopot

W niedzielę w Muszynie zagrają rozluźnione, ale wciąż nie znające własnej siły siatkarki Atomu Trefl Sopot i rozbite, ale wciąż posiadające ogromne możliwości mistrzynie Polski, czyli Muszynianka.
W poprzednim sezonie siatkarki Atomu przegrały z Muszynianką cztery z pięciu meczów. Wygrały tylko raz, ale wyżej w tabeli PlusLigi były tylko przez moment. Później przez cały sezon oglądały plecy rywalek, a ich występy w Lidze Mistrzyń śledziły w telewizji. Ciągle pół kroku w tyle.

W niedzielę po przeciwnych stronach siatki wreszcie staną drużyny równorzędne. I zupełnie inne. Atom z drużyny budowanej naprędce, stał się dojrzałą konstrukcją, w której każdy element ma do siebie pasować. Co prawda po zwycięstwie na inaugurację ligi w Białymstoku trener Alessandro Chiappini podkreśla, że jego drużyna wciąż potrzebuje czasu, ale zdaje też sobie sprawę, że jego komfort pracy jest zdecydowanie większy niż przed rokiem.

W stolicy Podlasia do zwycięstwa drużynę poprowadziła Małgorzata Kożuch. Atakująca reprezentacji Niemiec po zaledwie kilku treningach z nowymi koleżankami potrafiła wpasować się w ich styl. Dzięki współpracy m.in. z nową kapitan zespołu Izabelą Bełcik w premierowym meczu w polskiej lidze zdobyła 16 pkt.

- Wygrana w pierwszym secie przyszła nam niezwykle łatwo, ale potem nie było już tak kolorowo - przyznała po meczu rozgrywająca Atomu.

W meczu z Muszynianką to głównie od formy tego duetu zależeć będzie powodzenie sopocianek.

Dyskutuj z ludźmi, a nie z nickami - odwiedź profil Trójmiasto.Sport.pl na Facebooku »


W Muszynie zmianom w kadrze oparto się w większym stopniu. Do zespołu dołączyła była gwiazda Aluprofu Bielsko-Biała Anna Werblińska, ale, jak pokazał pierwszy mecz Muszynianki z beniaminkiem PTPS Piła (sensacyjna porażka 1:3), siatkarki Bogdana Serwińskiego na początku sezonu są bez formy. Co prawda kilka dni wcześniej w Szamotułach sięgnęły po Superpuchar Polski, wygrywając w finale z osłabionym Aluprofem, ale pierwsze symptomy słabej dyspozycji było widać dzień wcześniej, kiedy w najmocniejszym zestawieniu uległy 0:3... Atomowi. Kiedy w środę nieobliczalny beniaminek punkt po punkcie spychał z boiska Muszyniankę, trener Serwiński minę miał nietęgą. Dokonując kolejnych zmian, rozpaczliwie szukał siatkarki, która mogłaby odmienić losy meczu. Do ataku posłał Australijkę Rachel Rourke, zmieniał rozgrywające (Milenę Radecką na Agnieszkę Rabkę), znów korygował ofensywę, wpuszczając Magdalenę Piątek. Wreszcie wymienił cały środek, stawiając na Caroline Wensink i Katarzynę Gajgał, ale żadna z nich nie spełniła jego oczekiwań. Muszyna poległa, już w pierwszej kolejce tracąc do Atomu trzy punkty.

W tym samym czasie uśmiechnięty i wyluzowany Chiappini dziękował już swoim siatkarkom za premierowe zwycięstwo.

- Jeżeli chodzi o naszą grę, to początek spotkania wyglądał optymistycznie. Potem mieliśmy problemy z przyjęciem zagrywki, a było to spowodowane tym, że nie mieliśmy możliwości zgrania zespołu, gdyż niektóre zawodniczki dopiero niedawno do nas dołączyły - powiedział Włoch.

W niedzielę (godz. 18, transmisja w Polsacie Sport) zetrą się dwie skrajności. Rozluźnione, ale wciąż nie do końca zdające sobie sprawę z własnej siły sopocianki i rozbite, ale wciąż posiadające ogromne możliwości mistrzynie Polski.